Powrót do spisu treści

CHRZEST

We wczesnym chrześcijaństwie chrzest był obrzędem nawrócenia i oczyszczenia z grzechów, mającym postać sakramentalnego obmycia wodą, któremu towarzyszyło słowo. Kościół zrobił z niego rytuał związany z rzekomą męką, śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa, podczas którego odpuszczany jest grzech pierworodny.

Wymyślone przez Kościół pojęcie grzechu pierworodnego akcentowało oddalenia ludzkości od Boga, oraz stan grzeszności rasy ludzkiej i upadek świętości, będący konsekwencją skosztowania przez Adama i Ewę jabłka – zakazanego owocu z drzewa poznania dobra i zła. Ponieważ grzech pierworodny miał być dziedziczony przez wszystkich ich potomków, stał się przyczyną okaleczenia ludzkiej natury, oraz powodem domniemanej grzeszności wspaniałych, czystych i niewinnych dzieci bożych, stworzonych (przychodzących na ten świat w akcie poczęcia) na obraz i podobieństwo samego Boga – Ojca.

Chrzest to czyn mający świadomemu w wyborze człowiekowi pomóc w rozumieniu samego siebie. Dlaczego Jezus przyjął chrzest w okresie własnej dojrzałości? Ponieważ był świadomy odnalezienia w sobie Chrystusa! Czy o tym jest przekonane niemowlę? W tekstach Dziejów Apostolskich i Mateusza jasno jest wyłożone, że chrzest jest przeznaczony tylko dla ludzi, którzy dojrzeli do niego. Nadto kościelny wymysł o grzechu nie ochrzczonego człowieka jest równie absurdalny, co potworny. Czyżby Bóg znajdował przyjemność w oglądaniu wiekuistych cierpień dzieci zmarłych jeszcze przed przyjęciem chrztu? Niegodna praktyka obowiązkowego chrztu i komunii tłamsi nasze prawo do wolności.

Chrztu nie może przyjąć istota czysta. Gdyż jest on odwróceniem energetycznego i duchowego stanu (jeśli ktoś jest czysty to bez chrztu od razu dopuszcza się do niego siły wyższe światłości – jeśli robi się to na niedorosłym człowieku - dziecku, to od razu dopuszcza się do niego siły Ciemności, pole dziecka zalewa galareta). Jezus przyjął chrzest gdy wzrósł na tyle by w myśli, słowie, czynie, pojmowaniu i rozumieniu na trwale zjednoczyć się ze światem duchowym i od tej chwili wyrażając jego prawdy. Nie mógł by sprostać czystości gdyby nie umarł i nie narodził się w tym alcie na nowo. Chodzi o to, że doskonalący się człowiek popełnia błędy, często nagminnie, a gdy osiąga w końcu wypraktykowaną czystość owe błędy przeszłości nie tylko mu doskwierają, ale i publicznie mogą być przypomniane.

Gdyby dwóch ludzi wiodło pokazowy żarliwy dyskurs na temat wiary i obaj posłali by w swoją stronę kontrolne pytania typu, czy czyniłeś zło?, tak zły człowiek jak i godziwy, a więc już istniejący w czystości Jezus, musieliby się przyznać do gwałcenia praw duchowych, a więc obaj zostaliby zdyskredytowani jako osoby godne do naśladowania. Kto wygrałby pojedynek na słowa mimo trwania w nieczystości? Odpowiedź jest prosta – ten kto wspiera programem i energią system, ten kto głosi odpuszczenie grzechów za nic, za trwanie w lenistwie i głupocie. Jezus musiałby odejść z kwitkiem bo nikt nie chciałby słuchać jego wskazów co do praktykowania duchowej prawdy w życiu, która w namiętności, przyjaźni, miłości i w egzystencjalnym spełnieniu łączy nas z drugim dzieckiem Boga.

Zwyciężyłby ten, kto w innych ludziach nie tylko nie dostrzegł by cudu istnienia i obiektu adoracji, ale na dodatek nakazałby ich podporządkowywać, trwać w stosunku do nich we wrogości energetycznej, a w życiu umiejętnie ograniczać, samemu z tego czerpiąc nie tylko materialne korzyści. Chrzest zagwarantował Jezusowi nietykalność. Poprzez śmierć samego siebie utorował on bowiem drogę do głoszenia prawd opartych na własnej czystości.

Gdyby odbyła się publiczna dyskusja z papieżem (po chrzcie) i gdyby kontrolne pytanie dotyczyło czystości, a nie tylko było testem ze znajomości zwrotek z bajki o kopciuszku lub wersetów z biblii, każde takie pytanie o czystość coraz wyraźniej ukazywałoby moc Jezusa w Chrystusie. Gdyby dla przykładu obaj dyskutanci musieli by odpowiedzieć czy kradli i kradną, czy gwałcili i gwałcą, czy niszczyli i niszczą, czy kłamali i kłamią, a za każdą błędną odpowiedź w obliczu Boga nałożyli by na siebie paraliż jednej z kończyn, to po tej konfrontacji Jezus mógłby spokojnie odejść o własnych siłach udowadniając trwanie w bożej prawdzie. Gdyby jednak po czasie, po przyjęciu chrztu (czwartego), który narodził go w przestrzeniach duchowych, kiedyś tam ukradł, zgwałcił, zniszczył czy wyrzekł nieprawdę dopadł by go ten sam paraliż co i papieża.

W duchowym świecie chrzest jest wielkim wydarzeniem, jest prawem do zmiany stanu energetycznego i duchowego. Gdy wykonuje się go nad głową dziecka i w jego imieniu, na co zgodę muszą wyrazić jego opiekunowie, wtedy na stałe odwraca się proces czystości pozwalając takiemu człowiekowi tkwić w nieprawdzie i grzechu. Chrzest na niewinności odcina drogę Nieba do niesienia pomocy w trudnych chwilach. Nigdy o tym nie zapominajcie. Jeśli już chcecie naśladować Jezusa to nie naśladujcie papieskiej drwiny i kościelnego podstępu.

Przypomnijcie sobie wtedy co mówił Jezus o chrzcie wskazując iż jest to czyn duchowy, który w stanie jest pojąć jedynie dojrzały społecznie dorosły i duchowo otwarty człowiek. Nie popełniajcie tego błędu wobec własnych dzieci, nie stosujcie wobec nich Prawa Totalnego Podporządkowania bo to sobie po śmierci wypomnicie widząc w retrospektywie śmierci ile tym zła swym pociechom wyrządziliście. W oczach niewinnego dziecka widać czystą boską obecność. Nie odwracajcie tego procesu odcinając je od duchowego wsparcia i dopuszczając do ingerencji sił ciemności. Tego co czyste, co z Boga się poczęło, czyścić, chwalić, wywyższać i naprawiać nie trzeba. Gdy Bóg się poprzez dziecko odradza pośród nas przyjmijmy Go takim jakim jest i darzmy miłością. Jej braków nie rekompensujmy papiesko-szatańską sztuczką.

Są cztery poziomy chrztu:

  • 1. narodziny człowieka PRAWDZIWEGO (świetlny, poziom 6). Jest wyrażeniem gotowości do zmian prowadzących do pełnego, poprawnego życia. Jest to stałe wejście w strumień energetyczny. Przyjmując pierwszy chrzest, wyraża się zgodę na to, aby to moc realizowała nasze cele informując o tym co wypada nam uczynić, by owa współpraca była jak najlepsza.
  • 2. Człowiek ŚWIĘTY (promienny, poziom 9). Jest dowodem narodzin człowieka, jako istoty ludzkiej z zapisem żywego, aktywnego światła. Jest odzyskiwaniem wolności i budzenia w sobie tego, co w nas świat zabijał.
  • 3. Istota przemieniona (poziom 13) inaczej to fala odrodzeniowa - zmiana DNA na poziomie fizycznym. Człowiek poznaje prawdy duchowe, poznaje ludzkie zagubienie, sens działania systemu i jego błędy, wszystko widzi poprawnie. Mamy tu człowieka obudzonego w prawdzie obecno-doczesnej, czyli w tym co jest – właściwie pojmującego całość i się w niej poprawnie odnajdującego. Tu „umiera stary ktoś” i zaczyna się nowy rozdział w Boskim zapisie. Umarłeś, jesteś inny, ale nie waż się powracać do starych technik, bo zginiesz pod nowym, bo to jest krzywoprzysięstwo, to poważne wykroczenie i zostaje to w Duszy w Duchu i w Duchu Całości, a On tak postąpi, by więcej to się nie powtórzyło (np. kalectwo). Aby przyjąć trzeci chrzest trzeba być uczciwym.
  • 4. Święty (poziom 15). Ten chrzest zwany jest potocznie wejściem w Prawdę o Chrystusie, otwarciem Bram lub Wejściem do Domu Ducha Świętego, czyli Przyjęcia Ducha Świętego. To pojednanie ze światem fizycznym, energiami, duchem i całością, i umiejętne funkcjonowanie na tym poziomie. Czwarty poziom chrztu jest pozbyciem się niejasności samego siebie, własnej istoty i związków z pozostałymi jej częściami (mowa o mnogości jednostki). Taka istota jest pełna i rozumie swoje związki z całością. Mówimy o kimś, kto się budzi jako Bóg, jako Ojciec dla pozostałych swoich cząstek, (jako siła pomocna). Taka istota wie, że musi dbać, by być czystym, dbać o siebie innych i o całość. On w pełni rozumie jedność ze wszystkimi i w całości się totalnie odnajduje.

Innych chrztów nie ma i nie będzie. Chrztu dokonujemy w ciszy własnego sumienia. Ta chwila śmierci i narodzin, ta sekretna scena nie ma nic wspólnego z przepychem materialnego świata i maską obłudy odwracającą uwagę od prawdziwego obrazu nas samych i smutnej historii naszych duchowych dokonań. Chrzest to sekret trzymany w dłoni naszego Opiekuna.


Powrót do spisu treści