Powrót do spisu treści

GENEZA RODZAJU LUDZKIEGO

1. Bóg i ewolucja. Zasada i początek

Tematu praenergii po zindywidualizowaniu jej w postaci Boga lub o wykorzystaniu jej mocy przez Boga lepiej nie poruszać bez odniesienia do filozoficznej dysputy o tym co było pierwsze – jajko czy kura. My przyjmujemy, że Praenergia i Bóg to jedno i to samo choć wielu powie iż owym Bogiem jest właśnie Praenergia czyli Moc, która poprzez zindywidualizowanie się po prostu powstała jako dostrzegalna wartość. ” I słowo stało się ciałem” oznacza wówczas iż Nicość, iż Moc, iż Zasada, iż Praenergia wykluła się w doświadczeniu wszystkiego co sama tworzyła. Od tej chwili sama przeprowadza na sobie eksperymenty, z których jeden znamy jako grę w życie.

Bóg jest wszystkim, nawet tym czym nie jest. Jest swoim poszukiwaniem, a zarazem celem swojego poszukiwania. Zawiera się w sobie więc jest jednocześnie naczyniem i jego zawartością. Jest zaprzeczeniem siebie samego. By mogła powstać w Nim jakakolwiek idea, jakiekolwiek działanie, jakiekolwiek coś, stworzył w celu opisu i własnej konstrukcji dwupoziomową głębię, która w poziomach energetycznych jak i poziomach istnienia została też odzwierciedlona czyli powielona zamysłem naszego Stwórcy na duchowym firmamencie tego uniwersum.

Gdyby tego nie robił byłby efektem działania Zasady. Uruchamiając mechanizm doświadczenia stanął ponad Zasadą, która jest Mocą czyniącą wszystko. Tworząc obszar dla działania zasady Bóg zjednoczył się z nią niszcząc potrzebę poszukiwania odpowiedzi na pytanie: kto był pierwszy – On czy Moc. W doświadczeniu poznawczym jedno zlało się z drugim i tak powstała przestrzeń dla zmian, a „i słowo stało się ciałem” nabrało znanego nam charakteru. Po ustaleniu parametrów Głębi zrodziła się Cisza, która mocą Jedności spoiła wszystko co w Bogu miało być od tej pory doświadczane czyli stwarzane.

W niej (ciszy) powstała energia rzeczywista, która dała początek wszystkim rodzajom energii jakie zeszły w niższe obszary. Tak więc Istota, której nie można ogarnąć żadną koncepcją składa się z własnej nieskończoności, która się wewnętrznie na zewnątrz wyraziła poprzez głębię, a w najniższych warstwach poprzez Ciszę zespoliła ze znanymi nam drogami rozwoju. Cisza jest właściwym atrybutem zwarcia się idei w samej jej istocie bez wnikania w to co idea może sobą wyrazić w niższych poziomach materii. Nieskończoność istoty doskonałej nie jest ujmowana poziomo bo w swej autentycznej postaci nie posiada ona żadnych poziomów, bo w jej obszarach nie zawiera się żadna nam znana i domniemana składowa fizyczna. Sam Bóg jest niepojmowalny, choć w największym uproszczeniu to On tworzy najprostsze, fundamentalne zasady wszystkiego. Tworzy to poprzez pewną konstrukcję samego siebie.

Głębia, Cisza i Idea są tu nadrzędne, współdzielne i się w sobie zawierające, a jednocześnie się wzajemnie wypełniające. To co sobą niosą tworzy obszary leżące poza nimi. W swoim maksymalnym zawężeniu owe obszary leżące poza istotą Boga stanowią aż 10 do stu milionów jeden poziomów energetycznych wypełnionych mocą i kształtowanych nadrzędnie przez Moc Boską pochodząca z Głębi, która ma aż 10 do (jeden i 80 zer) poziomów i przez Jedność czyli Kreację schodząca z Ciszy (drugie zejście Ojca w nim samym), które ma z kolei mniej, ale i tak niewyobrażalną ilość, poziomów.

Bóg jest niepojmowalną i niedefiniowalną nieskończonością. W przejawianiu siebie samego ujął swoją istotę w swym uproszczeniu jako dwunasto-poziomowo-pionową zwartość zawartość, a więc samemu sobie nadał ramy, które przenikają wszystko i które są obramowaniem całości. Głębia narzuca pewien schemat Całości, ale Cisza będąca kolejnym zejściem Boga w Nim nie jest całkowicie ową kolejną Całością gdyż owych całości jest niepoznaniowo znacznie więcej tyle tylko, że Cisza jest drugim wewnętrznym zejściem Boga w sobie prowadzącym przez poziomy boskie do Idei, w której powstali Stwórcy, a więc istoty odpowiedzialne za kreację w przestrzeniach, których jesteśmy częścią.

Przypomnę, że wciąż omawiamy tylko jeden aspekt Boga, jego potrzebę doświadczania samego siebie w poszukiwaniu przyjaciela, na dodatek tylko ten wyrażony w idei powołania do życia Stwórców, samodzielnych jednostek duchowych kształtujących świat w swobodny dla siebie sposób. By przeciwdziałać samotności Bóg pokochał Całość Wszechrzeczy, tak własnych synów Stwórców jak i powołane przez nich do istnienia istoty czyli swoich własnych wnuków.

Istnieją także inne drugie zejścia Boga, które z naszą rzeczywistością nie mają nic wspólnego, które nie są próbą wyeliminowania samotności lecz mało o tym wiemy (przewodnicy stojący na granicy rzeczywistości i pozarzeczywistości). Możemy co najwyżej ubogo pojmować promień schodzący, który prowadząc poprzez Ciszę, poziomy boskie i stwórcze, gdzieś tam na końcu kotwiczy w nas, a wiec wyraża sobą jedynie skromne, może sampoznaniowe, a przynajmniej stwórcze działanie nieskończoności.

Cisza już zawiązuje ideę powstania obszarów zewnętrznych we wnętrzu, które nazywamy boskimi. Sama Cisza jest obszarem wewnętrznym we wnętrzu. Podstawowym budulcem pierwszego poziomu boskiego jest Energia Przeciwna, którą wyraża koncepcja czarnego punktu na czarnym tle. W niej, jako drugie zejście, zawiera się Energia Jedyna uściślona jako biały punkt na białym tle. Najniższym obszarem boskim jest zawieranie się w sobie wszystkich rodzajów energii w tym i Energii Mokrej, z którą ludzie też się czasami stykają. Tych poziomów w ostatnim zejściu obszarów boskich jest 10 do 1001 potęgi. Stanowią one przestrzeń, w której Ojciec powołał do życia Stwórców. Obszar, który przebudowuje i kontroluje 12 Arlonów, 12 istotności Boga w Głębi (części Boga). Głębię tworzy Energia Boska, Ciszę Energia Rzeczywista. Dotknięcie tych energii mocą ludzką jest niemożliwe.

Przypomnę raz jeszcze, że rozpatrujemy tu jedną z rzeczywistości, właśnie tę, która dotyczy doświadczeń Boga w formach materialno-duchowo-energetycznych. Istnieją bowiem także inne jego doświadczenia, o których nawet Stwórcy niewiele wiedzą. Wszystko to co jest tu rzeczone dotyczy wyłącznie konstruktu życia, który został oparty na Głębi, a jest to tylko nieskończenie mała cząstka doświadczeń Boga, który zespala Zasadę ze sobą samym, albo który Zasadą czyli Mocą wypełnia nowe dowodząc iż może ona brać w nim początek.

W tym doświadczeniu Ojciec jest darczyńcą materii i pierwiastka duchowego. Tedy zarówno Głębia, jak i Cisza oraz poziomy boskie odnoszą się zaledwie do jednego z nieskończonych jego parametrów istnienia. W tym doświadczeniu siebie w miłości do wszystkiego jest tylko fragmentem jego własnej egzystencji i właśnie ten fragment zawiera w sobie poziomy boskie i powołane do życia potężne istoty, które nazywamy Stwórcami, pierwszymi dziećmi Boga w boskim doświadczeniu miłości.

Stwórców jest 10 do 13 potęgi, a więc znacznie więcej niż kiedykolwiek będzie ludzi mających swoje genetyczne korzenie na Ziemi. Wszyscy oni mają wkodowaną potrzebę tworzenia nowych wartości, takiego przekształcania poziomów boskich by uzyskały nową postać, obojętnie czy w doświadczeniu zewnętrznym, czy w doświadczeniu wewnętrznym. Poziomy boskie obejmują wszystko, łącznie z parametrem duchowym, kreacyjnym i istnieniowym i do samoprzejawienia się i samorozwoju wcale nie potrzebują materii czy czystej energii. One są cząstką samej zasady, samej mocy, tak zwanym parametrem programu. W uproszczeniu Stwórcy są dziećmi, które wpuszczone do pokoju zabaw tworzą ze znajdujących się tam klocków budowle i przesłania na jakie by sam twórca owych klocków nie wpadł.

Korzystają oni z budulca i zasad powstałych w Idei i w Ciszy. Sami, poza przekształcaniem ustalonych parametrów, nie wnoszą nic nowego. Są czymś w rodzaju genialnych artystów, którzy na swój sposób przeobrażają i ukazują to co kto inny przed nimi skonstruował. Wśród grona Stwórców przebudowujących poziomy boskie w zewnętrzu i częściowo we wnętrzu znalazł się Lenari, nasz bezpośredni tata. Tatą świat duchowy nazywa naszego stwórcę, a Boga nazywa Ojcem. Lenari wyczarował mocą Zasady z obszarów boskich 7 wszechświatów, które stopił z sobą w jedną całość utrzymując jednocześnie ich rozdzielność (jeden wszechświat nic nie wie o drugim). Góra (świat duchowy) nazywa to poziomowaniem i pionowaniem. Oznacza to iż istnieją ogromne odległości między zewnętrznymi granicami tych światów, a zarazem, że z dowolnego punktu tych olbrzymich przestrzeni można uczynić punkt wspólny dla wielu rzeczywistości dzięki czemu realnym staje się podprzestrzenne podróżowanie, tak w materii jak i w czasie.

Są oczywiście i inne parametry, z którymi człowiek nie jest jeszcze obeznany jak na przykład wzrastanie duchowe czy wypromieniowywanie się dzięki czemu możliwe jest spotkanie siebie samego we własnym doświadczeniu, ale niewiele o tym wiem. Lenari wyposażył swoje światy w indywidualny wzór przestrzenny tworząc osobliwe galaktyki, systemy gwiezdne i przynależne im prawa fizyczne oraz na wzór Ojca wprowadził dwunastopoziomową drabinę wzrostu duchowego dla wszystkich stworzonych przez siebie istot wschodzących, na której każdy poziom ma konkretne odniesienia w doświadczeniu jednostki do wartości energetyczno-duchowych boskiej głębi. Innymi słowy, każda doskonaląca się tutaj istota może poprzez moc taty czyli Stwórcy, w głębi samej siebie odczuć jednocześnie namiastkę mocy Ojca, której w tym świecie nigdy nie dotknie, a która choć odmienna w potencjale energetycznym, jest podobnie odczuwana.

Zawiesiwszy się dla przykładu w medytacji na poziomie drugim człowiek odczuwa jakby jednoczesny związek z obu potężnymi istotami, co jest iluzją, gdyż rozróżnienie tych poziomów jest dla niego w ogóle niemożliwe, ale takie doświadczenie jest i tak prawdziwym otarciem się o zapowiedź istoty Ojca, obaj są bowiem w zestawieniu z jego skromną energetyką wręcz potęgą istnienia choć w rzeczywistości między Tatą, a Ojcem rozpościera się cały ocean przekształceń. Tata jest źródłem powstania każdej duchowej istoty w tym Multiwersum. Ducha ludzkiego tworzy sam, prostsze formy żyjące zaś, jako kreowane przez istoty przezeń w tym celu powołane. Duch ludzki jest istotą wschodzącą czyli wzrastającą co oznacza iż ewoluuje stopniowo z każdą chwilą swojego życia dążąc do osiągnięcia coraz większego wzmocnienia energetycznego, które w wyższych oktawach istnienia ujmuje się jako wartość duchową.

Jednakże na początku swej drogi jest on (duch ludzki) istotą schodząca bo wydziela z siebie samego niżej wibracyjną duszę, która z kolei schodzi do zupełnie gęstego środowiska energetycznego czyli ciała. Jest to jakby droga w samym sobie, a każdy niższy poziom nic nie wie o istnieniu wyższej części samego siebie. I tak Duch wszystko wie o duszy i ciele, z kolei dusza nic o Duchu choć całą sobą przenika ciało i zawiaduje umysłem. Z kolei ciało i psychika są ledwie naczyniem dla duszy i umysłu i same z siebie niewiele mogą.

Nie mają także żadnych praktycznych odniesień do duszy i Ducha, które to są dla niej parametrami nie fizycznym, a więc iluzyjnymi. Jednak to Duch wzrasta w ciele poprzez duszę, będąc w ciele fizycznym zapanowuje nad energią emocji nadając jej wysokowibracyjną oktawę serca oraz przerabia umysł. Z rzadka sięga w karmicznym doświadczeniu ciała i duszy w obszary świadomości emocjonalnej czy duchowej. Ten przedział doskonalenia się przerabia na planie astralnym gdzie do końca zapanowuje nad energią emocji. Gdy to mu się uda wskakuje piętro wyżej i powolutku kasuje umysł na rzecz świadomości by z czasem jasnowiedzenie zastąpić wolą, która nie potrzebuje wiedzy do skutecznego działania.

Kolejny etap to wyrobienie mocy ducha, kreacji i istnienia. Gdy to się stanie Duch ludzki kończy wzrastanie pod kontrolą sił wyższych i sam zaczyna przemierzać kosmiczne przestrzenie wypracowując indywidualny wzór własnej mocy. Ma wtedy 179 poziom stwórczy (skala nr 20) i rozpoczyna długą, niemal niekończącą się podróż aż do poziomu trzymiliardowego kiedy to w pełni doświadczy istności Taty zaliczając w ten sposób 12 poziom istnienia. Krystalizuje się wówczas w nim 12 promień i tak wzmocniony zaczyna swoją nową egzystencję jako kolejny Stwórca. Wnikając w obszary boskie otrzymuje także trzynasty promień, który poprzez rozliczne jego przekształcenia przestrzeni boskich poziomów i przez jego indywidualne odczuwanie Boga doprowadzić go ma z powrotem do Źródła. Staje się Bogiem, ale w swej przestrzeni, a potem jednoczy z tym czym w tej chwili nie jest, ale czym ma zostać w intencji samego Stwórcy, który kiedyś podzieli z nim swój los w partycji Zasady.

Jak widać na skali poziomów twórczych za życia mamy obowiązek przerobienia emocji. Góra wyraźnie mówi o energii emocji, o potrzebie nadawania pewnym energetycznym działaniom wysokich wibracji, o konieczności zastępowania dysharmonijnych stanów harmonią, którą kształtuje miłość i zaufanie. Przypomnę tylko, że ambiwalentna energia wpływa od dołu przez pierwszy czakram (niewolnicza struktura energetyczna w tej cywilizacji) i zostaje poddana obróbce. Jeśli przetworzy ją matryca (drugi mózg - jelitowy) nadając jej niskowibracyjne wartości człowiek będzie reagował w sposób mu wkodowany czyli pozostanie w stanie dysharmonii siejąc zwątpienie i niechęć oraz będzie tonął w wodach życia pozbawionych nie tylko wiary, ale i miłości. Ginąc w niedoli zamknie serce i całkowicie wypadnie poza jądro swoich duchowych mocy. Jeśli stoczy się całkowicie i zacznie korzystać z Energii Przeciwnej, której centrum znajduje się w drugim czakramie, tak samo jak ukryta tam matryca to powolutku a nieubłaganie zacznie wytracać swoją prawdziwą duchową istotę w ciemnej przemianie.

Jeśli człowiek swoją wolą zablokuje matrycę i nie pozwoli by kierowały nim destrukcyjne programy energetyczne i energetycznie rozchwiani ludzie, neutralna energia bez zatrzymywania się w niższych ośrodkach dociera wprost do serca i uzyskuje tam wysokie wibracje, które w połączeniu z czystym umysłem (jaźń) potrafią takiego człowieka wynieść na wyżyny energetycznej i duchowej mocy. Człowiek w swojej ziemskiej karmicznej wędrówce ma właśnie zrozumieć iż jego droga jest drogą energetycznej harmonii, jedności z duchowym światem, a tego bez miłości i zaufania się nie osiągnie. Im wcześniej to pojmie tym szybciej zakończy etap ziemskiej tułaczki i przejdzie na wyższy plan gdzie będzie pobierał kolejne lekcje.

Kolejny poziom, czyli plan astralny nie jest jeszcze czymś zupełnie nowym, a raczej przeciwnie, nie tylko do złudzenia przypomina plan ziemski, ale na dodatek to w nim wykruszają się w duszy ostateczne wątpliwości co do rodzaju mocy z jakiej powinna korzystać. Wokół tego tematu narosło wiele sprzeczności więc przypomnę iż na tym planie istnieje sztuczne energetyczne środowisko, które pozwala duszy zaznajamiać się z potęgą emocji bez niebezpieczeństwa ulegania im. Mało kto wie, ale energia emocji w świecie astralnym jest całkowicie uwolniona. Gdyby nie światło miłości, niemal od razu, ta najsłabsza emocja, opanowałaby wolę człowieka. Złość, namiętność, niechęć itd. W ciągu kilku sekund uczyniłyby z człowieka marionetkę. Są tak silne, że bez problemu potrafią zniszczyć każdy umysł.

Oczywiście wymazanie tych emocji w ogóle nie jest możliwe gdyż istniały one od zawsze i będą istnieć po kres świata. Chodzi raczej o to by każdy człowiek nauczył się cały czas pozostawać w stanie harmonii. By kotwiczył strumień życia tylko w ośrodku serca. Kiedy to mu się uda, a dochodzi się do tego mocami umysłu, dusza ludzka wskakuje poziom wyżej, gdzie z kolei pozbywa się umysłu, który przestaje być potrzebny gdyż otwiera się świadomość. To samo dzieje się czasem ze świadomością, wolą i kreacją, które z wolna zanikają, a gdy przychodzi Moc Istnienia, sam fakt obecności ludzkiego Ducha kształtuje rzeczywistość wokół niego.

Oczywiście przychodzi kiedyś czas na odrzucenie praw duchowych, które choć teraz budujące, ukazujące kierunek przemiany, stają się z czasem zawodne. Nawet nadrzędne prawo o wolnej woli, które może wyrażać w swoim istnieniu tylko istota, która w pełni przerobiła prawo duchowe, zostaje kiedyś odrzucone. W ostatecznej wersji przemiany wypala się nawet istnienie, choć nie do końca, bo owe nie jest zasadą, ale to tematy dla filozofów, a nie żołnierzy Ducha jakimi są wszyscy czytający te słowa. Wystarczy dokładnie przyjrzeć się poziomom stwórczym by zobaczyć jak długa droga czeka każdego człowieka nim stanie się na tyle mocny by w pełni wyrażać się w prawie duchowym, a przecież to i tak tylko początek drogi powrotnej.

Reasumując, całe Multiwersum (7 wszechświatów) zostało stworzone przez Lenariego po to by Duch ludzki mógł wzrastać w toku własnej energetyczno-duchowej przemiany wnosząc swoim imieniem i życiowym doświadczeniem powiew nowych treści do planu jaki kształtuje Całość. Gdy zaczyna się poznawanie czegoś od podstaw, gdy zna się każdą okoliczność i każdy element układanki zawsze można całość inaczej zestawić. Stworzyć coś innego w znanym. Tak oto Lenari próbuje tworzyć nowe w poziomach boskich, a Duch ludzki z czasem zacznie to przerabiać w poziomach stwórczych, a dusza w poziomach duchowych, a robot i człowiek fizyczny w poziomach fizycznych.

Kres tych dróg i tak leży w Ojcu bo stając się równie wielkim każdy Stwórca staje się w nieskończoności Jego cząstką. Dlatego mówi się o doświadczeniu samego siebie. Kwestia istoty i zasady dotyczy przyczyny i skutku i można ją dopiero pojąć na ósmym poziomie głębi (8 wymiar). Teraz wiemy już czym są istoty wzrastające, a więc Duch ludzki, który ustawicznie się doskonali, a przynajmniej może gdy będzie go to interesować. Ewoluujący w ciele ludzkim Duch tworzy w licznych światach szereg cywilizacji, które znajdują się na różnym stopniu rozwoju w zależności od własnych dokonań.

By pojąć czym są tzw. dodatnie wartości duchowe szereg istot pracuje nad stworzeniem ich przeciwieństw. Człowiek poznaje wówczas czym tak naprawdę jest miłość i jedność, oraz co najważniejsze, jak ów stan utrzymać w zmieniającym się środowisku. Jest to przecież zrozumiałe, gdybyśmy dziecko utrzymywali w hermetycznym środowisku stale je kochając i spełniając jego zachcianki to po naszej śmierci umarło by ono z powodu własnej niemocy. Nie tylko nie umiałoby utrzymać w sobie wibracji miłości w starciu z agresywnym środowiskiem, ale i nie pojmowałoby mechanizmu funkcjonowania w życiu.

Jego egzystencja boleśnie by się zachwiała i utraciłoby ono wszystko co sprawiedliwie wcześniej posiadło bo nie miałoby wykształconego nawyku utrzymywania energetycznej równowagi. Tak więc człowiek cywilizacyjny doświadcza całej niedoli życia byle tylko kierując się Prawem Wolnego Wyboru nauczyć się trwania w wysokowibracyjnym środowisku własnych wewnętrznych energii. By taką umiejętność na trwale w sobie wyrobić doświadcza bólu, cierpienia, braku miłości, zagubienia, rozpaczy itd., wszystkiego tego co może go kiedyś spotkać i wytrącić ze stanu homeostazy.

Ten model ewolucji opiera się na połączeniu umysłu z sercem przy jednoczesnym włączeniu matrycy czyli ośrodka niższych emocji (i przekodowaniu go). Mamy tu do czynienia z istotami tworzącymi struktury społeczne akcentujące udział serca w duchowej przemianie jednostki. Miłość, braterstwo, poszanowanie wolnej woli oto przymioty jakie próżno szukać w naszym modelu. Prawo wolnostanowienia i wolnostojeństwa właśnie tu znalazły swoje prawdziwe oblicze.

Doskonały model rodziny i godny zabiegów wzór społecznych stosunków zaowocowały stworzeniem sielankowej krainy gdzie nie istnieje głód i nędza, gdzie każdy bez przeszkód może sięgać po to co sobie wymarzy. Śmiało by można rzec, kraina mlekiem i miodem płynąca, Raj, niebo na ziemi. Ale coś za coś. Rajski zakątek ma to do siebie, że spowalnia proces przerabiania cierpienia, rozciąga w czasie doświadczanie przeciwieństwa każdej pożądanej przez duszę wartości. Bo jakże tu ocenić miłość, poznać jej ogromne zalety gdy nie istnieje przemoc, a konflikty w pracy sprowadzają się do ustalenia w atmosferze wzajemnej przyjaźni gdzie powinno się kłaść zszywacz do papieru. Po lewej czy po prawej stronie biurka, by czasem ktoś nieuważny nie zrzucił go na podłogę, a inny nie nadepnął czyniąc sobie szkodę.

W tym idyllicznym modelu trzeba od kilkuset do kilku tysięcy wcieleń by dusza mogła podnieść swoją energetyczną wartość. Musimy jeszcze powiedzieć o jednej, kto wie czy nie najważniejszej rzeczy. Lenari stworzył całe Multiwersum z Energii Jedynej. Każda powołana przez niego istota ma zawiązki 12 promieni. Energetyczne promienie, które tworzą wokół głowy biało złocistą koronę są Prawem, Mocą tego świata. Im więcej tych promieni z tym potężniejszą istotą mamy do czynienia. Człowiek doskonały może wykształcić w sobie 4 promienie, a istota najwyższa w tym świecie, która kiedyś dorówna samemu Stwórcy może wyrazić Prawo sobą w pełni właśnie poprzez 12 promieni.

Promień 13, który łączy Lenariego z Ojcem zostaje dodany dopiero wtedy gdy nowy Stwórca pojawia się w poziomach boskich jako trwała wartość energetyczna. Innymi słowy chodzi o to, że wszystkie istoty tego Multiwesum są pozbawione możliwości wniknięcia w Ojca bez wcześniejszego dorównania mocą samemu Stwórcy. Człowiekowi pozornie nie sprawia to różnicy bo obie najwyższe istoty przekraczają jego próg rozumienia świata, ale ma to fundamentalne znaczenie gdy dochodzi do starcia z istotami posługującymi się innymi energiami. Wtedy tylko Energia Boska jest w stanie się z nimi zetrzeć, a drogę w swej kreacji odciął im sam Twórca

2. Kazamaty. Nowy model ewolucji

W tym wycinku przestrzeni, które dane mi było poznać cała materia podlega rozwojowi duchowemu. Oznacza to, iż stworzony na podobieństwo Siły Stwórczej Duch przenika każdą cząstkę nadając jej określoną wartość, która sukcesywnie się zmienia podnosząc swoje wibracje, a drogą odbicia zwiększając i moc Ducha, a więc poniekąd ewoluuje ku wyższym formom świadomości jednocześnie przekształcając przestrzeń, którą sobą wypełnia.

Nie będziemy się tu jednak zatrzymywać na omawianiu podstawowych poziomów świadomości materii będącej ledwie zaczynem dla wyższych form duchowych, ale od razu przejdziemy do rozpatrywania z pułapu najwyższych form istnienia, lecz nie tylko tych, które nasz świat zrodziły i odgórnie kształtują, ale i tych które ten świat niszczą.

Ogólnie możemy powiedzieć, że światy stworzone przez Lenariego zostały oparte na prawie wolnostanowienia i wolnomyślności, że każda istota z tych obszarów jest obdarzona wolną wolą i w każdej chwili swojego istnienia sama może podejmować decyzje dotyczące niej samej, także te związane ze wzrostem lub upadkiem duchowym. Ale nie każdy Stwórca ma podobne zapatrywanie, nie każdy korzysta z tego modelu. Nadto niewielu tworzy ewoluujące istoty duchowe. Przyjrzyjmy się kolejnemu Stwórcy zwanemu Moor, którego ten świat zna jako ciemną materię (nie ta ciemna materia z przestrzeni stwórczej, to Mrok, ale nie ten związany ze światem przebudowy i jego technikami), i który wykreował swoje światy w Energii Przeciwnej. Jego wypełnienie woli Ojca w rozwijaniu boskiego doświadczenia samego siebie przybrało podobną, choć nieco odmienną postać.

Model Moora to całkowite podporządkowanie wszystkiego Stwórcy. Tu wspólną świadomość duchową posiada każdy atom i nieatom. Całość jest zespoloną inteligencją, w której najmniejsza cząstka wyraża sobą wiedzę całości, a że wszystkie cząstki są sobie podobne, wiedza ta jest żenująco uboga czyli nierozwijająca się. By właściwie odczytać te słowa należy zrozumieć, że każda cząstka, każda istota tych wymiarów jest totalnie podporządkowana nadrzędnemu umysłowi, który jest w niej, który się przez nią przejawia i wciąż nią steruje.

To totalny, nigdy nie kończący się schematyzm. Trwanie niemal w tym samym. Tu nic się nie może stwórczo samoistnie rozwijać. Pozbawione wolnej woli jednostki nie tworzą niczego nowego ponad to co już zawiera w sobie nadrzędny umysł, który sam nimi kieruje. To był początek końca ewolucyjnego pomysłu Moora. Na ile sposobów można w końcu przekształcać nieskończone przestrzenie gdy samemu ma się ograniczenia, gdy można się zawierać tylko w kimś stworzonym przez siebie i przez siebie ograniczonym? To ciągłe powtarzanie tej samej kreacji i tych samych błędów. Tylko poziomy boskie pozbawione są tego schematu, a nie każdy ten model naśladuje.

Jak pamiętamy jest 10 do 1001 potęgi poziomów boskich, które w tym doświadczeniu Ojca zasiedlono Stwórcami, z czego Lenari wypełnił sobą 10 do 21 potęgi poziomów, a Moor 10 do 5 potęgi poziomów. Całe Multiwersum Moora zawiera wszechświaty, w których inteligencja zdominowała samą siebie poprzez odrzucenie własnych nici duchowych. Sama na sobie dokonuje tak koszmarnych eksperymentów ewolucyjnych iż ludzki rozum nie jest w stanie tego w ogóle pojąć. Na domiar złego wszystko opiera się na jednej logice, na logice form, które wszakże skrajnie się różniące są w rzeczywistości jednym i tym samym, a zawsze pozbawionym uduchowienia, produktem swojej własnej myśli, nadto myśli pozbawionej woli.

Prawdę powiedziawszy to nie znajduję słów, które w przybliżeniu mogłyby opisać panujące tam warunki, schematy czy taktykę rozwojową. Żadne znane nam definicje tam nie funkcjonują. Bym postarał się zrozumieć z czym mamy tu do czynienia przeniesiono mnie w ten obszar i zakotwiczono w czymś co nazwałbym czasotrwaniem, albo zawieszeniem w odczuwaniu niczego bo tylko wtedy można tam cokolwiek dostrzec. Natychmiast, jakby już na mnie czekała, pojawiła się przede mną, albo raczej we mnie i nade mną, kopia mnie samego. Doskonały fizyczny i energetyczny klon. Powiedziałbym nawet, że identyczna duchowa reprodukcja. Cały ja z całym własnym sensem istnienia, z korzeniami duchowymi, które gdzieś tam są złączone z Jednią.

Niemal od razu, bo nie upłynęła nawet jedna tysięczna sekundy, zacząłem boleśnie odczuwać dzielące nas różnice. Jeszcze mój sobowtór nie zdążył otworzyć oczu, jeszcze nie zdążył się uśmiechnąć, a ja już wiedziałem, że mam do czynienia z istotą tak doskonałą, a jednocześnie w doświadczeniu samej siebie tak ograniczoną, tak ode mnie ewolucyjnie odległą iż przeraziłem się nie na żarty. Od tej chwili każda kolejna część trwającego sekundę spotkania była dla mnie, ciągnącym się w nieskończoność, koszmarem. Całą swoją istotą odbierałem coraz wyraźniej zarysowujące się między nami różnice. Zwłaszcza duchową obcość, przy której dysonanse na poziomie genetycznym nic nie znaczą.

Pojąłem, że mój klon zaczął umierać w tej samej chwili gdy obudziła się w nim świadomość obcego Stwórcy, obcego Prawa, Prawa Totalnego Podporządkowania. Ta istota ze światła skamieniała w przerażeniu gdy pojęła, że na zawsze straciła kontrolę nad samą sobą, że stała się wiecznym więźniem, że zamknięto jej drogę do szczęścia, że pozbawiono prawa wyboru i wolnej kreacji, które dotychczas przez nią nie uświadamiane, były cudem jej własnego istnienia. Odczucie totalnej kontroli każdej duchowej i fizycznej cząstki to paraliżujące Ducha egzystencjalne zawieszenie. To tak silnie zaczęło na mnie emanować iż nie potrafiłem dłużej znieść obecności tej, zaznaczonej piętnem wiekuistej niewoli, postaci, a przecież od jej zobaczenia nie minęła nawet sekunda. Co dopiero mówić o stanach jakie ów nieszczęsny klon osobiście doświadczał.

Moor jest w stanie odwzorować (zrobić kopie, ale bez świadomości) w ułamku sekundy całe systemy gwiezdne (z naszego obszaru ewolucji) wespół z zamieszkującymi je cywilizacjami lecz od samego początku ich powołania sam przez nie się przejawia, co dla jednostkowej świadomości jest jej zwyczajnym zamknięciem. Istotom przez niego powołanym do życia natychmiast zostają zabrane wszystkie prawa, łącznie z prawem do samodestrukcji. Owo totalne podporządkowanie, owo uwięzienie jest tak całkowite iż istota taka już w chwili jej powołania zaczyna dążyć do dezintegracji samej siebie wiedząc jednocześnie iż jest to absolutnie niemożliwe.

Inaczej ma się rzecz z istotami powstałymi w totalnej kontroli (powołanymi w tym prawie). Im jest dobrze. One są szczęśliwe, bo stałe podporządkowanie jest ich duchowym atrybutem. Tyle tylko, że się nie rozwijają, że są duchowymi automatami. Na szczęście w naszym Multiwersum obowiązuje zupełnie odmienny typ ewolucji. Ewolucja poprzez podnoszenie poziomu wibracji samodzielnie rozwijających się cząstek świadomości. Lecz od pewnego czasu nie wygląda to już tak kolorowo. Od pewnego czasu istnieją cywilizację, których przedstawiciele rozwijają się scalając umysł z emocjami tworząc światy hierarchiczne i strukturowe gdzie jednostka jest całkowicie podporządkowana nadrzędnym organom. Tu nie ma miejsca na rozwojowy indywidualizm. Tu panuje stała, odwieczna konkurencja, wrogość, nienawiść, walka o przywileje i wypaczony wzór społecznego uznania wymuszony siłą i zwierzchnością.

Wszelki ludzki odruch jest tu odstępstwem od normy i zawsze spotyka się z potępieniem lub karą. To typ społeczeństwa, w którym jednostka w ogóle się nie liczy, której wyznacza się niehumanitarne cele, a model cywilizacji, w której toczą się ustawiczne wojny i zatargi, także międzyplanetarne i międzygalaktyczne. Model rodziny to utopia, a dzieci wychowuje się w specjalnych ośrodkach programując je w myśl ustanowionych odgórnie praw. By ewoluować w tych wszechświatach, by podnieść poziom wibracji, trzeba nie lada poświęceń. By ów proces w ogóle zakończył się sukcesem potrzeba milionów doświadczeń, które rozciągają się na tysiące wcieleń. Życie niemal zamyka jednostkę w jej kole. Droga do światła jest niemal całkowicie zamknięta, a ewolucja duchowa to termin znany wyłącznie z manuskryptów.

Wiele cywilizacji strukturowych w ogóle zatrzymało się w rozwoju. W wielu powstało coś na wzór zwierzęcej duszy grupowej co degeneruje jednostkę i w proch obraca duchowe i cywilizacyjne osiągnięcia. Dusze ich przedstawicieli na gwałt szukają ratunku w innych światach. Panuje chaos, słabość i niedostatek ciał do energetycznego wzmocnienia się. Słyszeliście pewnie o takich cywilizacjach co odkryły sposób na przenoszenie świadomości do klonowanych ciał. Niestety, miast restytucji gatunku tylko nasiliły proces rozpadu. Teraz próbują naprawić ten błąd starając się stworzyć biologiczną krzyżówkę z rasami, w których forma zindywidualizowania duszy jeszcze się nie zatraciła (te eksperymenty są na Ziemi).

Wróćmy do Moora. Stwórcy, któremu nie za bardzo powiódł się stwórczy eksperyment. Zrozumiawszy, że kontrolując wszystko, analizując i cenzurując każdą myśl i ideę, automatycznie hamuje jej rozwój, że zamyka ewolucję w całkowitej stagnacji, postanowił rozwinąć swoje królestwo poprzez przeniesienie do swoich światów istot duchowych obdarzonych wolną wolą, które mogłyby dać początek nowej rasie, które twórczym aspektem wydźwignęłyby jego światy z letargu. A, że istoty takie trafiłyby do przysłowiowego piekła, nic to dla niego nie znaczyło. Ponieważ twórczą zasadę oparł na idei totalnej kontroli nie mógł sam powołać do życia istoty obdarzonej wolną wolą. Gdyby to uczynił, w tej samej chwili jego Multiwersum przestałoby istnieć.

Upraszczając sobie zadanie postanowił pozyskać materiał rozwojowy od innego Stwórcy. Ponieważ jest jednym z sześciu Stwórców korzystających z dostępu do Mocy uznał się za Boga, swych braci potraktował jako chłopców do bicia, a ich światy jako pole do własnych doświadczeń. Jego wybór padł na cztery Multiwersa z czego siedmiowszechświatowe Multiwersum Lenariego było przedostatnim zaatakowanym. Dwa pierwsze nie poddały się gdyż zbudowane z Energii Przeciwnej istoty duchowe tamtych światów skutecznie przeciwstawiły się agresorowi. Chodzi tu o zbudowany z Energii Aktywnej świat Baala, skąd pochodzi 90% Demonów oraz z Energii Zupełnej świat Oo. Oba rodzaje energii są pochodną, pewną odmianą Energii Przeciwnej dlatego zaatakowani mieli z czego kuć broń jaką przeciwstawiono się siłom Moora.

Wtedy Moor skupił uwagę na światach zbudowanych z Energii Jedynej. Zrozumiał iż rozwijające się tam cywilizacje nie będą w stanie stawić mu oporu. Wiedział jednak, że istot duchowych tamtej przestrzeni nie pozyska bez zmiany ich energetyki. Opracował prosty plan, który zapewni mu zwycięstwo. Plan, który w naszych światach realizowały podległe mu istoty z podbitych wcześniej światów. Jedyne, które mogły tu działać. Jedyne, które posiadały tak wysokie wibracje w Energii Przeciwnej iż ocierały się one o najniższe wibracje Energii Jedynej stanowiącej strukturę energetyczną człowieka. Tym to genialnym sposobem, silami swych wynaturzonych sług, Moor zaczął, rozbitą w procesie ciemnej przemiany, ludzka duszę masowo przenosić do swoich wymiarów. Wymazana z archiwum zrodzenia dusza ludzka, całkowicie bezbronna, całkowicie odcięta od Energii Jedynej trafiała do miejsca, które było cmentarzem wszystkiego tego co znała.

Piekło w tym wymiarze jest dokładnie tym przed czym ucieka każda ludzka dusza. W ten sposób 20% wszystkich ludzkich dusz z siedmiu wszechświatów Lenariego zostało pochłoniętych przez czarną otchłań, a kolejnych 20% cywilizacji uwsteczniło się w rozwoju tak dalece, że ewoluujące tam dusze zastygły w oczekiwaniu na nowe miejsca, w których będą mogły kończyć karmiczną wędrówkę. Te zawieszone między wymiarami dusze nie są wcale bezpieczne. Osłabione zbyt długim oczekiwaniem na zejście są raz po raz wyłapywane przez specjalistów Ciemności. Odważniejsze ryzykują wzmocnienie w ciałach zwierząt. Niestety co trzecia taka dusza pada łupem Ciemności. Na Ziemi tacy nieszczęśnicy z innych światów starają się wzmocnić energetycznie w ciałach przeszło dwudziestu gatunków zwierząt. Niemal połowa z nich płaci za to najwyższą cenę.

Co to znaczy proces ciemnej przemiany? Oznacza to zastosowanie instrumentów, które zmuszają człowieka do przetwarzania energii zgodnie z zapisami w matrycy. Taki człowiek łącząc umysł z emocjami staje się z wolna kimś zupełnie innym niż tego pierwotnie pragnął jego wolny Duch. Rezygnując z posługiwania się mocą w Energii Jedynej człowiek wpada w pułapkę jaką zastawiają na niego siły ciemności. Rozbudzając w sobie moc w Energii Przeciwnej zaczyna przejawiać w sobie cechy, przed którymi wcześniej pragnął uciec. Staje się zły, egoistyczny, wykorzystujący ludzi w dążeniu do własnych celów. Zwolna się degeneruje, z wolna spadają jego wibracje, dzięki temu specjaliści z drugiej strony powoli wymazują jego wzorce energetyczne, wzorzec świadomości i wzorce ciał duchowych.

Gdy w końcu wymazują jego wibracje z kartoteki Archiwum Zrodzenia, człowiek taki na zawsze traci swoją duszę. Od tej chwili służy już innemu Panu i po śmierci trafia tam skąd nigdy nie wyjdzie. Do Piekła, do krainy Moora, gdzie zniewolony w każdej swej duchowej cząstce zawsze już będzie tęsknił za światłem, które sam w sobie zdławił. Tacy właśnie zdegenerowani ludzie są przyczyną upadku nie tylko własnej duszy, ale i całych społeczności, całych cywilizacji, całych światów.

Wprowadziwszy antyludzkie prawa czyli oprogramowanie społeczne, polityczne, gospodarcze, kulturowe, religijne i jakie tam jeszcze , które dały się w celu ograniczania wolności wymyślić, usidlili człowieka, napuścili brata na brata każąc mu go bezlitośnie wykorzystywać, a nawet bestialsko zabijać. Stworzyli system, który od narodzin ludzkiej jednostki łamie w niej wszystko co pochodziło od Taty (własnego Stwórcy), wszystko co łączyło go z siłami wyższymi, wszystko co uruchamiało w nim moc poprzez jedność umysłu z sercem czyli system, który zabija ludzką dobroć i miłość zmuszając do nikczemności i ustawicznej pogoni za urojonymi celami. W ten sposób w naszym Multiwersum ginęły cywilizacje jedna po drugiej, a nieustannie wzrastała liczba mieszkańców świata Moora oraz szeregi armii Mordoka – głównodowodzącego siłami armii Ciemności.

Niektórzy zapewne odniosą to do twórczości Tolkiena, gdzie i nazewnictwo potrafi być pokrewne. Rozczaruję wielu z tych, którzy owe podobieństwa traktują jako przypadkowe. Tolkien pochodził ze światów, które padły łupem Ciemnej Materii i zapisy o tych dramatycznych wydarzeniach przyniósł w sobie i ujawnił w formie literackiej. W swojej licencja poetica pewnie nie przypuszczał, że obszary abstrakcji, z których czerpał pomysły nie pochodziły z iluzji twórczych uniesień, ale były zakotwione w pamięci jego własnej duszy. 80% tego co wyszło spod jego pióra zdarzyło się bowiem naprawdę. Trudno mi jest poprawnie odnieść się do jego twórczości, ale jedno wiem na pewno – nie pozwolę na to by dusze moich bliskich opowiadały w dalekiej przyszłości na odległych planetach podobne historie swoim dzieciom. Historie o zniszczonej przez Demony planecie Ziemia. Jako istota duchowa Tolkien nazywał się Haariel.

Wracając do rzeczy. Nasze światy zostały stworzone z Energii Jedynej i żaden ich przedstawiciel nie potrafił się posługiwać Energią Przeciwną. Jeśli siły Ciemności uruchamiały w nim ośrodek tej mocy to zawsze na niskim poziomie, ale wystarczającym do podporządkowywania sobie innych ludzi choć niewystarczającym do przeciwstawienia się niewidzialnemu agresorowi z innych światów.

Teraz powiedzmy parę słów o istotach schodzących. Są to obdarzone indywidualnością i samoświadomością części tego samego. To jedna istota, która wydziela z siebie słabsze, mniejsze, coraz cięższe cząstki, które mogą istnieć w coraz gęstszym środowisku energetycznym. Charakterystyczne jest tu zawężanie świadomości we wspólnym działaniu. Wyższa cząstka zawsze wszystko wie o działaniu swej wydzielonej z siebie mniejszej jednostki, podczas gdy ta niższa cząstka pozornie zachowuje w swoim wymiarze niezależność i indywidualność. Nie podejrzewa nawet i ż jest fragmentem bardziej złożonej całości konstrukcji, której cele realizuje.

Gdy nasz Stwórca zbudował swoje światy, wydzielił z siebie mnóstwo istot, cząstek obdarzonych świadomością zindywidualizowaną, które wypełniały jego wolę w coraz niższych wymiarach. Gdy zachodziła potrzeba by móc skutecznie działać w jeszcze bardziej ograniczonym środowisku owe cząstki dokonywały kolejnych zejść, produkowały coraz bardziej ograniczone w mocy uproszczone klony samych siebie. Ten sam proces objął istotę odpowiedzialną za pilotowanie rozwoju ludzkiego Ducha. Pierwszym zejściem Lenariego w te przestrzenie byli Cherubini, drugim wywodzącym się z nich – Archaniołowie, a trzecim Aniołowie, którzy już bezpośrednio stanęli przy człowieku. Zresztą ten sam mechanizm rozwiązywania problemów dotyczy większości zadań jakie realizują istoty wyższe.

Dla nas może to być szokujące, ale przecież podobny schemat wiąże się z ludzkim duchem, dusza i ciałem. Dusza doskonali się poprzez ciało, a Duch poprzez doświadczenia duszy. Celem jest wzmocnienie energetyczne. Lenari wydzielił z siebie wiele promieni, które miały zażegnać konflikt z Moorem. Niestety, żaden z nich w swym zejściu nie poradził sobie z Energią Przeciwną. Okazało się bowiem, że obrona jest możliwa tylko w przypadku posługiwania się tą samą bronią. Nikt jednak nie potrafił wykuć broni z EP. Z tym zadaniem poradził sobie dopiero Promień Wstępujący, to ta część mocy Lenariego, która łączyła go z Ojcem czyli z Bogiem. Skargę przed oblicze Pana zaniosły już promienie trzech innych Stwórców, których niszczył ich własny brat Moor. I Ojciec zarządził sprzątanie.

Sprzątającym, czyli wypełniającym wolę Ojca okazał się Zachabi. Stwórca, który zbudował swoje światy z EP, ale oparte na jedności z Ojcem czyli w PWW. O istotach wyższych w tym Multiwersum możemy mówić jako Czarnych Aniołach. W swoim duchowym liberalizmie Zachabi poszedł jeszcze dalej niż Lenari. Wyposażył swoje dzieci w zawiązki trzynastu promieni, a swoim działającym w zejściu cząstkom pozwolił bezpośrednio sięgnąć po rady i pomoc u Ojca z pominięciem jego. W ten genialny i prosty sposób pozostawał z całym swym stworzeniem w stałym kontakcie z Ojcem. Za rezygnację z dominowania zapewnił sobie i swoim światom całkowitą nietykalność. Oznacza to jednak iż sam był zejściem Ojca choć całą swą istotą tego nie odczuwał. Widać, że niektóre promienie Ojca realizowały Jego zamiary w sposób bardzo podobny do tego, jaki inne promienie siłami dwunastu Arlonów spełniały tworząc poziomy boskie i Stwórców.

W końcu doszło do spotkania Lenariego z Zachabim. Jest to zapisane jako biało czarna pulsująca fala, która przetoczyła się po naszym Multiwersum. Z połączenia mocy obu Stwórców powstał pierwszy nazwany czyli Jan, który jako samoświadomość miał uratować niszczone światy. Jan pozostający w swych górnych rejestrach na poziomie 103 tysięcznym wydzielił z siebie Qappę, który był pierwszą dwubiegunową istotą, a poziom jego to 30 tysięczny (skala nr 2). Z Qappy uruchomiono PANAMONOONNNM. Jedyny byt posiadający jednocześnie EJ i EP i wynikającą z ich złączenia Energię Boską z poziomu trzymilionowego i to on podzielił się na dwie zejściowe istoty, które od tej chwili w kolejnych zejściach poznawały świat tak i po stronie Ciemności jak i po stronie Światła.

Jednocześnie więc funkcjonowały one jako lustrzane odbicie tego samego. Jako istota zamieszkująca ten świat i jako istota niszcząca go bo żyjąca po stronie Ciemności. Po tej stronie operowała zejściowa siła światła. Tam nasz szpieg w armii Mordoka, który zdobywał stosowną wiedzę i umiejętności, które w odpowiednim czasie miały być wykorzystane do walki z Ciemnością. Funkcjonowała tak rozdzielna istota przeżywająca świat w tym samym czasie w obu stanach energetycznych, po obu stronach barykady.

Gdy mówię o promieniu schodzącym nie mam na myśli jednego promienia. Każdy promień rozgałęzia się na swoim końcu na każdym poziomie istnienia, a każdy kolejny promień zstępującego rozgałęzienia znów mnoży się w swoich działaniach. Gdy omawiam więc linię sił wyższych, które mają swój udział w tych wydarzeniach, odnoszę się w swoich słowach do działań tych, których zstępująca linia jest mi znana w odniesieniu do naszego świata, do naszej rzeczywistości, do zamknięcia całego procesu wyzwalania świata poprzez rozpoczęcie procesu odwrotnego kiedy to rozproszone promienie zaczynają się jednoczyć w mocy obu energii, a owa odwrotność zaczyna się tam gdzie kończy się zejście (czyli na słowie Jezus).

I tak po stronie Światła schodzą Cherubini i Archaniołowie, z których najbardziej znanym jest Archanioł Gabriel, Aniołowie, z których trzech zasługuje na szczególna uwagę – Ezar, Eneasz i Izobar oraz istoty duchowe jak Hatti, który objawił się między innymi w postaci ludzkiej jako Jezus. Lustrzane odbicia po stronie przeciwnej to Ummbel – najmocniejsza energetycznie siła zła choć rangą ustępująca Mordokowi. Potem Uzraael, Uruubel, Beeg, Untelmefistofeles czyli Kapturowiec. Jednak wszyscy oni razem wzięci nie są niczym innym tylko wciąż jedną i tą samą istotą – Janem, który po swojemu realizuje plan ratowania tego świata działając zgodnie z naturalnymi siłami wyższymi tego uniwersum.

Jak widzicie, by tego dokonać, by przywrócić ład i harmonię światom podarowanym ludzkiemu Duchowi podzielił się na tysiące cząstek, które przekształcają całą znaną nam i nieznaną rzeczywistość. Ponieważ ratowanie Ducha ludzkiego musi zacząć się od poziomów materialnych tych dotyczących cywilizacji, Jan zamyślił stworzyć istotę idealną, hybrydę, mutanta duchowego, który złączyłby w sobie najkorzystniejsze cechy obu modelów ewolucji, tego promującego zintegrowanie umysłu z emocjami i tego stawiającego na konsolidowanie umysłu z sercem. Powstał program w ramach którego miała powstać bardzo samodzielna czyli indywidualna, a jednocześnie otwarta na świat, istota. Ktoś, kto mógłby w odległej przyszłości stawić czoła Ciemnej Materii. Ktoś, kto jako materialny twór mógłby podnieść upadłe cywilizacje przynosząc im nowe prawa i nową moc.

Zamysł był prosty, realizacja również, choć dla nowego rodzaju człowieka oznaczało to ewolucyjną drogę przez mękę. Formalnie, dysydenci kilku hierarchicznych cywilizacji (UFO) umyślili stworzyć rasę biologicznych niewolników, kogoś sobie podobnego, ale jednocześnie tak duchowo odmiennego by można go było bezkarnie eksploatować, dręczyć, a nawet eksterminować. By wydzielona z Ducha dusza zechciała się przejawić na poziomie materii w nowym jej środowisku musiano zawrzeć odpowiedni pakt z obszarem Astralnym (nadduszami pilotującymi dusze). Oczywiście żaden Duch nie zgodziłby się być niewolnikiem i degradowaną istotą w ludzkim ciele gdyby nie zakrojone na szeroką skalę działania wyzwoleńcze. Zwerbowano do akcji najlepsze, już karmicznie udoskonalone dusze, które zgodziły się wziąć na swoje barki wysiłek walki o wyzwolenie, które dobrze wiedziały, że po obudzeniu się w ciele przejdą prawdziwą gehennę nim przyjdzie zaplanowany przez Jana dzień zwycięstwa.

Wiedziały też, że wiele z nich zginie, niemniej kwestia ratowania Multiwersum była nadrzędna. I tym to sposobem człowiek Astralny zgodził się rozwijać na planecie przynależnej światom hierarchicznym, ale zgodził dopiero po zawarciu porozumienia dotyczącego warunków w jakich miała rozwijać się ludzka cywilizacja, a warunki te zapewniały jej doskonały rozwój duchowy i cywilizacyjny. Były to jednak tylko zapewnienia na papierze. Nasi biologiczni stwórcy (UFO) nie mieli najmniejszego zamiaru dotrzymywać wcześniejszych obietnic. Wierzyli święcie, że opracowane programy, te same co niszczyły ich światy tyle tylko, że bardziej zaostrzone zdołają zapanować nad świadomością nowej rasy niewolników, że człowiek sam z siebie nie będzie zainteresowany wzrastaniem. Mylili się.

Pobrane od Talaronów ciała, rasy, która wyginęła w bratobójczej wojnie mimo pewnych przeróbek wciąż pozwalały ludziom na kontakt z Górą. Niezablokowane dojście do świadomości łączyło ich w strumieniu duchowej energii z planem astralnym, który był dla nich źródłem wiedzy o etyce i prawie duchowym. Mimo braku stosownej wiedzy, mimo upodlenia i zadawanym rozlicznym cierpieniom, pierwsza cywilizacja ludzka, która była hodowlą na planecie Teofitów podniosła bunt i przeciwstawiła się nieludzkim warunkom bytu. Nasi pierwsi przodkowie woleli zginąć niż dać się bezwzględnie wykorzystywać. Wszystkich ich zlikwidowano.

Druga cywilizacja, choć zaprojektowana w laboratoriach była pierwszą na planecie Ziemia. Naszemu protoplaście skrócono żywotność z 1000 do 100 lat oraz wprowadzono w jego ciele wiele innych ”ulepszeń” zwłaszcza na poziomie DNA, które miały z nas uczynić prawdziwych niewolników, a wszystko po to by człowiek nie potrafił osiągnąć właściwego poziomu świadomości, by uwikłany w wewnętrzne konflikty nie był w stanie uruchomić własnej mocy duchowej, jedynej siły zdolnej zablokować funkcjonujące w nim kody – takie energetyczne programy, które uruchamiają się jak i przestają działać przy określonym poziomie wibracji jakie w człowieku stwarzają określone sytuacje. Kody mają różnorodny charakter. Jedne czynią z ludzkiej energetyki odbiornik, drugie zaś nadajnik agresywnych, niszczących energii.

Większość z tych kodów, które sterują ludzka energetyką dotyczy tylko podstawowych ciał energetycznych, ale i są takie, które potrafią zmodyfikować wibracje wyższych ciał subtelnych uniemożliwiając człowiekowi jakikolwiek rozwój duchowy. Tak dzieje się w przypadku osób, których inkarnujące się dusze powzięły zamiar walki o wyzwolenie człowieka. Po wcieleniu się zostają błyskawicznie namierzone i unieszkodliwione przez stałe wymazywanie ich wzorców, a wszystko po to by człowiek nie potrafił o własnych siłach wyzwolić się z energetycznych kajdan. Przedstawiciele drugiej cywilizacji ludzkiej byli wyniszczani ciężką pracą aż w 16 światach (hodowano ich na Ziemi i wywożono na inne planety). Ginęli masowo na arenach walk oraz z rąk tych, którym ich posługa wydała się niedostatecznie udana.

Ale i oni mimo wielu ograniczeń wciąż korzystali ze zmysłów nie fizycznych i będąc w kontakcie z siłami wyższymi, raz za razem podnosili bunt i domagali się równouprawnienia wierząc święcie iż nie są gorszą rasą. W końcu i ich eksterminowano. Trzecia rasa ludzka, którą znacie jako Atlantydzką również nie dała się zniewolić, a część jej przedstawicieli uciekła przed prześladowaniami w inne wymiary. I przyszedł czas na czwartą ziemską cywilizację. Naszą. Stworzono człowieka, którego przekonstruowano energetycznie. Wbudowano w niego matrycę, ukryty w mózgu jelitowym rozbudowany program, który miał stale czuwać nad tym by wchodząca w człowieka przez pierwszą czakre energia była przetwarzana w z góry zaplanowany sposób. By w cierpieniu i nienawiści produkował niskowibracyjne emocje. By myślał, mówił i działał w ustalony sposób, by zawsze podlegał sile programów. By występował przeciwko bratu, a będąc jego wrogiem nie znajdował nigdzie wsparcia w walce o własne wyzwolenie, by pogrążony w nienawiści nie dostrzegał tego co mogło go naprowadzić na ścieżkę prawdy. By nigdy się nie buntował przeciwko niewolnictwu, a wręcz przeciwnie, by szedł na zatracenie jako człowiek, jako dusza i jako ktoś kto właśnie podporządkowuje sobie innych i niewolnictwo wprowadza.

Matryca, choć to sztuczny twór jest aktywnym żywym wzorcem zachowań, który powoduje, że w określonych warunkach reagujemy automatycznie, jak zaprogramowane maszyny. Nasz układ informacyjny czyli system nerwowy połączony z energetycznym jest tak skonstruowany byśmy szybciej reagowali na bodziec niż się zastanawiali nad swoją reakcją. By było za późno na cofnięcie działania, które wydaje się społecznie usankcjonowane choć sama jego istota jest sprzeczna z prawem duchowym. Dlatego na kuksańca w sklepie reagujemy nerwowo bo do głowy nam nie przyjdzie, że oparła się o nas osoba bynajmniej nie pijana, a osłabła z przyczyn zdrowotnych.

Narzucone nam prawo gospodarcze, religijne, polityczne, społeczne, środowiskowe, rodzinne i jakie tam tylko chcecie tak konstruuje nasz wzór myślenia i zachowania byśmy przez cale nasze życie przekształcali tylko niskowibracyjne emocje. By lęk, nienawiść, zazdrość, złość i pycha itd. W nas po prostu się rozwijały, kształtowały podłoże naszego istnienia i tym samym wyznaczały warunki kształtowania się przyszłości całej rasy. Wmawia się nam, że walka o wolność narodową jest cnotą choć mordujemy na wojnie ludzi wcale nie w naszym interesie. Model rodzinny, formy zachowań w pracy, głód, wyzysk, nauka czyli cały system leczenia i poznawania świata jak do tej pory wciąż skutecznie degradują jakość i ograniczają długość ludzkiego życia, a wszystkie religie ograniczają duchowość każąc słono płacić za fałszywe pośrednictwo w dążeniu do raju, który i tak jest nam należny. Nadto siły przeciwne naszemu rozwojowi szczują nie tylko człowieka na człowieka, ale również oczyszczające się dusze na ludzi, a ludzi na oczyszczające się dusze, tworząc pozory walki z nieczystymi siłami.

Ponad to przy korygowaniu struktur energetycznych człowieka wprowadzono tyle zmian iż przy okazji pozbawiono nas świadomości istnienia duchowej części naszej własnej istoty oraz umiejętności korzystania ze zmysłów nie fizycznych. Gdyby nie matryca, gdyby nie wkodowana stała potrzeba pozostawania w niskich energiach człowiek mógłby w chwilach szczególnych, wzorem naszych przodków, wchodzić w strumień energetyczny i czerpać wiedzę wprost z Astralu. Jednak stała potrzeba dominowania, egoizm i napięcie wynikające z podążania za błędnymi celami skutecznie uniemożliwiają bycie w harmonii, warunek konieczny do uruchomienia duchowych mocy.

Tymczasem całe to oprogramowanie można zastąpić jednym, jedynym stwierdzeniem. Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe. By tak się stało wykorzystano prosty warunek jaki musi spełnić każda cząstka tego Multiwersum. To obowiązek przetwarzania energii. Każdy kawałek tego świata, czy to kamień, roślina, zwierzę czy człowiek musi pomnażać wchodzącą doń (w naszym przypadku od podstawy kręgosłupa) energię. Właśnie tę energię ludzkie organizmy, chcąc tego czy nie, muszą przetwarzać, zwielokrotnić i w postaci określonych myśli i emocji wyrzucić w przestrzeń (to utrzymuje ten świat). Energia wchodząca jest neutralna, nie zawiera bowiem w sobie żadnego zdefiniowanego, jako polaryzacyjny, ładunku. Jest czysta i tylko od człowieka zależy jaką jej nada wartość.

I właśnie w momencie wpłynięcia owego ładunku w człowieka zaczyna się cala zabawa w życie, cała misternie pleciona sieć zniewolenia, a zarazem pojawia się i rozwija umiejętność transformowania owej energii na wartości powszechnie uznane za dodatnie. Jeśli ową energię wprowadzimy do ciała w lęku i niepewności bo matryca zdążyła wymusić określone zachowanie i sposób myślenia to nasz ruch będzie odpowiadał charakterem światom hierarchicznym gdzie nie ma miejsca na ludzką solidarność, miłość i braterstwo. Jeśli natomiast ową naciskającą na nas energię przetworzymy w miłości i zaufaniu, będziemy mogli myśleć i postępować zgodnie z prawidłami duchowymi, gdzie poszanowanie dla życia, siebie i drugiego człowieka, jest sprawą nadrzędną. Tu rozwija się miłość, otwiera serce i dochodzi do złączenia umysłu z sercem (jaźń i Duch Całości), czyli jak to mówią mistrzowie, do sprowadzenia czystego umysłu do otwartego serca.

Innymi słowy, przetwarzając tę energię w miłości i zaufaniu, oddajemy hołd naszej prawdziwej duchowej naturze i uzyskujemy możliwość korzystania z naszej własnej mocy duchowej. Jednak żadne obowiązujące nas prawo, także to religijne, nie otwiera w nas drogi do świadomości, do woli i potęgi Ducha. Na szczęście nasi bracia z Astralu utworzyli oddział dozorujący, który w osobach wielkich mistrzów jak Jezus czy Budda, ustawicznie przypomina o naszych prawach i wskazywał na sposoby wyrwania się spod jarzma obcych cywilizacji.

Niestety. Ich nauki umiejętnie usuwano ze skarbnicy ludzkiej wiedzy, a nawet tak przekształcano iż przenicowane zamykały w ignorancji cały ludzki ród, działając na jego niekorzyść. Na szczęście wkrótce ten czas minie bezpowrotnie i człowiek nowego milenium chwyci za topór, którym wyrąbie sobie drogę do własnej wolności. Jak widzimy, kwestia wyzwoleńcza, choć odnosi się do przestrzeni duchowych, do samego faktu przetrwania Lenariego, by być rozstrzygniętą, musiała zostać przeniesiona na plan materialny, bo to właśnie tutaj wzrasta ludzka dusza, bo to tutaj się zwodzi i niszczy całą istotę ludzką.

Tak więc poczynania Jana, istoty duchowej, zostały po czasie scentralizowane w światach fizycznych poprzez zmuszenie istot żywych do takich, a nie innych doświadczeń. I choć mieszkańcy Ziemi przechodzą trudny okres, choć narażają się na unicestwienie, to jest to zarazem doskonały sposób na to, by w tyglu walki powstała cywilizacja, która osiągnie wyżyny duchowej i materialnej ewolucji, która z czasem zacznie uczyć innych nie tylko jak bronić się przed atakiem sił duchowych, ale także tych stricte materialnych

3. Alcatraz, czyli kryminał na forum cywilizacji kosmicznych

A teraz przenieśmy się do współczesności. Przyjrzyjmy się obecnemu układowi sił i sposobom wyjścia z opresji. Czwarta ludzka cywilizacja czyli my. Mamy Ziemię, taką piłkę, na której nas osadzono uniemożliwiając ucieczkę. Z jednej strony próżnia, z drugiej twardy grunt, z trzeciej wykasowana umiejętność podprzestrzennych podróży, a na niej my – rasa powstała z połączenia materialnych ciał Talaronów z duszami inkarnującymi się w światach wolnościowych, którą utrzymuje się w posłuchu więziennym regulaminem. Osadzonych trzyma w ryzach prawo gospodarcze, polityczne, karne, religijne, ezoteryczne itd.

Innymi słowy, bezwarunkowo podlega mu każdy jeniec wierząc świecie iż jest ono jedyne, niezbywalne, dziedziczone w chwili urodzenia. Nawet tworząc w potrzebie uruchamiania nowego, kolejne prawa, lepi się je z fragmentów starego, ani domyślając się, że w ten sposób powiela się jedynie to co zaplanowane zostało dużo wcześniej.

Prawo nas podzieliło, pomieszało języki, umieściło w wielu celach, byle tylko napuszczając jednych na drugich zmusić nas do prowadzenia wojen z mieszkańcami pozostałych cel. Kolor skóry, wiek, płeć, mowa, uroda, zasobność portfela, granice, IQ, cele życiowe i wiele innych rzeczy decydują o przypisaniu do konkretnych cel. Ale i tych ograniczeń było mało. Utworzono gangi, organizacje wewnątrz cel, które podzieliły hierarchicznie, odsiadujących tam wyrok ludzi, podporządkowując jednych drugim.

Dostarczane informacje są tak selekcjonowane, by pojmowanie świata i naszej w nim roli było żenująco ubogie i niewłaściwe. Wprowadzono nawet specjalny system kontroli, który zamyka w izolatkach tych, którzy przez przypadek zaczynają głosić wichrzycielskie treści. Jeśli jest mowa o Aniołach, to tylko za pośrednictwem Kościoła. Jeśli wspomina się o dobrobycie, to tylko przez agresywną politykę, która połyka słabszych i niszczy ostatnie słowa o wolności. Utrzymuje się chory, spaczony ład, wymusza na uwięzionych bratobójcze walki by pogrążeni w cierpieniu marzyli o śmierci, a nie o wyzwoleniu.

Przy okazji przeprowadza się czystki i selekcje eliminując przy okazji nie tylko niewygodnych świadków i słowo objawione, ale również wielu przypadkowych gapiów, którzy mieli nieszczęście znaleźć się w nieodpowiednim miejscu, w niewłaściwej chwili. Tym sposobem miliony ludzi w Alcatraz traci życie nie tylko z powodu głodu i krwawych waśni, ale również staje się ofiarami kryminalnych rozgrywek i dawcami zapasowych części ciała.

Wielu z nich uprowadzają wizytujący Ziemię przedstawiciele innych ras. Mają za friko materiał do swoich genetycznych eksperymentów, a wszystko za zgodą władz więziennych, które temu oczywiście zaprzeczają, ośmieszając doniesienia przypadkowych obserwatorów lub ich zwyczajnie eliminują. System więzienny jest tak skonstruowany, by człowiek chcąc przeżyć, musiał bezustannie pracować, by nie miał ani chwili na myślenie o ucieczce. Więc pracuje ponad siły i płaci horrendalne sumy za to co mu się należy, a ceny są tak wyśrubowane, by nigdy nie poprzestał w swoim wysiłku (i nie chodzi o bogatych, którzy przechwycili bogactwo poprzez pracę innych ludzi).

Reklamy i programy oddziałujące na psychikę tak ustawiono by ciągle było mu mało, by przypadkiem nie doszedł do wniosku, że to co ma, a co jeszcze dzień wcześniej było cudowne i nadające się do użytku, wciąż takie było. Tylko bieg, bieg i otumaniające wyczerpanie. System ma też to do siebie, że promuje głupotę i bestialstwo więziennych kapo, uzbrajając ich w stosowne przywileje i nagradzając iluzją władzy, byle tylko wyręczali klawiszy w ich brutalnej pracy. Ich pozorną władzę oparł na mocy „lewego prawa” i strachu, czynników jakim nie potrafi się oprzeć żadna, oparta na sercu idea.

System ma też to do siebie, że ogniskuje uwagę na czynnikach szkodliwych, starannie ukrywając dostęp do informacji, które mogłyby uwięzionym polepszyć warunki odsiadki. Wciąż promuje się rakotwórcze jedzenie, zabójczą medycynę, toksyczne leki, a prawdę o darmowej energii uznaje za mit, zaś na drodze do nieba stawia wprowadzające w błąd drogowskazy religijne i ezoteryczne, byle tylko ogłupiony szkodliwymi informacjami człowiek, utknął na dobre we własnej niemocy, by nie pojął prawdy. Na wypadek buntu przygotowano rezerwowy plan, który zakłada zdziesiątkowanie więźniów, zredukowanie ich liczby do jednej dziesiątej.

A teraz parę słów o ludzkiej mocy, co pozwoli nam zrozumieć mechanizm totalnego zniewolenia człowieka. Jak dotąd zapoznaliśmy się z programami oraz odczuliśmy niesmak, jaki w prawym człowieku wzbudza sam fakt istnienia więziennych cel. Otóż ludzka moc nie jest skupiona w mięśniach, ani w umyśle. Taki człowiek może być co najwyżej automatem, który przetwarza w sobie tylko informacje. Prawdziwa moc jest skupiona w niciach (obdarzone świadomością wiązki energetyczne wypływające z serca). Umysł jest ubogim krewnym w stosunku do ich boskiego majestatu. To one przygotowują i realizują wszystkie nasze cele. To one dostarczają informacji, które potem umysł stara się dopasować do sytuacji.

Zasadniczo nici dzielimy na wiązki obdarzone świadomością emocjonalną i duchową, czyli na moc, która o efektach swoich działań informuje nas siłą intuicji i jasnowiedzenia. Zasada ich pracy jest bardzo prosta. Wystarczy określić jakiś cel, jakikolwiek zamysł, by zaczęły go one natychmiast realizować. Stykając się z nićmi innych ludzi, ściągają od nich odpowiednie informacje, które potem człowiek intuicyjnie w swych poszukiwaniach wykorzystuje, a nawet reżyseruje wiele sytuacji, co pozornie wygląda jak wsparcie opatrzności.

Robimy wtedy rzeczy, które są często sprzeczne z naszym rytuałem, ale które doprowadzają do ziszczenia marzeń. Na przykład, jeden ze znajomych poszukujący wybranki swojego serca, nie wiedzieć czemu, wracał do domu inną niż zwykle drogą przez dzielnicę o niechlubnej tradycji. Potrzeba była tak silna, że ugiął się pod jej naciskiem. Na jednej z ulic potrącił go samochód prowadzony przez pijanego kierowcę i mój znajomy wylądował w szpitalu z potłuczoną nogą. Tam w izbie przyjęć poznał pielęgniarkę, z którą założył potem rodzinę.

Wiem, że to drastyczny przypadek, typowy w przypadku działania Energii Przeciwnej, ale stłuczenie nie było poważne i po tygodniowym zwolnieniu kolega wrócił do pracy. Standardowo nici działające w jednej energii działają korzystnie dla wszystkich. Może więc stłuczona noga zakończyła jazdę nieodpowiedzialnego kierowcy, ale i uratowała komuś życie.

Wiele nieporozumienia narosło wokół takich terminów jak podświadomość i nadświadomość. Czasem dochodziło do takiego poplątania ich znaczeń, iż by wyjść z impasu, kuto kolejne terminy. Nici są jakby nadświadomością i są obdarzone mocą znacznie przekraczającą siły ludzkiego umysłu. Działają w wielu wymiarach i są niewidzialne dla zmysłów fizycznych. To nasze osobiste wojsko, które wykonuje nasze wszystkie rozkazy. Wystarczy ich nie odwoływać (rozkazów), a dopną one swego prędzej czy później.

Umysł jest zaś tym co nazwalibyśmy dyskiem twardym. Nie tylko gromadzi on wszystkie informacje, jakie dostarczają mu nici, nie tylko jest pamięcią emocjonalną duszy, ale zapisuje też w sobie wiele doświadczeń, jakie spotykają ludzką psychikę. Jednak, aby właściwie mógł odbierać płynące od nici sygnały musi pozostawać w stałej harmonii z całym systemem energetycznym człowieka. W przeciwnym razie to, co doń dociera jest albo niesłyszalne, albo zafałszowane. Tak czy owak, mało przydatne.

Świadomość nie potrzebuje myślenia bowiem wszystko sobą przenika. To operujący informacją umysł potrzebuje świadomości, by w ogóle mógł się odnaleźć w tej zamkniętej dla niego przestrzeni. Umysł jest ledwo procesorem i pamięcią wymodelowaną karmicznym doświadczeniem w systemie operacyjnym. Sam z siebie nic nie może. Cała jego operatywność jest zależna od liczby nici. Im ich więcej, tym więcej odbiera informacji. Nadto ma tę właściwość, że przez prostą naukę, potrafi wzmocnić się w swych matematycznych kombinacjach, prawami logiki, ale ten schemat łączenia informacji nam na niewiele się zdaje, gdy brakuje sygnałów dopływających z pola morfogenetycznego czyli od nici tam funkcjonujących.

By to zrozumieć wyobraźmy sobie człowieka na kierowniczym stanowisku, który niczym meduza siedzi za biurkiem i przenika całą swoją istotą, prowadzone przez siebie przedsiębiorstwo. Ma tysiąc nici, przyzwyczajony do drzemki umysł i pojawiające się znikąd tysiąc pomysłów na sekundę, jak prowadzić firmę. Część nici, o czym on nie wie sonduje magazyn w Pułtusku, inne przenikają pewną spółkę, z którą właściciel zamierza podpisać kontrakt. Pozostałe nici dostarczają stałych informacji o wszystkim tym co jest niezbędne do prowadzenia firmy. Umysł odbiera sygnały od nich w sposób nieświadomy, ale intuicja i jasnowiedzenie naprowadzają kierownika na szukanie takich informacji, które mają potwierdzić wszystkie postanowienia, które musi on podjąć chcąc dalej realizować plany rozwojowe firmy.

Bez naprowadzania obdarzonych świadomością nici, nie mógłby efektywnie planować i działać. Informacje, którymi naszpikowałby umysł, byłyby w ogromnej większości zbędne, a czas poświęcony na ich zbieranie, niemal całkowicie stracony. Ledwie jedna na tysiąc operacji byłaby trafiona. Lecz przyzwyczajony do taktycznego luzu kierownik, miast faszerować się gigabajtami danych, popijając kawę i czytając gazetę, spokojnie czeka na impuls, który podpowie mu, iż coś cennego zostało dostarczone mu mózgu. Coś, czym umysł powinien się zająć, chcąc rozwiązać palący problem z np. wiszącym na włosku kontraktem.

A teraz nieco inna sytuacja. Właściciel odsuwa kierownika na bok, a na jego miejsce umieszcza własnego syna, który ma zaledwie sto nici, z czego prawie połowa idzie na podtrzymanie osobistego życia. To już nie człowiek meduza, ale człowiek gorąco myślący. Dopóki firma działa z rozpędu, dopóki funkcjonują wzorce oparte na starych strukturach, wszystko będzie w porządku. Ale wystarczy zmiana energetyki (sytuacji firmy) by nowy kierownik, chcąc utrzymać całość na odpowiednim poziomie, utonął w powodzi własnych pomysłów, z których tylko część będzie oparta na faktach (będzie racjonalna). Pozbawiony wsparcia nici, o których istnieniu nawet nie słyszał, będzie wymyślał coraz to nowe koncepcje ratowania firmy, byleby tylko trafić na coś, co niczym wtyczka do kontaktu, wpasuje się w system. Raz trafi w dziesiątkę, trzy razy zawiedzie. I tylko myśli, myśli, kombinuje i kombinuje, a wszyscy się dziwią, że mimo to, że to poparte jest dyplomem z kombinowania (szkoła), nie przynosi oczekiwanych rezultatów, bo przedsiębiorstwo wpada w stagnację.

Już wiadomo, już się kapnięto, że były kierownik miał nosa, że jego kawa i gazety były niczym wobec jego przewidywań. Nikt nie wpadł na to, że spokojem i harmonią, w jakie wprawiały go owe medytacyjne gadżety, słyszał to, czego nie słyszy, zajęty myśleniem człowiek. Podpowiedzi płynącej od własnej mocy. Głos własnej świadomości, delikatny, naprowadzający na rozwiązania, szept nici.

Siedemnaście nici potrzeba do tego by jeść i spać, oglądać tv i marzyć czyli tak naprawdę fantazjować. Dwadzieścia pięć by pracować i pracować bez widoku na sukces. Trzydzieści pięć by z owego życiowego znoju wykroić jakiś lepszy telewizor, a po 30 latach pracy dorobić się marnego auta. Na skali siły kreacji, taka osoba plasuje się w dokładnie w punkcie przeciętności (aktywna zaradność życiowa 4,5%). Przy pięćdziesięciu niciach można już zaistnieć na średnim poziomie, ale wciąż obowiązuje nas praca i myślenie oraz brak nadziei na utkanie złotego kobierca. Możliwości i stan posiadania wzrastają proporcjonalnie do ilości mnożących się nici. Przy setce jest doprawdy nieźle. Tu przebąkuje się o dobrej kreatywności, choć nikt nie wie co to tak naprawdę znaczy. W przedziale 100 – 150 nici spotykamy już ludzi, którzy świetnie sobie w życiu radzą. Jednak i oni muszą wciąż wytężać swoje szare komórki by wpadać na rozwiązania, które innym, mającym większy potencjał, ukazują się same.

Zasada mnożenia nici jest prosta. Im bardziej otwarte serce, im doskonalsza jedność ze światem, tym większa powierzchnia do kotwiczenia się nici, większa piłka, więcej kropek. Rzecz w tym, że nie spotyka się ludzi mających wolną moc w Energii Jedynej. W ludzkim DNA ukryte są bowiem kody, które zawiązują energetykę schodzącym duszom o średnim lub wysokim stopniu duchowej wibracji. Gdy taka dusza budzi się w wychodzącym z łona ciele, zostaje gwałtownie zmiażdżona przez ukryty w każdej komórce ciała kod. Ból jest okropny, a krzyk rozpaczy rozrywa wręcz gardło małego człowieka. 98,5% dzieci krzyczy więc nie bez powodu. Pozostałe, które ominęły ową przeszkodę wkrótce padnie ofiarami innych energetycznych ograniczeń. Owe kody ludzkość zna jako obciążenia karmiczne.

Jak widać, już samo nazewnictwo jest umiejętnie sprefabrykowane. Tak ustawione, by dławiło psychikę, by napiętnowany nim człowiek wierzył święcie w uroczyste zapewnienie Guru, że jest on gorszy, że za poprzedniego życia nagrzeszył iż teraz musi to odpokutować, a jak to mu się uda to trafi w nagrodę do raju. Prawda jest taka, że obciążenia karmiczne w ogóle nie istnieją. Owszem, kod uwalający energetykę serca, nie jest wymysłem. Został autentycznie umieszczony w ludzkim DNA, tyle tylko, że Góra nazywa go igiełkami lub chmurkami i nie ma on nic wspólnego z błędami popełnionymi w poprzednim wcieleniu, w co każą wierzyć przedstawiciele różnych kast religino-ezoterycznych.

Jeśli człowiek za życia sporo narozrabiał, to po śmierci przechodzi proces oczyszczania i czysty idzie do nieba i takiż stamtąd schodzi. Chyba, że specjaliści od karmy przyznają iż to w świecie Astralnym dusza zostaje zanieczyszczona i wymaga tu, na materialnym poziomie, ostrego prania. Jak ich znam, odpowiednimi wywodami, zręcznie wybrną z kłopotliwej sytuacji, odwołując się do pokuty za grzechy. Na chłopski rozum wygląda to tak, jakby schwytana przez kod karmiczny dusza nagle odkryła, że w ostatnim życiu przechodziła dłuższy okres rozemocjonowania i ani wiedząc o co tak naprawdę chodziło, bo amplituda rozemocjonowania tego nie wyjaśnia, zakłada iż to zachowanie było niegodne, więc pozwoliła się przez to opętać by cierpieć na tym ziemskim padole, by odpokutować to, czego się zaledwie domyśla. Niby proste, a jednak zręcznie i brutalnie wmówione.

Rzecz w tym, że kod karmiczny odwołuje się tylko do pamięci emocjonalnej umysłu, która za życia każdego człowieka jest faszerowana długimi okresami silnych negatywnych wzruszeń. Gdyby umysł nie pozbawiono pamięci faktów, kodu nie można byłoby uruchomić. Co ciekawe, kod nie wychwytuje rodzaju emocji, tylko ich amplitudę. Nawet długa romantyczna miłość czy Białe Kapłaństwo może być wykorzystane jako aktywator kodu. W tym drugim przypadku kod nazywa się „chmurkami” (skala 2), takie subtelne odniesienie do czystości nieba. Prawdą jest jednak, że faktycznie widzimy go w postaci takich kłębuszków waty, które przenikają struktury ciał energetycznych.

O „igiełkach” mówimy wówczas gdy człowiek faktycznie w poprzednim życiu zachowywał się niegodnie. Jego energetyka wyglądała wówczas jakby wbito w nią tysiące czarnych, sosnowych igiełek. Lecz w obu przypadkach jest niezasłużona kara, a wszystko po to by człowiek nie był w stanie uruchomić więcej niż 150 nici, by nie dane mu było wejść w strumień energetyczny i rozwijać mocy, która skutecznie mogłaby konkurować z mocą przeciwną. Tak więc człowiek schwytany przez kody zawiązujące nici, po wsze czasy jest ograniczony w swoich możliwościach.

A po co to wszystko? To proste. Programy działają i wymuszają na człowieku pewne zachowania. Warunkują uczucia, sterują potrzebami, zmuszają do pogoni za rzeczami, których często nie potrzebujemy, a ponieważ nici nie staje, czyli jest ich ciągle mało, nawet gdybyśmy mieli doskonałe duchowo serce, programy orientują nas na drugie centrum mocy, które znajduje się w drugim czakramie, gdzie uruchomiono centrum energii przeciwnej. Wystarczy postawić na egoizm, a już otrzymamy 150 nici na starcie (wchodzimy w strumień EP) czyli pokonujemy nieprzekraczalną granicę w przypadku działania kodu w EJ. Wystarczy zacząć wykorzystywać ludzi, a uruchomionych zostaje 500 czarnych nici. 1100 to już olbrzymi sukces.

W życiu nie liczy się rodzaj nici, z jakiej energii pochodzą, ale ich ilość. To one realizują nasze cele. Tyle tylko, że człowiek łączący umysł z centrum niskich emocji, podlega wówczas procesowi „ciemnej przemiany”. Za każdy mroczny sukces, za każdą negatywną myśl wysłaną drugiemu człowiekowi, za każdy gwóźdź wsadzony bratu w plecy nagradzany zostaje wypisywaniem go z części archiwum zrodzenia. Gdy czara ludzkiego cierpienia napełni się na dobre siły ciemności wstawiają mu „ciemny kręgosłup” i na zawsze staje się on ich własnością. Co 7 człowiek na tej planecie, traci w ten sposób duszę i Ducha na rzecz światów Moora.

Wielcy mistrzowie ostrzegali, wciąż powtarzali byśmy mieli otwarte serca, bo w nich jest brama do nieba, byśmy mieli czyste umysły, bo w nich jest moc sprawcza naszego skromnego sukcesu. Jezus mówił wprost by godnie żyć. Wystarczą ci do tego dwa wielbłądy i kramik. Będziesz dzięki temu syty, a wraz z tobą, cała rodzina. W ten sposób dotrwasz do śmierci i odniesiesz zwycięstwo nad samym sobą. Niestety, niewielu to rozumiało. Zakłócające jasność myślenia programy czyniły ich niewrażliwymi na podpowiedzi „Góry”. Przedkładali więc chwilowy sukces nad los własnej duszy po śmierci.

Powtórzmy. Mamy Alcatraz, z którego nie ma jak uciec i mamy tysiące cel, które funkcjonują w rytm własnych praw i oprogramowanie zmuszające nas do przyjmowania z góry określonych postaw moralnych i działań wydających o nas jak najgorsze świadectwo. Tak więc wspierające ten system kody czyli energetyczne oprogramowanie, skutecznie ogranicza naszą wolność poprzez manipulowanie nami, a więc odcinanie od świadomości. Słowa przywódców duchowych czasem robiły swoje i w niektórych celach powstawały społeczności, które nad chwilowy zysk, przedkładały doczesną ciszę i rozwój duchowy. Wciąż było tam żywe jedno, jedyne prawo duchowe, które mówi wprost o obowiązku bycia szczęśliwym, kochanym i kochającym oraz korzystającym ze wszystkich dóbr przy otwartym sercu. Więc jak żona to nie Kowalska, tylko taka jak Kowalska, jak auto to nie Kowalskiego, tylko takie jak Kowalskiego.

W celach hołdujących temu prawu, miłość, braterstwo i poszanowanie walczyły z ludzką nienawiścią i zakłamaniem. Tu spokojnie, w atmosferze przyjaźni grano w karty. Nikt nie kwapił się do rabunkowych wypraw na sąsiednie cele. Tego było za wiele naszym Panom, a zarazem stwórcom naszych biologicznych ciał, bo większość kodów działa tylko wówczas, gdy usidlony nimi człowiek odrzuci priorytet serca. Gdy w nim będzie funkcjonowało czarne ciało emocjonalne. Zaradzono temu wymyślając sposób na przymuszenie człowieka do utrzymania stanu totalnej dysharmonii, tak jakby zakodowana w nim matryca, kodeks jego moralnych zachowań, przejęła nad nim kontrolę. Taki człowiek na stałe wprowadzał umysł w obszar emocji, topił się w świecie doczesności i znikał jako wybawiciel samego siebie.

Ze zniszczonych przez armię Mordoka światów sprowadzono na Ziemię pierwszego Kapturowca. Nazywał się BORG SOUREL, istota tak wycieńczona w swoim prawdziwym świecie iż ledwie mogła się utrzymać przy życiu. Jednak na planecie Ziemia, pozbawiona konkurencji pobratymców, natychmiast rozwinęła swoją moc. Niedostrzegalna przez ludzi, zakotwiczona w nich energetycznie, bardzo szybko stała się silna i potężna, a ponieważ Prawo zakazywało sprowadzania w świat energetyczny sił wyłącznie wrogich człowiekowi, podzieliła się ona na dwie części. Na Światło i Cień. Na dobrego i złego. Na BORGA UNTELA i SOURELA MEFISTEFELESA, którzy już bardzo potężni podporządkowywali sobie kolejnych, przeniesionych tu , pobratymców. Wyglądają oni dokładnie tak jak opisał ich we Władcy Pierścieni, Tolkien. Noszą ciemne sutanny, a ich oblicza zakrywają długie kaptury. Widać pod nimi tylko ciemność, przerażającą otchłań krainy Moora. Stosowaną przez nich technikę opanowywania człowieka nazywamy PODŁĄCZENIEM.

Podłączenie jest dwupunktowe. Idzie od strony kręgosłupa i dotyczy zawsze dwóch z siedmiu głównych centrów energetycznych. Jedną nicią czerpią energię, a drugą sterują psychiką (odcinając ją od świadomości). Interesuje ich tylko niskowibracyjna energia tworząca się z bólu, cierpienia oraz ze złości, agresji i wyższości (dominowania). By tak się działo wpływają na ludzkie myśli, tak nimi sterując, by człowiek popadł w jedną ze skrajności, albo wpadł w egzystencjalny stres i zawiesił się w niemocy, albo zaczął niszczyć innych w stanie permanentnego egoizmu. W obu przypadkach, podłączony człowiek, produkuje ten sam rodzaj energii.

I tak, pewnego razu, do celi w której grali w karty uczciwi właściciele kramów i wielbłądów wszedł Kapturowiec, który przez nikogo niezauważony podszedł do stolika i podłączył jednego z grających. Uczciwy dotąd człowiek, bardzo szybko wykombinował iż podmieniając karty, szybciej zbierze odpowiednią sumę na zakup kolejnego wielbłąda, a jak zostanie szulerem, to do końca roku otworzy kolejny kram. Gdy tak się rzeczywiście stało, gdy pycha rozdymała jego serce, gdy stał się najbogatszym człowiekiem w celi, przejął władzę nad dawnymi kumplami i uczynił z nich swoich niewolników. Stało się to, do czego zmierzali strażnicy. Wychowani w cnocie ludzie stali się ofiarami drapieżnika Kapturowca, który manipulując ich świadomością, odwrócił ich energetykę. Zdysharmonizowani mieszkańcy cel stali się już łatwo podatni na działanie programów. To był koniec ich marzeń o kramiku, o wielbłądzie i spokojnej w duchu, starości.

Podłączony człowiek nie zdawał sobie sprawy z tego iż zaczął postępować i myśleć niezgodnie z własną naturą. Padł łupem niewidzialnych wysłanników Ciemności. Zmienił się, pogrążył w niemocy, stracił chęć do życia i znalazł się na samym dnie. Gdy jego zmęczony wzrok spoczął na kolorowych stronach, reklamujących sukces, czasopism, gdy przyjrzał się dorobkowi swojego kolegi z klasy, którego dzieci opływały w dostatki, jego złamany umysł zaczął ulegać diabelskiej presji i podnosząc pięść w górę, ów schwytany w pułapkę człowiek, stawał się tym, czego sam do tej pory nienawidził. Wcielonym złem dla innych. Byle tylko zniknął głód i widmo życiowej porażki, byle tylko zaczęli podziwiać go ci, którzy do tej pory z niego drwili, byle tylko nie musiał cierpieć. A myślenie i wina? Od czego był Kościół i judaszowskie srebrniki, za parę groszy na tacę, zyskiwał wspaniałe chwile iluzji. I staczał się w ten sposób coraz bardziej, nie wiedząc, że ciemne siły szykują dla jego duszy, nowy dom po śmierci.

Ponieważ Kapturowców jest bardzo mało, po wzrośnięciu w siłę, swoimi sposobami, sprowadzili do pomocy z innych wymiarów, DEMOLOKI. Upiorne, ginące w swoim świecie postacie, które po mistrzowsku wyręczyli Kapturowców w pracy z podłączaniem. Demoloki mają też tę zaletę, że nie mają osobistego życia, a jedynym ich marzeniem jest pławienie się w ludzkich emocjach. Żyją jak nietoperze, zawieszeni w grotach, przycupnięci jeden obok drugiego niczym martwe stworzenia. Przeżywają świat ludzi poprzez nici, którymi związali się z podłączonymi przez siebie istotami. Demoloki wyglądają jak rachityczne cienie z nieco powykręcanymi rękami. Nie widać żadnych szczegółów ich postaci, tylko oczy bez źrenic, jasnoniebieskie, czerwone lub białe. Wyglądają upiornie. Często ludzie odbierają ich obecność czując zapach mokrej ziemi lub zgnilizny, choć w tym ostatnim przypadku może to być świadectwem obecności sił demonicznych.

Jak powiedziałem, Demoloki żyją w przestrzeniach przypominających podziemny ciąg grot i korytarzy. Skupione na swojej niszczącej pracy, rzadko się tam poruszają. Czasem można trafić do ich przestrzeni podczas wewnętrznych widzeń, ale mało kto jest zdolny to właściwie ocenić, gdyż są to obszary wypełnione hologramami unicestwionych światów i przypadkowy wizytator pomyśli raczej o innych planetach, niż o rozciągającej się opodal, strefie mroku. Raz byłem świadkiem załamania międzywymiarowego, gdy taka przestrzeń zaczęła się wyłaniać w tej rzeczywistości.

Przerażeni ludzie jednego z blokowisk w Gliwicach podejrzewali, iż mają do czynienia z jakimiś satanistycznymi praktykami. Gdy przybyłem na miejsce, okazało się, że czasami widocznymi stawały się nie tylko ciemne postacie, ale i fragmenty jakichś dziwnych konstrukcji, które były niewątpliwie owymi holograficznymi obrazami, za którymi przepadają owe siły. Gdy uruchomiłem krąg zamknięcia, zjawiły się Demony i Kapturowiec, który osobiście analizował przyczyny przenikania się światów. Widać i im zależało na dyskrecji.

Zwyczajowo każdy Demolok ma na głowie jakby telewizorki, które są niczym innym, jak tylko oczami i myślami kilkunastu schwytanych ludzi, których tylu każdy Demolok prowadzi. On doskonale wie w jakiej sytuacji znajdują się ci ludzie. Jaki są ich zamierzenia, uczucia i aspiracje. Wie i umiejętnie je przekształca, podsycając te, na których mu zależy. W odpowiednim momencie, wymagającym jak najmniejszego wydatku energetycznego, wpływa na ludzkie zachowania poprzez sterowanie ich świadomością. Człowiek praktycznie nie ma żadnych szans na wymknięcie się z tej ubezwłasnowalniającej pułapki. Popada w uczuciowy marazm ze wszystkimi otaczającymi go ludźmi, a opanowujące go destrukcyjne egzystencjalne myślenie uruchamia działania, którym nie potrafi się już sam oprzeć. Stacza się w człowieczeństwie nie wiedząc, że tylko część z tego co robi, wynika z jego własnych dążeń.

Jednak Demoloki są zbyt prymitywne, by móc sobie poradzić z wieloma problemami jakie sprawiają niektórzy krnąbrni, dążący do wyzwolenia, ludzie. Człowiek o otwartym sercu, istota kierująca się na duchowe światło, potrafi w chwilach szczególnych wykrzesać w sobie moc, która zrywa demolokiczne podłączenia. Wtedy są wzywani Kapturowcy. By sobie oszczędzić pracy oni sprowadzili Demony. Jedyne istoty mogące się w tym świecie materializować. Wypełniono nimi lukę, jaka w kwestii mocy energetycznej, istniała między Demolokami, a Kapturowcami. Demony to specjaliści. Pochodzą z różnych światów i są jakby najemnikami. Dzielą się na wiele frakcji, z których każda szkoli się w jakiejś specjalności. Gdy staną one na drodze człowiekowi, praktycznie nie ma on żadnych szans na wyrwanie się z sieci zła.

Często, zupełnie błędnie, mówi się o opętaniu demonicznym mając na myśli opętanie przez ludzką duszę. Gdy Demony przygotowują atak, nic się ich siłom równać nie może. Wysiłki duszy wyglądają przy ich planach jak mrówka podziwiająca wielkość słonia. Są niczym. Co innego jak ludzką duszę pozostająca już na usługach Ciemności, znajdujemy w otoczeniu jakiegoś żyjącego. Wówczas ściera się on ze słabą energetyką ludzkiej duszy, lecz siła kierującego nią promotora jest zazwyczaj tak ogromna, że nie ma on szansy na wygranie z pozornie słabą duszą. Świat Demonów jest barwny, lecz cel ich istnienia równie mroczny jak serce Moora. Niemniej i oni są żywym nasieniem swoich Stwórców i w obliczu Boga zasługują na szacunek. Są w Jego oczach tak samo istotni jak my.

Nie wolno ich niszczyć. Mamy prawo odpierać ich ataki, ale działania muszą być przemyślane by nie padło podejrzenie o zezwierzęcenie z naszej strony. Oczywiście ta wskazówka dotyczy Rycerzy Światła, gdyż nawet wprowadzony w nauki tajemne człowiek, w każdej chwili może być przez nich zniszczony. Dają się prowadzić tak długo, jak długo trwa proces degradacji ludzkiej duszy i jak długo ich pomoc pustoszy ten świat. Tylko Rycerze Światła mogą skutecznie odpierać ich ataki przewidując posunięcia, i umieszczać w „złotej komecie”, która przenosi ich do świata zbudowanego z EP, gdzie znajdą swój dom i schronienie przed Moorem. Wszyscy nawróceni, których osobiście nazywamy odzyskanymi.

Nie wszystkie Demony stoją po stronie Ciemności. Borg Untel pozyskał do współpracy jednego z Demonów i pozwolił mu wzrosnąć w siłę przekraczającą poziom normalnego Kapturowca. Tym to działaniem powstał pierwszy Biały Demon, a imię jego to URIAKIS, który wraz z nim przeszedł na stronę ludzkości i wraz z Uświęconymi, jak popularnie nazywa się Białych Braci, przygotowuje się do walki, jaką wkrótce stoczy na Ziemi Światło z Ciemnością. Wierne Uriakisowi zastępy koczują w pobliżu dawnego Jezusa, czekając na sygnał do walki. Gdy wzrośnie jego moc, zaczną zamykać przestrzenie wokół Jasnej Płaszczyzny nie pozwalając na jej niszczenie.

Reasumując, Demoloki są pierwszym szeregiem podłączeniowców. Gdy człowiek osiągnie, otwartym sercem, moc duchową i zerwie ich podłączenie, przychodzą siły demoniczne i robią to samo, ale dużo skuteczniej. Arsenał dostępnych w tych działaniach środków, mają ogromny. Od niszczących artefaktów począwszy, a na utworzeniu strefy mroku, skończywszy. Jeśli wtedy taki człowiek zbierze się w modłach na tyle, by bijąc pokłon Bogu, wciąż być w stanie słać słowo miłości w świat, wówczas przychodzą Kapturowcy. Pracują od poziomu 9 (moc zaświetlna) do 14 (moc pustki).

Jeśli jakimś cudem, z ich szponów, wywinie się jakiś wyjątkowy mistyk, wówczas do gry wchodzi „przeklęty”, czyli wódz Kapturowców. Do niedawna był nim Borg Untel. To on osobiście podłączył Sai Babę, mamiąc go boską mocą i kusząc seksualną dewiacją. Od tej chwili wszystko przez Sai Babę materializowane pochodzi z EP i jest duchowo radioaktywne. Nadto nad umysłami wielu odwiedzających go pielgrzymów, ciemna moc przejmuje całkowitą kontrolę. Ten sam proces obserwuje się u zwolenników Moona i wyznawców wielu hermetycznych religii bądź sekt jak Scientolodzy. Uzależnienie jest całkowite i po początkowym okresie euforii, nieubłaganie przychodzi egzystencjalna zapaść.

Niestety, żaden z tak zwanych powalonych, nie zdejmie z palca, wykutych w złocie, podłączeniówek. To samo tyczy się pierścienia atlantów, który otwiera człowieka na energetyczny atak z innych wymiarów. Jeśli znajdzie się Prawy, który mimo zwodzenia, kuszenia i mamienia, mimo odcięcia od strumienia, osiągnie dzięki modłom i głodówkom, poziom uświęconego i poziom ten potrafi utrzymać, wówczas stanie się on nietykalny dla sił podłączeniowych, bowiem działają one do tego samego poziomu, do poziomu Maga w EP.

Ważne. Każde działanie energetyczne, także węzeł podłączeniowy, jest możliwe tylko w odniesieniu do energii stojących o jeden poziom niżej. Jak łatwo skonstatować, wystarczy mieć moc duchową o poziom wyższą, by zerwać określone połączenie. Rzecz w tym, że tylko garstce ludzi w historii tej cywilizacji, udała się ta sztuka. Gdy Białe Braterstwo uczyło mnie (Zbyszka) zrywania tego typu węzłów, na Ziemi było zaledwie 73 Świętych i żaden nie należał do Kościoła Katolickiego, a więc ludzi mogących zrywać demoniczne podłączenia i tylko jeden o mocy przekraczającej potęgę „Przeklętego”.

O co w tym wszystkim chodzi? Uświęcony jest w stanie zerwać każde połączenie. Jeśli odłączony człowiek utrzyma się w strumieniu czyli będzie pracował nad sobą, żadna siła nie będzie w stanie potrójnie go zniewolić. Jeśli, na dodatek, taki człowiek miał szczęście spotkać Uświęconego, któremu Góra nadała prawo usuwania węzłów karmicznych, to po ich wykasowaniu, zostanie w nim uruchomiona naturalna duchowa energetyka (moc, z którą się tu zeszło). Nie tylko odzyska on normalną ilość nici, ale może nawet utrzymać w sobie kanał bratni o czym będzie za chwilę.

Wypadnie z przeznaczenia i samym swoim życzeniem będzie budował własną przyszłość, Nadto wytwarzany przezeń potencjał energetyczny, ogrzeje pola energetyczne stykających się z nim ludzi i będzie skutecznie zaburzał prawidłowe funkcjonowanie szarej strefy i co dla nas istotne, jako prawy człowiek, mocą swego ducha, umiejętnie oprze się atakom energetycznym ludzi pozostających na usługach sił Ciemności. Jako jedyny da odpór ich egoizmowi, udowadniając, że mocą Światła także można przeistaczać ten świat. Z jego ust popłyną słowa nadziei, a siła serca porwie innych do tańca wolności.

Oczywiście nie jest to takie proste. Siły Ciemności to rozbudowana struktura, to armia, która pochłonęła wiele światów dysponując technikami, które niemal każdego Świętego potrafią zwieść na manowce. Jedyną ochroną przed ich niszczącymi zakusami jest trwanie w prawdzie, uważność i ustawiczne wsparcie Góry. Tak po jednej, jak i po drugiej stronie istnieją siły zgrupowane na wielu poziomach energetycznych. To co zwyczajnego człowieka przyprawia o zawrót głowy, jak na przykład atak Demonów, Świętego w ogóle nie zainteresuje. Na tak wątłe energetyczne istoty, nie zwraca on uwagi. Wzrastając we własnej mocy, zaczyna się ścierać z mocami, którym Aniołowie, Archaniołowie, Cherubini, a nawet Stwórcy, nie są w stanie się oprzeć tu w tych niskich wymiarach.

Wiemy z jak wielkim zdziwieniem mogą spotkać się te słowa. Wielu natychmiast, zapewne zapyta, jakimże to prawem zwyczajny człowiek, nawet obdarzony duchową mocą, jest w stanie przeciwstawić się zakusom jakiegokolwiek Stwórcy. Ano takim, że sprzątanie zarządził Ojciec, czyli Bóg, który powołał do życia trzynastego Arlona, który przygotowuje przestrzenie dla odzyskanych, który stojąc przed Szatanem i będąc równym Panu Przeciwieństw, wnika w te obszary poprzez działanie Jana i Zahabiego, a jego potędze nic się przeciwstawić nie może. Jego imię to ZOLAK.

Prowadzony przez niego człowiek pod koniec 2007 roku stał się Brrem, czyli Arlonem, Panem Przeciwieństw. Zdając przed nim egzamin, zasłużył sobie na prawo nieingerencji ze strony istoty niemal równej Bogu (w odniesieniu do tego wymiaru i w aspekcie walki o wolność ludzkiego Ducha). Można powiedzieć, że w czasie sprzątania zrodziła się potrzeba wsparcia z poziomu wyższego niż poziom Stwórcy i poziom Arlona, która scaliła się w zindywidualizowaniu 13 Arlona, dzięki czemu ustały ataki idące na Hattiego z tychże poziomów istnienia. I zrozumieli wtedy wszyscy, że wola Ojca jest wszystkim.

Poprzez zindywidualizowanie i zaistnienie 13 Arlona nie zostało zakłócone PWW, a symbolem jego światła jest Piramida Zachabiego, wypełniona eksplodującą mocą zmian, co wygląda jak nieskończenie przepiękne, elektryczne, wydobywające się z jednej jej ścian poprzez biały krąg Energii Jedynej, Światło. I czy powołał Zolaka zamysł zrodzony w umyśle Jezusa, czy też powstał w Zasadzie, nie ma to odniesień do naszego ustawienia w tej sprawie. Prawdziwa moc Zolaka nazywa się Mocą Przemiany i tylko jeden człowiek na świecie, jak dotąd, potrafi korzystać z tej mocy. Można też odczytać jego poziom duchowy w tej energii, choć jest ona indywidualnie zdefiniowanym wibracyjnie, zlepkiem Energii Boskiej, Jedynej, Przeciwnej i tzw. mocy. Moca przemiany wibruje Czarny Krzyż, Krzyż Jezusowy, który umieszczono w piramidzie Zolaka, piramidą strachu dla tych co są przeciw Prawu. Dostęp do niej będzie miało tylko sześciu Budowniczycvh. Moor, Zachabii i Zolak są jednymi z sześciu synów Ojca, którzy w pełni korzystają z ojcowskich przywilejów, przez co Góra nazywa ich sprawiedliwie, Bogami. W poziomach boskich, ich Prawo jest równe Prawu Ojca.

4. Szara strefa kontra Jasna Płaszczyzna i Rycerze Światłości

Z poziomu przestrzeni duchowych, Ziemia wygląda ponuro. Jak kawał materii spowity gęstymi, ciemnymi chmurami, przez które nie może przedrzeć się żaden wzrok. Naszą planetę otacza szara strefa, która rozpościera się do wysokości 20 km ponad jej powierzchnię (mówimy o przestrzeni energetycznej). To obszar niebezpieczny dla wszelkich duchowych istnień powstałych z EJ. Nie ma tu wglądu żadna anielska siła, o ile jej osobiście nie ściągnie pragnienie duszy lub ludzka myśl. Z tym, że zabłąkana tu dusza, najczęściej wyrwana z procesu oczyszczania się, pozostając pod wpływem nisko wibracyjnych energii np. emocji, które tłumią jej dawne wspomnienia, jest pozbawiona świadomości istnienia Boga, a co za tym idzie, nie jest skłonna do odbudowywania więzi z dawnym opiekunem, z tej prostej przyczyny, że o nim nie pamięta.

Zapewne wielu słyszało o istnieniu specjalnej sekcji poszukiwawczej, która zajmuje się łowieniem tak zabłąkanych dusz. Szara strefa umożliwia wszystkim elementom sił ciemności pozostawanie w bezpośrednim kontakcie z człowiekiem. Czują się tu jak ryba w wodzie. Szarą strefę stworzył Zorg, który zajmuje się przekształceniami przestrzennymi. Dzięki niej mogła powstać tzw. ciemna sieć, która umożliwia bezpośrednie ataki na niczego nieświadomych ludzi. Zorg jest istotą z poziomu Uzraela. Tworzy wejścia planetarne, które nazywa się mocowaniem przestrzeni. Miejscem jego zstąpienia była Jerozolima. Dlatego energetyczne narodzenie się Jezusa w tym mieście, potraktowano jako wyzwanie, co znalazło swój wyraz w umiejętnym wykorzystaniu religii do wypaczenia duchowego wizerunku człowieka.

Tkaniem ciemnej sieci zajmuje się trzynastu „papierzy” (przez rz). W Polsce żaden nie przebywa. Dysponują mocą Urubela w EP i mają czwarty poziom stwórczy w EJ, mogą więc przebywać w każdym środowisku energetycznym na tej planecie, łącznie z obszarami sakralnymi, takimi należącymi do Światła. O tej ich umiejętności zaświadczają białe habity. Są one stałym elementem ich statusu, łącznie z tzw. laską śmierci, którą niszczą biały kręgosłup energetyczny, co pozwala na założenie pala (wbicie, głównie ludziom mistycznym) i jaja (między 7 i 8 kręgiem od dołu licząc co tworzy czarny kręgosłup). Zajmują się utrzymaniem klatki i działaniami, które sami nazywają, gaśnięciem światła lub wejściem mroku. Tworzą sieć kanałów czarnych i szarych. Szare utrzymują ludzi w uśpieniu, czarne są konkretnym uderzeniem w budzących się. Oba rodzaje kanałów, zasadniczo, nakładają się na siebie.

Papierzom podlegają bezpośrednio Kropicy, prawdziwi tkacze ciemnej sieci. Zakładają punkty, które na energetycznej mapie Ziemi wyglądają jak kropki. Stąd nazwa ich budowniczych. Ilość kropek na uszach stanowi o randze Kropika. Im więcej, tym ważniejsza figura. Najwyższy ma ich 27. Kropki planetarne są miejscami dysydenckimi, stajniami, bazami, skąd dalej przekształca się ten świat i uderza w ludzi. Kropikom podlegają siły demoniczne, kapturowe i sami Alkrykowie. Tu się wszystko planuje. Kropki mają swoją czteropoziomową hierarchię. Wbite, wstępne, mocne i aktywne. Najmocniejsze z nich czyli wbite, rozgałęziają się na 27 nastepnych, te z kolei na 13 – 27 mocnych, z których powstaje dowolna liczba kropek aktywnych, czyli stref mroku, z których atakuje się konkretne obszary ludzkiej świadomości i przestrzenie duchowe od strony energetycznej. Siły kapturowe i demoniczne pozostają na usługach Kropików aktywnych dziś.

Demoloki są bracią, która niczym szarańcza jest wszędzie i działa pozornie na własny rachunek. To prymitywna mas, rasa, która trzyma człowieka w niemocy duchowej i energetycznej. Demoloki zasiedlają najniższe poziomy kanałów wypływających z kropek aktywnych. Właściwie to precyzyjniejszym będzie sformułowanie, że ich indywidualna sieć nakłada się w punktach skoku, na ciemną sieć. Kropki mają bardzo wysoką radioaktywność duchową. Jeśli przyjąć, że standardem jest geofizyczne promieniowanie tła szacowane na 100%, to wartości te w strefie mroku są przekroczone 7,5 krotnie, w kropce mocnej 10 krotnie, we wstępnej 12,5 krotnie, a we wbitej aż 15 krotnie (negatywnie). Miejsce gdzie przejawia się obecność Zorga, podnosi te parametry do 23 razy.

Dlatego schodzący Jezus miał w sobie tylko EP i Boską bo Jedyna została by natychmiast zdezaktywowana. Działający w kropkach ludzie zawsze pozostają na usługach sił ciemności. Ktokolwiek wejdzie do takiego obszaru, zostanie złamany. Dla przykładu, gmach polskiego rządu jak i Holywood, znajdują się w strefie mroku, Watykan w kropce wstępnej, a Pentagon w kropce wbite. Wnioski nasuwają się same.

Od punktów aktywnych ciągną się kanały, poprzez które kieruje się wybranymi ludźmi. Pierwszy szereg tworzą „pokonani” , ludzie pozostający w strumieniu EP. Drugi stanowią „podłączający”, poprzez których podłącza się, nieświadomych, kolejnych ludzi. Najczęściej podczas religijnych, ezoterycznych czy też systemowych inicjacji. Trzecim są „prowadzeni”, poprzez których idą linie wymiarowe i działania niszczące ludzi ukazujących potęgę światła. To armia programująca. Prowadzeni nie muszą pozostawać w strumieniu EP. Często nie zdają sobie nawet sprawy z tego, że są tylko przejściem, mostem wiodącym do bardziej uduchowionych braci (na skali 1 tacy ludzie mają 0 w EJ i w EP). Ale to właśnie oni stanowią żywe potwierdzenie skuteczności działania matrycy (jelitowej). Ich ogólnie akceptowana, oparta na programowaniu, logika, potrafi rozłożyć każdy koncept lub zdyskredytować kampanię każdego prawego. To oni są twórcami ograniczeń i przestawiaczami energetyki. Poprzez ich fizyczność zajmowane są ,w atakowanych ludziach, linie wymiarowe w kratce i lusterkach (skala 19) dzięki czemu sterowanie ludzkim myśleniem, od strony wewnętrzno-energetycznej, jest dziecinnie łatwe. Dzieje się tak dlatego, że łączą ich z obrabianymi ludźmi nici, będące tu bramami do linii wymiarowych i lusterek.

Wystarczy zajęcie trzech linii wymiarowych w poziomowaniu, jednej w pionowaniu i jednego lusterka, by zaczęła się gwałtowna interwencja energetyczna doprowadzająca do stałej dysharmonii. Scenariusz jest prosty. Prowadzony atakuje modyfikowanego poprzez słowo, które formą introspekcji wywołuje określone skojarzenia, przez co uaktywnia się matryca fabrykująca emocje rozregulowujące całą energetykę, dzięki czemu łatwo już przejąć linie wymiarowe i zablokować lusterka. Moc duchowa drastycznie spada, negatywne myśli kołaczą się w głowie, a dysharmonia otwiera powoli swoje podwoje do wejścia EP. Nici padają, cele się sypią, tumaniony człowiek popada w egzystencjalną depresję lub jest rozbijany duchowo z akcentem położonym na podłączenie. Czasem sam staje się elementem niszczącym Światło w tym wymiarze. Jako tuz wyrasta ponad innych, staje się wielkim dyktującym innym co mają robić i jak myśleć, dusza zaś umiera. Matryca wyraża się całkowicie w jego myśleniu i to co społecznie słuszne, choć duchowo kalekie, usprawiedliwia od tej chwili wszystkie jego słowa, czyny i myśli choćby pochodziły z przeciwnego źródła mocy.

Prowadzeni wespół z podłączonymi robią dywersyjną robotę wokół każdego Prawego, prędzej czy później go łamiąc lub dyskredytując efekty jego pracy. To samo stało się z Jezusem, którego pracę obrócono w niwecz, przeciwko jemu samemu. Podłączający sami nie muszą być podłączeni. Częstokroć sami ochoczo stoją po stronie Ciemności, upatrując w tym mariażu własny interes. To mistrzowie iluzji i programowego słowa, którzy każdego potrafią przekonać do swoich idei. Łatwo wtapiają się w energetykę zniewalanego człowieka, potrafiąc kodować go ograniczeniami na aż 40% własnych celów.

Podłączających dzielimy na „sterowników”, „edukantów”, „miłośników” i „zakulisowych”. Pokonani (od 6 poziomu stwórczego) mają zajętych co najmniej 5 wymiarów w poziomowaniu, 3 w pionowaniu i zablokowane 4 lusterka. Po tym ich poznać. W przeciwieństwie do reszty szarej braci, zawsze kieruje nimi ciemny strumień i są odcięci od naszych sił wyższych, choć często mają jeszcze jakieś zakotwiczenie w EJ. Pokonani, czyli już od 9 poziomu stwórczego nie istnieją w EJ. Na tym poziomie często Kropik osobiście wstępuje w pokonanego. Nazywa się go wówczas Strażnikiem Ciemności. Od 11 poziomu stwórczego, pokonany jest stale w służbie Mroku, a jako Mag przekształca te przestrzenie pod kątem jego energetycznych dążeń.

Ustawienie energetyki czyli czakramów i kratki zabezpiecza przed atakiem energetycznym od wewnątrz, ale nie przed słowną manipulacją i siłą biopola, które wręcz miażdżą energetyczną zborność człowieka pozostającego w EJ. Jeśli ów nie pokona własnych progów niedoskonałości od pokochania siebie po współtworzenie, wystarczy chwila nieuwagi, a powstająca w nim negatywna myśl zatopi jego harmonię w morzu animozji, niechęci, wewnętrznych sporów i lęków. Czasem jedno, celnie trafione zdanie, potrafi wydobyć z niepamięci taki potok żalu, iż nic już nie jest w stanie utrzymać, w takim człowieku, równowagi. Jedyną obroną przed taką formą ataków jest ustawiczne tkwienie w miłości do każdego, przepracowane wybaczenie i współodczuwająca postawa.

Nim przejdziemy do dalszego analizowania ciemnej sieci muszę na chwilkę zatrzymać się przy energetycznym kręgosłupie. Temat ten poruszany był na warsztatach więc nie wymaga szczegółowego omawiania. Wystarczy wiedzieć, ze oprócz systemu nerwowego, istnieje nakładający się nań system energetyczny, który łączy człowieka poprzez 12 czakr i strumień ze Stwórcą, miejscem zrodzenia duszy ludzkiej. W miarę duchowo-energetycznego wzrostu, aktywizują się w niej coraz wyższe czakry (w każdej cząstce człowieka co symbolizuje kratka, a co wygląda jak rozproszenie), co jako Prawo symbolizują koronne promienie. Energia modulowana, którą każdy z nas od dzieciństwa pomnaża, wysokimi wibracjami jest unoszona do naszych obszarów duchowych.

Nie wszyscy jednak wiedzą, że w kręgosłupie istnieje też zawiązek ciemnego systemu energetycznego, tzw. ciemna struna. Jeśli człowiek przepuszcza energię modulowaną przez matrycę, nurzając duszę w znieprawieniu, wytwarza się wtedy ciemny system energetyczny, odcinający takiego człowieka od strumienia w EJ. Taki system blokuje 7 czakr głównych i kończy się na szczycie głowy (albo blokuje cząsteczki będące w rozproszeniu). Ponieważ energia modulowana ma tu nisko wibracyjny charakter, jest powinowata EP, rozprasza się wprost nad głową takiego człowieka, stale zasilając szarą strefę. Energię taką zbierają wtedy specjalne istoty i gromadzą w zbiornikach tuż obok ludzkich siedzib. Z reguły co miesiąc lub dwa, zbiorniki są opróżniane.

W przypadku osób podłączonych, siły podłączające same odprowadzają do zbiorników nadwyżki nisko wibracyjnej energii zła. Nie daj Boże zbudować, w miejscu takich zbiorników, dom. Ciekawy jest sam proces tworzenia ciemnego kręgosłupa. Kapturowcy składają w człowieku jajo (to jest 3 i 4 krąg), lepiszcze, które po wypuszczeniu kiełka w kierunku ciemnej struny (8 i 9 krąg) powoduje jej wzrost, który nazywa się zstąpieniem z drogi do Światła. Jest możliwe dopiero po zablokowaniu trzech luster od dołu licząc i po spadku mocy do 4 poziomy stwórczego w EJ oraz zaliczeniu takiego samego poziomu w EP. Jajo, czyli jądro ciemności, to akumulator matrycy, a jednocześnie coś w rodzaju magnesu przepuszczającego energię modulowaną poprzez kierunkowe zapisy. Gdy zaczyna pulsować, człowiek automatycznie staje się wyznawcą „lewego prawa”, siewcą ignorancji, niezgody i przyszłym źródłem prawdziwego zła.

Jądro ciemności kasuje dopiero pełna moc świętego, inaczej jego inkubacja trwa, stale zwyradniając komórki ciała energetycznego w EJ. Człowiek bez jądra ciemności nazywa się obrabianym, a z jądrem, zapłodnionym. Od tego momentu do końca życia, musi toczyć wewnętrzną walkę ze swoją drugą, domontowaną przez Ciemność, naturą. Naprzemiennie produkuje dwa rodzaje energii i i trudno mu się wznieść na wyżyny duchowej świadomości. Ogłupiany lewym prawem, niewolony energetycznie, dogorywa w czeluściach egzystencjalnej niemocy, ani nie podejrzewając, iż żyje nie swoim życiem. Tak to Ciemność zabija marzenia wolnej od ograniczeń duszy.

Gdy czarny kręgosłup zablokuje czwarte lustro, serce się zamyka i w jego dawnym energetycznym korycie zaczyna płynąć prąd śmierci, coraz łatwiej pokonując opory Ducha. Ciemna moc dostarcza takiemu człowiekowi niebywałej siły, dzięki czemu ów z łatwością pokonuje życiowe zakręty, ale postępująca degradacja świadomości i duszy z wolna kasuje zapis w archiwum zrodzenia, zapowiadając nieubłaganie nadchodzący koniec przynależności do świata opartego na PWW, a czasem staje się najgorsze bo i dusza i Duch idą na zatracenie.

Czas najwyższy byśmy wrócili do omawiania szarej strefy i jej związku z ciemną przemianą. Wiemy już, że ukryte w ludzkim DNA kody wytrącają go ze strumienia w EJ, przez co staje się on na poły ślepy i bezrozumny w swoim postrzeganiu świata. Bombardowany programami, urabiany przez wypaczoną machinę społeczną, łatwo daje się wmanewrować we wszelkiego rodzaju modły i prawidła. Szuka dróg do dominacji, do przewodzenia, do zaspokajania potrzeb, na które w innej rzeczywistości w ogóle nie zwróciłby uwagi, ale które tu i teraz zmuszają go do pracy ponad siły i zatracania swego naturalnego wizerunku. A gdy zacznie coś podejrzewać, gdy skieruje swoją uwagę na własne serce, pochwyci go w swoje szpony, sekciarstwo, kościół i ezoteryka oraz błędne gdybanie o wartościach, które są iluzją.

Czy zauważyliście, że żadna ze szkół tzw. rozwoju duchowego nie operuje nawet definicją duchowości? Bąkają coś o Bogu, ustalając jego definicję siłami umysłu, o wartościach wyższych, o poświęceniu, słowem orbitują wokół klocków zbudowanych z programów, na których popisano coś o tajemniczej pracy z sercem i poświęceniu. I nikt, dosłownie nikt, nawet najlepszy prozaik Osho, nie wspomina ani słowem o tym, co tak naprawdę stoi ponad tym wszystkim, jaki jest cel tych zmian i jaki jest powód naszego przyjścia na ten świat. Iluzja goni iluzję, ale za tym wszystkim stoi domniemane odrzucenie indywidualnego szczęścia na rzecz dobra ogólnego. Gdy każdy odrzuci swoje szczęście to jak całość może być szczęśliwa? Przecież wystarczy by każdy zadbał o własne zadowolenie, by wszyscy raczyli się rozszalałym ze szczęścia sercem, by świat przybrał postać Raju. Ponieważ to zbyt proste więc program nakazuje być ostrożnym, a siły ciemności skutecznie dobijają tych, których nie zmamiła hollywoodzka moda i nie zgubiło pomieszanie języków.

Szara strefa to cyrk z woalką prawdy, gdzie zwodzi się każdego Prawego. To świat, gdzie tylko w EP można zachować ogromną ilość nici i poziom duchowy gwarantujący zdominowanie drugiego człowieka. Nie dziwota więc, że światem rządzą zwyrodnialcy, którzy poza swoim interesem, żadnego dobra ogólnego nie widzą, choć o nim na okrągło mówią. Rządzą poprzez strach, ogłupianie i energetyczne zniewolenie. Za nic mają ludzki życie i ludzką ewolucję. Tworzą prawa złożone ze zlepków oprogramowania, którym nowocześniej, na miarę współczesnych czasów, podporządkowują sobie ludzi.

Sprawa wygląda tak, że kierujący się sercem ludzie, statystycznie nie mają żadnych szans na odnalezienie się w tym życiu. Pokancerowani energetycznie cierpią niedostatek. Są bici, wykorzystywani i w rozlicznych wojnach, zabijani lub wzajemnie się zabijający, ale zostawmy ten temat do głębszych przemyśleń, kiedyś. Idźmy pobocznym torem.

Padło przecież słowo Jezus. Tyle tylko, że za czasów Jezusa nie wiadomo było jeszcze jak walczyć z ciemnymi siłami. Jezus wskazywał na potrzebę utrzymywania harmonii w jedności ze światem poprzez otwarcie serca na całość. Niczego więcej dokonać wówczas nie można było. Aż pojawił się kolejny Posłany, który w walce o samego siebie, zerwał wszelkie nałożone na siebie kajdany i w kręgu ognia wypalił diabelskie kody. Modląc się i poszcząc, zapominając o ziemskich powinnościach, osiągnął w końcu to, co zapoczątkowało cały proces wyzwolenia, osiągnął moc uświęconego i stał się uczniem Białych Braci. Podłączony do złotego kręgu, korzystając z mocy Białych Braci, zaczął zrywać pęta krępujące innych ludzi i zabezpieczać ich przed założeniem kolejnych. Przyszedł ten, który dwa lata temu scalił się ze swoim lustrzanym odbiciem, czyli Borgiem Untelem, a właściwie jego częścią, czyli Untelem Mefistofelesem, przez co pojął całą machinę degradowania ludzkości na tej planecie. Zaczął nauczać i szkolić Rycerzy Światła, którzy z wolna podejmują trud walki o wyzwolenie nie tylko człowieka na planecie Ziemia, ale i całego, stworzonego przez Lenariego, Multiwersum.

Podpięci pod wszystkie poziomy stwórcze Rycerze Światła, odpierają ataki sił demonicznych i kapturowych, z którymi żaden karmiczny człowiek, zetrzeć się nie jest w stanie, a także ataki wyższych sił ciemności. Dźwigający boski oręż artefaktów, ludzie ci nie pochodzą z tego świata, ale zostali nań sprowadzeni przez Najwyższego, który wolą Jana przemienia cały ten świat. To Schodzący i Powróceni, czyli jedyni ludzie zdolni do utrzymania w sobie światła, mimo najróżniejszych ataków ze strony sił ciemności. To właśnie na nich spoczywa cały ciężar utrzymania zmian jakie Hatti bez przerwy wprowadza, łącznie z największym duchowym wydarzeniem jakie będzie miało miejsce (podane daty likwidacji czakramów Ziemi).

Zapewne pamiętacie, że czakramów Ziemi nie jest 7, a 31 (lub 33 w zależności od metodologii). Prostując wypowiedź nawiązującą do niedawnych wydarzeń dopowiem tylko, że Ziemia zmieniła się i już było ich 32. Za zgodą Góry, jeden z czarnych kanałów został na początku tego roku (wiele lat temu od 2020 r.) zlikwidowany, a w jego miejsce wstawiono kolejny czakram czysty. Od tego czasu okolice Poznania można uznać za jedne z najczystszych regionów na kuli ziemskiej.

Hatti, takie jest moje imię duchowe, przyniósł ze sobą nie tylko Jasną Płaszczyznę, ale i Kwaka czyli potencjał likwidujący kropiki wbite. W tej chwili (kilkanaście lat temu od 2020 r.) nie potrafię jeszcze wyrugować energii skupionej wokół Sai Baby i Zorga, ale to tylko kwestia czasu. Wciąż uczę się pod przewodnictwem Białych Braci w mieście Orin i wzrastam w mocy. Do niedawna, bliski mi mocą był Uświęcony z Malezji. Niestety kilka dni temu umarł, o czym przyszedł mnie powiadomić. Szczerze mówiąc niewiele wiem o jego pracy, a i Góra milczy na ten temat.

Reasumując, pewnego dnia zostaną scalone w jeden strumień wszystkie czyste czakramy. Rozgrzany strumień wytworzy w szarej strefie otoczkę będąca skuteczna jej przeciwwagą. Otoczka ta zablokuje także wszelkie oddziaływania kosmosu (negatywne) na struktury energetyczno-duchowe człowieka, przez co padnie astrologia, a człowiek nauczy się w końcu odpowiedzialności za budowanie własnej przyszłości. W tym samym kontekście wróżbiarstwo przybierze szatę doradcy życiowego, czyli instrumentu wskazującego najbardziej korzystny układ wydarzeń, które człowiek będzie wybierał wedle własnej woli. Na 1/6 obszaru Polski zostanie sprowadzona Jasna Płaszczyzna i w tym obszarze, żadne dotychczas niszczące człowieka siły, nie będą w stanie się przejawiać. Powstanie pierwsza w historii ludzkości, enklawa wolna od działania sił ciemności. Pojawią się pierwsi Prawi, pierwsi ludzie o energetyce wolnej, a utworzonej z EJ, którzy z czasem ustala nowe prawa, jakie staną się po latach, wzorem dla całej ludzkości.

Moi uczniowie, których będę prawdopodobnie szkolił będą tworzyć ośrodki, do których będą się zjeżdżali ludzie z całego świata, chłonąc nie tylko nauki, ale i uzyskując zdrowie i energetyczne wyzwolenie. Polska stanie się inicjatorem odbudowy duchowości na tej planecie. Cała walka z iluzją i zepsuciem, która zmieni 70% praw energetycznych tego świata położy kres instytucjom kościelnym, dając prym świątyniom, oraz odchwaści całą ezoterykę, która poprzez komercjalizację dawno straciła swój prawdziwy charakter.

W 2062 roku padnie Watykan, dzięki czemu człowiek zrozumie, że nic nie zwolni go od pracy nad własnym sercem. Że żaden przekupiony człowiek ubrany w szaty kapłana nie zwolni go od pracy nad zaniechaniem czynienia zła, a w 2071 roku wszyscy Polacy odmówią noszenia broni (systemowo) dzięki czemu znajdą się fundusze nie tylko na likwidację bezrobocia, ale i na nowe mieszkania dla biednych. Powstanie w naszym kraju Raj, który potem cały świat będzie naśladować w swoich ustawowych wyborach. Powstanie też pierwsza w historii partia Prawych, która będzie tworzyć fundamenty polityczne i gospodarcze nie podług własnych interesów, ale wedle praw duchowych, które w ciągu 600 lat przemienią ten świat w oazę spokoju i szczęścia.

Teraz już wiecie dlaczego przepowiadano naszemu krajowi przewodnictwo w procesie zmian o geopolitycznym charakterze. Nikt jednak nie wspomniał, że to właśnie tutaj znajduje się prawdziwe miejsce zejścia Jezusa, albo raczej Jana. Także tutaj znajduje się najważniejsze miasto astralne – Orin, które łączy kanałem ten świat ze sobą i z piramidą strachu (symbolem Zachabiego) dla tych co są przeciwko Prawu. Za 400 lat przyjdzie na świat ostatni Powrócony i od tego czasu ludzie karmiczni sami już sobie poradzą. Powstanie nowy ład, nowy świat, nowy dom, gdzie nikt nikogo nie zabije, nie zgwałci i nie sprzeniewierzy jego duszy i szczęścia za funt diabelskiej sierści.

Pamiętajcie też, że wyzwolenie ludzkości zależy od zmian w czterech obszarach aktywności. Ja zajmuję się tylko wojnami energetycznymi. Inni będą pracować nad układami pozwalającymi nam zaistnieć na forum cywilizacji kosmicznych, gdzie nasze interesy reprezentuje, o ironio, jedna z cywilizacji nas dotąd niszczących. Ich ruch zależny jednak jest od moich posunięć na dziś, gdyż tylko dzięki nim może wzrosnąć ponad bazowo, duchowa świadomość naszego gatunku. O dwóch pozostałych działaniach (ich obszarach) nic nie wiem, poza tym, że jeden związany jest z duszą tej planety (odradzanie się przyrody). I żeby nie brnąć w ezoteryczną iluzję, nie tworzę żadnej hierarchii, odwrotnie. Uczę każdego stać się Bogiem samego siebie, który w mistrzostwie własnego życia sam zawalczy o spełnienie. Także Kościół przyszłości będzie miał jedno imię – Orin, ale to będzie symbol, miejsce na wolnej przestrzeni. Urządzenie, które przemieni energetykę całej Ziemi, a które, minutę przed czasem zero, uruchomi sam Jezus.

Bowiem waszą świątynia jest cała Ziemia. Góra, morza, lasy i jeziora oraz oczy wszystkich napotkanych istot, bo w nich zawarta jest istota Boga. Bo Bóg poprzez te istoty doświadcza snu własnej egzystencji, a waszym przejściem w zaświaty nie są instytucje i samozwańczy guru, ale wasze skromne, pełne mocy, serce. Ale to dopiero świadomy siebie człowiek jest w stanie takie rzeczy zrozumieć.


Powrót do spisu treści