Powrót do spisu treści

DROGA DO BOGA

Świat duchowy ma cztery formuły: poznawczą, zachowawczą, twórczą i niszczącą, które wyrażają dwa stany - do Boga i od Boga, które tworzą rodzaj prawa i kreacji danej istoty. Stan podążania ku Bogu określa indywidualne parametry ścieżki wykorzystując zapisy jakie w przestrzeni całości stworzyli duchowi poprzednicy. Droga ta to podążanie za celem, a więc tworzenie określonych wyborów energetycznych, które jest prostsze i łatwiejsze dla tych, którzy z powodu niewiedzy (niepoprawności) i zakodowanych w sobie błędów, nie są w stanie odkryć w sobie własnej mocy i boskości.

Cień drogi do Boga zewnętrznego i wewnętrznego jaki zostawili dla nas poprzednicy (mistrzowie) doskonale uzupełnia braki, likwiduje słabości i pozwala ustrzec się błędów, na jakie narażeni są wszyscy, którzy są za słabi do poprawnego odkrycia złotego wzorca w samym sobie. Naśladując innych, zasilając się echem ich pasm i dokonań, dochodzą w końcu do granicy, za którą istnieje wszystko we wszystkim, wszystko w niczym, nic we wszystkim i nic w pozaniczym. Droga od Boga zewnętrznego do Boga wewnętrznego jest możliwa tylko wtedy gdy wplatają swoje ścieżki osoby czyste duchowo, osoby od małego nie skażone energią i wyborami krwawej cywilizacji.

Taką drogą kroczył nieskażony brudem ograniczeń Jezus. Właściwe wychowanie i widzenie w nim rysu Najwyższego, pozwoliło mu od dziecka funkcjonować w boskich pasmach łączących go z Bogiem Całości. Dlatego Jezus gdy wzrósł, w pełni zaakceptował boskość swoją oraz obecność Boga zewnętrznego w sobie i poza sobą. Ten, który pochodzi z Królestwa Niebieskiego nie może obawiać się innej istoty stamtąd pochodzącej.

Ten zaś, kto sięga w nicość, zawsze poznaje prawa tworzące i wyznaczające ruch przyczyny w oceanie Ducha Świętego i je respektuje, a respektując za zgodą wspólności, w pełni z nich korzysta dla wyrażania się poprzez kreację, dla dobra swego i pozostałych istnień we wspólnej formule.

Taki człowiek, taki Duch, stoi w oczach profanów, ponad prawem, bo czyni cuda, ale to właśnie on jest jedynym strażnikiem i wyznawcą wprowadzonych przez Boga praw, czyli prawa do istnienia, prawa do wprowadzania zmian, dowolności w doświadczaniu całości w jednej formule lub w wielu o ile respektuje się inne formuły i obowiązujące tam zasady, które są często sprzeczne w dwóch formułach, nie mówiąc już o próbach istnienia we wszystkości, co doprowadza nie tylko do sprzecznych wyborów w obrębie jądra duszy i jądra Ducha, ale nawet do samounicestwiającego konfliktu praw np. człowiek do szaleństwa kogoś kochający potrafi taką osobę bić, choć wewnętrznie czuje iż taka postawa wobec wolności drugiego człowieka jest sprzeczna z tym co wyraża miłość.

Taki człowiek (strażnik i wyznawca boskich praw) w pełni wyraża sobą prawo do zwycięstwa strzegąc jego walorów dla dobra tych, którzy już ku Bogu zewnętrznemu lub osobowemu się wznoszą. Dzięki temu ten, co ponad prawem stoi, pokazuje co czynić wypada, by jednorodna moc całości umożliwiła poprawnej istocie pełne doświadczanie życia w poszanowaniu każdego z poznanych jej elementów.

Jezus stał ponad prawem, ale go nie tworzył. Budda też stał ponad prawem. Jezus stał ponad mocą i ją tworzył na potrzeby wzrastających w prawie, ale Budda tylko z niej korzystał i drogi, do odkrycia jej w sobie, wskazywał. To była jedyna różnica między tymi braćmi. Jezus uznał swoją boskość, przez co uznał boskość innych, Budda zaś uznał wszystkomożliwość za postawę dostępną każdemu w definicji przestrzeni tworzonej przez prawo, któremu nadał osobowy, a jednocześnie uniwersalny charakter. Obaj byli mistrzami w tworzeniu życia, ale tylko jeden z nich umarł jako Bóg, i tylko z nim może łączyć się ten, który szuka mocy w aspekcie własnej boskości. Budda będzie zaś ku Bogu prowadzić tych co zechcą czynić cuda w prawie, uznając opiekuńczy majestat sił wyższych, które zawsze będą elementem oddzielnym, choć poprzez moc z człowiekiem związanym.

Dla człowieka jedna i druga droga jest poprawna i właściwa, ale nie może być pomylona gdy rozważa się współistnienie na drodze do i od Boga, bowiem każda z nich wymaga innego rodzaju pracy nad sobą. I tak pasmo Jezusowe, o ile także je w sobie odnajdziecie, indywidualizuje tryb Boga. Zaś prawo Buddy potrzebuje stałego kierunkowania przez siły wyższe (Ducha Świętego) dopóki medytujący nie stworzy własnej siły i dopóki nie zwycięży samego siebie. Naśladujący Jezusa, niczego poza odnalezieniem siebie, czynić nie muszą bo sami są modlitwą. Zaś naśladujący Buddę muszą zaliczyć naukę wzrastania i wpasowywania się w prawo. Uczniowie Jezusa odkrywają własną moc, uczniowie Buddy po nią sięgają w uniwersalnej formule jedności kropli z oceanem.

Obie drogi są wielkie, niepowtarzalne i ekscytujące, ale tylko jedna z nich wymaga uśmiercenia człowieka na rzecz obudzenia Boga (chrzest) i tylko to otwiera drzwi do krainy wiecznego snu, na Olimp. Ten, kto zamierza obudzić się jako Zeus musi umrzeć po tysiąckroć by nie powtórzyć zapisanych w cielesnych genach ojców ich błędnych wyborów w spojrzeniu na ideę Olimpu.

Gdy więc już wkrótce będziecie uczyć się energetycznych sztuczek to sprawdźcie, kto z was jest mocniejszy jako nienazwany, a więc kto potrafi, przywołując własne imię nadane przez wszystkomożliwość, je odczuć. Wszystkoobecność nie ma imienia bo wszystkie imiona z niej się wzięły. I oczywiście prosimy byście pamiętali, że rozróżnienie dróg wymagane jest dopiero przy stu procentowym zjednoczeniu się Trzonu Duchowego (pełna aktywność w tym trzonie). Zgaszony wówczas umysł umożliwia zejście Jaźni w 50% (reszta to świadomość) i zainicjowanie w człowieku tak zwanego spływu boskich koncepcji. A gdy logika spoi umysł z pozostałymi elementami świadomej obecności i stanie się światło w jasnomyśleniu, taki człowiek zgaśnie w niecierpliwości i stanie się ogniem wiedzy także dla siebie samego.

Bóg na wibracji (ruch plus i minus) oparł nie tyle stworzenie całości, co swój potencjał w kierowaniu zmian w samoświadomych elementach całości, które swoją samoświadomością nadają same sobie pożądany ruch. Bóg jest i całością i sobą, ale sobą w indywidualności jest statyczny, dlatego wykorzystuje pierwszą wibrację, czyli słowo, najmocniejszą, najbardziej subtelną, jako narzędzie do wprowadzania zmian w samoświadomych elementach samego siebie. Stąd statyczna nadrzędność samą siebie kontroluje i naprawia, gdy jej cząstki, niekorzystnie dla pozostałych elementów, zaczynają wibrować.

Struktura ładu bożego jest prosta. Ciśnieniem wibracyjnym, zmusza rozwibrowane cząstki, do powrotu do jedności z całością. Ład boży jest stałą strukturą, wiedzą, boskim rozwiązaniem na każdą przypadłość. Gdy wolą Boga, ma w jego imieniu, ładem bożym posłużyć się jakaś obudzona duchowo cząstka, wtedy, stosownie do swojej wibracji, otrzymuje prawo do wprowadzania zmian w wibracji innych cząstek, aby nie zaburzały one prawa do wolności wyborów, właśnie tej całości.

W Prawie Wolnego Wyboru owa wolność należy się wszystkim cząstkom, stąd akord współbrzmienia (współtworzenia) jest tak ważny, ale wydobyć go z siebie potrafi tylko ten co odkrył w sobie swój własny akord stworzenia w Bogu, czyli swoje imię, taki indywidualny kod w całości. Jest szesnaście poziomów praw głównych, zaś prawo zmian potrafi przenikać wszystkie części, bądź jeden tylko poziom, zależnie od woli Najwyższego jako stałości statycznej, bądź woli samoświadomej cząstki, jako elementu ruchomego na określonym poziomie lub poziomach.

Odkryj swój głos, a zrozumiesz, że opiera on swoją moc na swej wibracji podstawowej, obudzonej na określonym poziomie. Odkryj go, a pojmiesz, że w chwilach szczególnych potrafisz wznieść się ponad swoje standardowe poziomy i uruchomić moc, czyli wibrację, z wyższego poziomu swego własnego istnienia, a czyniąc dobro w końcu obudzisz się świadomie na wszystkich swoich poziomach jednocześnie, by już potem, chyląc głowę przed dokonaniami całości, wspiąć się ponad siebie i żyć we wszystkich elementach jednocześnie, stając się kroplą zawartą w każdej ruchomej cząstce w statycznym oceanie boskiej obecności.

Chcąc doświadczyć mocy możesz zajmować się ideą biegunowości, ale gdy zamierzysz się nią stać to odczuj tylko ruch w stateczności, co my nazywamy nadaniem nowego wzoru w boskiej piaskownicy zmian. Pamiętaj tylko by ruch, czyli stanie się, zapisać jako stałą wartość, by nie był niekończącym stawaniem się w oceanie niemożliwości. I każda istota jest święta. Dostrzeże to tylko święty. Ale gdy święty świętość dostrzeże w całości, nie interpretując dotychczasowego ruchu elementów z poziomu warunkowości, wówczas w akceptacji stanie ponad czasem i ponad niemożliwościami i uczyni to, co uczynić już może.

Akceptujący spotka się z akceptacją swej kreacji, a moc jego uruchomi stosowne działanie. I nie ma tu ryzyka błędu u tych co wszystko we współbrzmieniu czynią. Nie ma znaczenia tu kto i po jakiej stronie lustra stoi, gdzie leży minus, a gdzie leży plus, znaczenie ma tylko wznoszenie się ku pierwszemu słowu (ku Bogu) bo w nim zawarta jest moc idei pierwszego pragnienia tworzenia Syna Bożego. Ta idea powstała w miłości i bezwarunkowości, kreśląc swoje zejście i powrót w prawie wolnego wyboru. Użyj jej, a doświadczysz powrotu ziemi do Królestwa Niebieskiego, zasiadając na tronie Edenu jako jeden z wielu doświadczających samowspaniałości.

Bóg jest substancją kreacji, odkryj ją w sobie, a staniesz się mocą, a więc podporą dla nadchodzących zmian. Ład boży to wzór całości, to ukryty porządek co naprawia wszystko gdy wywoła się w nim odpowiednie ciśnienie. Najwyższe jest w Bogu i w Pierwszym Słowie. Słowo jest Bogiem, poprzez jego statyczność, i ruchem czyli wibracją, która umożliwia jednoczesny wpływ jednej cząstki na drugą. Uniwersalny klucz zmian zawarty jest więc w Pierwszym Słowie, a swoją moc opiera w powstaniu nowego wzoru, czyli kreacji, na strumieniu życia.

W zależności od stanu potencjału można ten strumień kreślić tak mocą statyczną Ojca jak i mocą świata energetycznego, którego materia jest mniej ruchliwą wartością. Odnajdź się statycznie w strumieniu, obudź go indywidualnym imieniem mocy pierwszego słowa i czyń cuda, które są tobie dozwolone w paśmie doskonałości twojego serca, które określa stopień wyrażania się w idei. Z pokorą przyjmij to czym i kim jesteś, a wtedy rzeczywiście zrobisz to co możesz, jednocześnie nie zaprzepaszczając dalszej nauki, dzięki czemu osiągniesz w końcu upragnione wyżyny wibracji lub nawet odnajdziesz się w Bogu, jak to przed tobą zrobili i inni. Nie wstydź się tego, że jeszcze Bogiem nie jesteś. Wstydź się tylko tego, że zapomniałeś o dorastaniu do roli Boga swojej przestrzeni. Ćwicz samego siebie, a radość twoja z odnalezienia własnego imienia będzie większa niż sądzisz.

-8 do 8% poziom stałego potencjału

-8 do -24% odzyskiwanie podstaw

-24 do -100% wzrastający pod poziom zaprzedania samego siebie

8 do 24% poziom wzrastania

24 do 36% poziom modyfikowania pól energetycznych (własnych)

36 do 48% modyfikacja pasm duchowych

48 do 60% otwieranie wrót

60 do 72% działanie pełną kreacją

72 do 100% Jezusowy odpoczynek czyli wejście w całość


Powrót do spisu treści