Powrót do spisu treści

ODDZIELENIE

Ludzie toczą różne gry by żyć iluzją tego czego nie ma. By nią żyć potrzebują tych, którzy tę iluzję potwierdzą jako prawdę. Nie uwierzysz w iluzję, czyli w to co chcesz stworzyć jeśli ktoś ci tego nie potwierdzi (iluzja wynika z potrzeb i paradoksalnie gdyby nie było drugiego człowieka nie byłoby iluzji). I za to są gotowi zapłacić nie tylko pieniędzmi, ale i swoją godnością jak i własną wolnością. Iluzja to czarna strona rzeczywistości, ale mająca przewagę nad ludzkimi wyborami. Ona nawet tworzy i opisuje warunki jakie mają być spełnione by człowiek ową wolność osiągnął. Lecz nic co iluzja stworzy prawdziwym być nie może. Jest tylko materialną grą. W ten sposób iluzja tworzy kolejne poziomy samej siebie (uwikłania, zapętlenia). Ludzie nazywają to systemem lub społecznym uwarunkowaniem i ani im do głowy nie przyjdzie, że z prawdziwą wolnością i szczęściem nie ma to nic wspólnego. To jak ze ślepym, który drugiego ślepego pyta czy widziane oczami wyobraźni złote kółko to Bóg. Usłyszawszy zapewnienie wynosi się wtedy ponad innych choć wciąż siebie w lustrze nie widzi. Potem tysiące ślepców kłania się złotemu kółku, dając datki na rzecz tych, którzy w imieniu złotego kółka przekazują "ważne" treści. Kasta rzekomo słyszących asymiluje się z kastą rzekomo widzących. Potem dołącza do nich kasta rzekomo czujących, a nawet rzekomo wiedzących.

Nadchodzi w końcu chwila, gdy ktoś otwiera oczy i zdejmuje opaski i nauszniki z głowy. Ale jak tu żyć wśród tych, którzy trwają przy starych ograniczeniach. Oni nie chcą podawać ręki prawdziwie widzącemu, uznają go za wybryk natury i się go boją. Boją tego, że zabierze im świat, który mają, że zabierze im boleśnie stworzony system wartości. Za ochronę starego gotowi są zniesławić, uwięzić, a nawet zabić. Odtrącenie, to najlepsze co prawdziwie widzącego i słyszącego może spotkać, kiedy budzący się w duchu prędzej czy później staje przed wyborem - iść nową drogą czy wrócić do starych schematów. Słaba wola, mały kapitał, wiek i finanse, rodzina i przyzwyczajenia, często same nakładają ciemne okulary na twarz widzącego.

Lecz gdy siła woli jest ponad przeciętną, gdy bliższa sercu jest prawda niż iluzja, gdy dotyku Boga nie sposób zapomnieć, wtedy za głoszenie prawdy o świecie, budzący jest gotów zapłacić wszystkim, bo on już wie, że zaczyna ratować siebie, a ratując siebie, nawet jak zginie jego ciało fizyczne czy też dusza, i tak będzie ratował innych - czyli siebie. Ale mądry obudzony grą słów i przykładem innych zachęca do zdjęcia okularów, a potem wskazuje innym co czynić mają by dla dobra wszystkich nowe połączyć ze starym. By światło na jakiś czas podało rękę ciemności tworząc szarą rzeczywistość nadchodzącego jutra, a w tej szarości tworzy powoli struktury światła, do których coraz częściej będą zaglądać budzący się, by słowami obudzonych opisywać swoje serce i karmić swą uaktywniającą się wyobraźnię.

A gdy nadejdzie dzień, w którym Prometeusz na stałe rozświetli szarość dnia, wtedy ludzie postrzegą, że nic ich nie dzieliło i nie dzieli, że są nadzy i w tej nagości piękni, że nie trzeba zwyrodnieniem sięgać po to co jest za darmo - po ludzką miłość, po ludzki dotyk i po radość w doświadczaniu wspólnego. We wspólnym system nie istnieje gdyż nie istnieją jego wyznawcy. W oswobodzonym człowieku jaśnieje światło prawdy, które już zawsze przenikać będzie jego słowa, myśli i czyny, a ono nie potrzebuje potwierdzenia innych, że jest prawdą właściwą. Potwierdzenia potrzebuje wyłącznie iluzja.


Powrót do spisu treści