Powrót do spisu treści

PRAWDZIWE OBLICZE CZŁOWIEKA

Cywilizacje ewoluujące poprzez wzrost ducha zamieszkują siedem wszechświatów. Najprościej mówiąc – w jednej z ich części duch rozwija się, jednocząc umysł z sercem, w drugiej poprzez złączenie umysłu z emocjami. Te dwa wzorce są wzajemnie przeciwne i charakteryzują się odmiennym podejściem do tworzenia struktur społecznych. W naszej rzeczywistości dominującą siłą jest miłość, czyli energia o aspekcie twórczym, która poprzez radość i obecność Boga-Ojca, pozwala na ogniskowanie uwagi wprost na duchowym świetle. W światach tworzonych przez ten wzorzec panuje harmonia, braterstwo, posługa oraz wszechogarniające poczucie radości i jedności, ale bez zatracania osobniczej indywidualności. W światach, w których cywilizacje są oparte na brataniu umysłu z emocjami, głównym celem ewolucji jest tworzenie coraz bardziej wyrafinowanych struktur hierarchicznych. Nie istnieją tam wolna wola i indywidualność. Jednostka zawsze komuś podlega i nieustannie ponosi karę za niedopełnianie obowiązków. Celem życia jest wyłącznie walka o bycie najlepszym. Trud tego wyścigu nie ma znaczenia, liczy się tylko wygrana. Dominacja, agresja, całkowite zatracenie duchowości i społeczne wynaturzenie – oto przymioty tej rzeczywistości. Tak się z woli bogów złożyło, że my, ludzkość, ewoluujemy na planecie przynależnej do jednego z wszechświatów hierarchicznych. Z tego powodu mamy wszczepione w materiale genetycznym blokady energetyczne, które uniemożliwiają nam korzystanie ze zmysłów poza fizycznych, takich jak: telepatia, jasnowidzenie czy jasnosłyszenie. Poza tym zostaliśmy wpasowani we wzorce zachowań całkowicie obce naszej duchowej naturze. Zamiast łączyć serce z umysłem, jesteśmy narażeni na ciągłe wiązanie emocji z umysłem, a gdy już ktoś zaczyna się „budzić” i powoli zmierza we właściwym kierunku, ma trudności z zapanowaniem nad chaosem, jaki powodują w nim emocje atakujące tworzące się duchowe połączenie serca z umysłem. Istota ludzka (człowiek karmiczny) to cząstka Boga – duch ludzki, który schodzi w obszary nisko wibracyjne (planety), wydzielając z siebie duszę i fizyczne ciało. Cały ten proces ewolucji człowieka nosi w ezoteryce nazwę reinkarnacji, a jego celem jest doświadczanie energii emocji oraz opanowanie umiejętności właściwego, zgodnego z Prawem Wolnego Wyboru jej przekształcania (modulowania). Człowiek karmiczny uczy się tu, na Ziemi, panować sercem nad energią emocji. Po kilkunastu wcieleniach ma już z reguły czysty umysł oraz szczątkową świadomość emocjonalną i duchową. Oprogramowanie, które wzorcami myślenia i zachowania zmusza nas wręcz do określonych działań, jest niedostrzegalne i samopowielające się. Opisane jest ono dokładnie w książce Zbigniewa Jana Popko „Duchy. Kosmicznym niewolnictwie człowieka.” Oprogramowanie posiada tak doskonałą budowę, iż człowiek wierzy, że sam jest jego stwórcą, i że działanie owego oprogramowania służy jego dobru. Wierzy w to tak głęboko, że morduje braci na wojnach, że wciąż konkuruje o iluzoryczne nagrody, posyła w przestrzeń nienawiść i pomstuje, uważając takie zachowanie za swój obowiązek. Nie ma pojęcia, że owemu „lewemu” prawu można się przeciwstawić nie zbrojnie, lecz poprzez odwołanie się do swojej prawdziwej natury, gdzie wojnom przeciwstawia się siłę braterstwa, wyścigowi szczurów wzajemną pomoc i szacunek, a w przestrzeń wysyła fale miłości, a nie nienawiści. Wielu ludzi dostrzega już te różnice, wielu świadomie walczy o pojednanie serca z umysłem i dzień w dzień, godzina po godzinie, walczy z oprogramowaniem i tajemnymi siłami, które burzą most między umysłem a sercem poprzez wprowadzanie doń sił destabilizujących. Odbywa się to dzięki zmianie sposobu myślenia, ale o tym napiszę dalej. Zgodnie z zamysłem Ojca, w drodze ewolucji powstaje z nas nowa rasa, coś znacznie potężniejszego od istot kształtujących swoje osobowości na obu przeciwstawnych biegunach rozwoju świadomości. Kształtuje się istota zdolna złączyć w jedną całość wszystkie najlepsze cechy tych dwóch form ewolucji. Istota harmonizująca się z multiwersum wibracją miłosierdzia, a zarazem zachowująca indywidualność porównywalną z indywidualnością Boga. Na początku było Prawo (ilustruje je na skali poziomów stwórczych na rysunku 1, Anioł – symbol czystości i prowadzenia). Był to czas, gdy niczego jeszcze nie było. Jezus ujął to trafnie słowami: „Na początku było słowo. Słowo stało się ciałem.” Następnie Prawo zindywidualizowało się w Moc i tak powstał Ojciec – Bóg Całości. Bóg Ojciec nie jest ciałem, lecz potężną istotą duchową. Choć tak naprawdę nie jest duchem, w przestrzeniach energetycznych przyjmuje parametry duchowe.

Góra nazywa Go Prowadzącym. Prawo jest natomiast totalne, niezniszczalne i określane jako Prawo Wolnego Wyboru. Ma ono wiele składników, np. Prawo Radości, Prawo Zwycięstwa itd. Prawo objawia się nam w Prawdzie i Szczęściu. Ma ono do siebie to, że tworzy lustra. Musi bowiem wiedzieć, że jest najdoskonalsze ze wszystkiego, co istnieje i dlatego, gdy się indywidualizuje, tworzy Światło i Cień – stara się bowiem poznać samo siebie. W wymiarze kosmicznym przekłada się to na stworzenie czegoś, co towarzyszy. Tak więc w Ojcu Prowadzącym powstał zamysł stworzenia przyjaciela. Kogoś, kto będzie mu równy, z kim będzie mógł doświadczać pełni szczęścia i radości. I tak powstał Duch Święty – doskonała duchowa energia – z której wyłoniły się Nicość oraz Matka Boska (nazwa nie ma nic wspólnego z matką Jezusa). Nicość można ująć jako naczynie Ducha Świętego, w którym jest zawarte wszystko. Mimo że jest tylko energią, z poziomu Prawa może wszystko stworzyć. Gdy jakaś istota doskonaląca się tu dojdzie – tzn. osiągnie na drodze rozwoju odpowiednio wysoki poziom energetyczny – to znajdując się w Oceanie Ducha Świętego i mając w sobie zapisane odpowiednie parametry, będzie mogła z poziomu Prawa stworzyć wszystko, co tylko zechce. W Nicości bowiem zawiera się wszystko, co kiedykolwiek było, jest i będzie... Dojść do Oceanu Ducha Świętego można różnymi drogami. Nauki, jakie tu opisuję, pochodzą od Jezusa. Drogę tam prowadzącą nazwał On drogą otwartego serca. Każdy człowiek może kontaktować się z Jezusem, który przebywa obecnie w przestrzeniach energetycznych znajdujących się w pobliżu naszej planety, nazywanych miastem Oriin. W Oceanie Ducha Świętego – czyli w przestrzeniach duchowych, które wypełniają wszystko – istnieje jeden jedyny parametr: odpowiedzialność. Odpowiedzialność jest stanem, w którym istnieje Ojciec, a wyraża się On w potrzebie bycia w całkowitej radości i wolności. Nie dotrze tu nikt, kto jest pogrążony w bólu, cierpieniu i wewnętrznym zagubieniu, kto nie rozumie, czym jest radość i Prawo Wolnego Wyboru. W Oceanie Ducha Świętego powstało Kosmiczne Łono, czyli tzw. drugie zejście Ojca w nim samym. Łono jest przestrzenią, w której zrodził się Bóg Twórca. Aby Ojciec nie czuł się samotny, dzieło tworzenia całości spoczęło na Jego synu – Bogu Twórcy. Prawdą jest też, że powstała trójka takich synów, lecz dostępna obecnie wiedza opisuje tylko jednego Boga –Twórcę naszej rzeczywistości – który nazywa się Eloooohiiiiiiiiinnnn. Aby Bóg Ojciec i każde jego dziecko wiedziało, że to, co istnieje w Prawie Wolnego Wyboru, jest naprawdę doskonałe, stworzył On rzeczywistość lustrzaną (w niej również istnieje trzech Bogów Twórców). Panuje w niej Prawo Totalnego Podporządkowania i ma ona za zadanie, ukazywać wszystkim tym, co wzrastają w naszym prawie, dokonując wolnych wyborów, na czym polega zło.

Odpowiedzialność – parametr charakteryzujący Ocean Ducha Świętego, rozczłonkowuje się w Łonie, tworząc nowe parametry: odpowiedzialność, troskę, opiekę i miłość. Ktoś, kto istnieje na poziomie Łona, musi być zatem troskliwy, opiekuńczy, miłujący i odpowiedzialny za siebie oraz całość. Odpowiedzialność z poziomu Łona jest jednak mniejsza od odpowiedzialności z poziomu Oceanu Ducha Świętego. Jeśli te cztery wspomniane parametry zaistnieją (zawrą się) w jakiejkolwiek istocie, staje się ona doskonała. Każda doskonałość ma jednak swoje poziomy – inny poziom ma doskonałość ludzka, inny astralna, a jeszcze inny boska. Musimy bowiem zawsze pamiętać, że dążymy do doskonałości ludzkiej i tylko taką możemy tu, na Ziemi, w swoim życiu osiągnąć. Jak już wcześniej napisałem, nie jesteśmy w stanie osiągnąć doskonałości boskiej. Przykładem może być Jezus, który przez wielu błędnie uważany za Boga, został posłany do wykonania pewnego, określonego zadania i choć stał się człowiekiem doskonałym, boskości nie był w stanie osiągnąć. Gdyby Jezus był Bogiem, nie musiałby uciekać z Marią Magdaleną i czwórką swoich dzieci do Tybetu, nie pozwoliłby na śmierć jednego ze swoich synów, a jego wszyscy uczniowie (apostołowie) nie byliby prześladowani. Dla niezorientowanych dodam, że ukrzyżowanie Jezusa jest zręcznie dorobionym kościelnym mitem, który pozwala kapłanom utrzymywać niepodzielną władzę nad tłumem nieświadomych prawdy owieczek; władzę, która zapewnia im dominację, pieniądze i zaszczyty.

Spróbujemy wyobrazić sobie teraz, jak powstał Bóg. Omówimy poziomy boskie, które leżą poza Prowadzącym – czyli poza Ojcem, Duchem Świętym i Łonem. Bóg, będący źródłem życia, przedstawiany jest jako półroczne, piękne dziecko, w krystalicznym, czystym Łonie. Jest to wizualizacja pewnej formy energii związanej z początkiem wszystkiego, która emanuje potężną energią miłości. To małe dziecko budzi się i zaczyna wzrastać. Jest pokazane jako istota wyrastająca z Oceanu Ducha Świętego. Jako Nicość, która trzyma całą zawartość Oceanu Ducha Świętego. Ten rodzący się Bóg rozchyla swoje ręce, otwiera oczy, widzi i wie, że jest synem Ojca, a w swoim majestacie posiada pełną moc tworzenia, gdyż jest Bogiem Twórcą. Jedynym, który ma prawo tworzenia. Wszystko, co zostaje później przez Niego powołane do istnienia, nie posiada prawa tworzenia, a jedynie możliwość przekształcania nazywaną umownie stwarzaniem (stwarzaniem, a nie tworzeniem). My, ludzie również nie jesteśmy w stanie niczego tworzyć, możemy jedynie przekształcać to, co przez Boga Twórcę zostało zrobione, czyli modyfikować to, co przez Niego zostało kiedyś wykonane, i już istnieje. Podkreślam, że powyższe opisy stanowią pewien rodzaj iluzji, którą postrzegamy, wchodząc w tamte wymiarach. Jednak te powstające pozazmysłowo wizje – te objawienia – pozwalają nam poznać cząstkę prawdy i z poziomu ludzkiego pojmowania najlepiej oddają istniejącą rzeczywistość.

Wyłaniający się w Oceanie Ducha Świętego Bóg Twórca będący synem Ojca – powstałym, aby Ojciec w swojej radości nie był sam – na początku tworzy Praenergię. Jest ona pewnego rodzaju techniką, pozwalającą tworzyć coś z niczego. Z Nicości zawierającej wszystko i znajdującej się w Oceanie Ducha Świętego – tworzywa zwanego Praenergią – może powstać wszystko, co istnieje i posiada energię. Zainteresowanym nadmienię, że są na świecie ludzie, którzy przy wykorzystaniu tylko sobie znanych metod mają dostęp do Praenergii. Ich zdolności nie mają jednak nic wspólnego z techniką uzdrawiania, jaką posługiwał się Jezus (przypomnę, że Jezus korzystał wyłącznie z otwartego serca). Ci ludzie, posiadając dostęp do Praenergii, mogą materializować ludzkie organy, wskutek czego ich działania uzdrawiające innych ludzi są czasami natychmiastowe i bardzo skutecznie.

Na skali poziomów stwórczych (2) obszar po prawej stronie w żółtej ramce jest podzielony i ponumerowany od I do III. W miejscu, gdzie znajduje się cyfra rzymska I niektórzy (wchodząc w tamte przestrzenie), dostrzegają znak omegi (∞) – przerwany z prawej strony i zawierający 12 złotych, poziomych kresek. Omega jest w tym przypadku trzynastą kreską. Znak omegi jest w pewnym sensie iluzyjny. Powstaje bowiem wskutek nakładania się obrazów trzech wirujących kół (każde w innej płaszczyźnie): koła góry i dołu, koła wejścia i wyjścia oraz koła początku i końca. Patrząc na te wirujące koła, możemy dostrzec znak omegi oraz punkt. Ciekawostkę stanowi fakt, że jeśli ktoś posiądzie umiejętność „wejścia” w ten punkt, będzie mógł zrobić prawie wszystko. Jezus wchodził w ten punkt, nie mógł jednak zrobić wszystkiego. Mimo że był pełnym posłanym, posiadał pewne ograniczenia.

W obszarze Boga, z Głębi (z Oceanu Ducha Świętego) powstała przestrzeń – coś malutkiego, ale mającego zarazem 10n (do potęgi n) poziomów, gdzie n jest liczbę 87 cyfrową – coś, co chociaż zaistniało jako przestrzeń i ma rzeczywistą moc, nie posiada energii. W przestrzeni tej Bóg Twórca wydzielił z siebie 12 części, które nazwał Arlonami, a które są potężnymi istotami. Istoty te tworzą Plan, dzięki któremu może powstać całość. Arlonowie są oddzielnymi cząstkami Boga, w pewnym sensie Jego rękami. Wydzielają oni ze swojego obszaru jeszcze mniejszą przestrzeń, którą nazywają Ciszą. W Ciszy powstaje całkoształt zasad tworzenia wszystkiego, co kiedykolwiek w naszej rzeczywistości Boga Eloooohiiiiiiiiinnnna zaistnieje. Przestrzeń ta ma 10n (do potęgi n) poziomów, przy czym n jest liczbą 51 cyfrową. W Ciszy znajduje się też Macierz, w której zapisana jest dokładnie ewolucja duchowa wszystkiego, co kiedykolwiek będzie się doskonalić. Istoty, które wzrastają duchowo, mają tam, w Macierzy, swój dom i konkretny zapis. Co ciekawe, doskonalić się może jedynie Stwórca i Duch ludzki. Nie jest zatem prawdą, że doskonali się w sensie duchowym wszystko, co żyje. Rośliny i zwierzęta bowiem należą jedynie do świata form (Góra nazywa je dekoracjami lub makietami). Tworzą one interakcje z istotami duchowymi, jakimi są ludzie oraz są im pomocne do duchowego wzrostu, czyli nauki właściwego odczuwania jedności z drugim człowiekiem. Z mocy Arlonów powstaje pierwsza przestrzeń energetyczna – energia przeciwna, którą symbolizuje (skala poziomów stwórczych) czarna kula. Czarna kula zwiera już tylko 10100 000 001 poziomów energii. Z energii przeciwnej powstał jeszcze mniejszy obszar, który zawiera energię jedyną – energię, z której powstała dusza ludzka. Energia jedyna zawiera tylko 10100 001 poziomów.

Na końcu powstaje kolejna, jeszcze bardziej ograniczona przestrzeń, którą symbolizuje (rys.1.) biała kula – przestrzeń posiadająca jedynie 101001 poziomów. Jest to ta przestrzeń, którą widzimy i w której możemy doświadczać duchowego wzrostu. Tworzą ją wszystkie pozostałe rodzaje energii – pochodne energii jedynej i przeciwnej. Góra nazywa tę przestrzeń Pokojem Zabaw. Wyobraźmy sobie taki gigantyczny Pokój Zabaw, w którym są klocki; gdzie znajduje się wszystko to, dzięki czemu można cokolwiek stworzyć, czyli przekształcić. W takim gigantycznym pokoju Bóg Twórca powołał do życia Stwórców. Kim są Stwórcy? Są dziećmi Boga-Ojca. Charakterystyczną cechą jest ich własna niedoskonałość, która uwidacznia się w porównaniu z doskonałością Ojca Wszechrzeczy. Stwórca jest bowiem tak niedoskonałym dzieckiem Ojca, jak niedoskonali jesteśmy my, ludzie, w stosunku do Stwórcy. Stwórcy są Bogami, którzy mają się doskonalić, którzy budują coraz bardziej cudowne światy, którzy ciągle ewoluując w Prawie Wolnego Wyboru, uczą się nieustannie odczuwać radość i miłość, by na koniec osiągnąć doskonałość Boga-Twórcy. Co ciekawe, wszystkie święte pisma i religie świata mówią w swoich przekazach i objawieniach o Bogach Stwórcach (za wyjątkiem Jezusa – który, jak już wiemy, żadnym bogiem nie był), nie wspominając słowem o Bogu-Twórcy i Ojcu Wszechrzeczy. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest fakt, że całokształtu prawdy nikt do tej pory nie pojmował, gdyż nikt jeszcze w tak wysokie poziomy głębi nie wchodził. Bogów Stwórców powołał Bóg Twórca w ilości 1013. Jak widać, jest ich ogromna liczba. Każdy z nich tworzy własne multiwersum – czyli olbrzymie, kosmiczne przestrzenie, w których może doświadczać istnienia i własnego duchowego rozwoju. Każdy z nich ma też gotowe klocki do budowy wszechświatów, galaktyk, gwiazd i planet. Może więc je układać po swojemu, czyli stwarzać wszelkie światy w niewyobrażalnych wręcz ilościach. Stwórcy tworzą światy zewnętrzne w zewnętrzu, zewnętrzne w wewnętrzu, wewnętrzne w zewnętrzu i wewnętrzne w wewnętrzu. Aby pojąć, co to znaczy, trzeba wejść w odpowiednie stany, czyli w tamte światy. Najważniejsze jest jednak to, że dla istot ewoluujących w tych światach nie ma to żadnego znaczenia.

Wspomnę teraz o jednym ze Stwórców, który nazywa się Lenarii. Stworzył on całe nasze multiwersum składające się z siedmiu wszechświatów. Właśnie w jednym z takich wszechświatów znajduje się galaktyka z naszym układem słonecznym i naszą planetą Ziemią. Lenarii zawarł się w 1021 poziomów (słoneczko na skali poziomów stwórczych nad żółtą ramką) i sam jest trójistny. Posiada poziom krzyża mający 1015 poziomów oraz poziom atomowy składający się z trzech miliardów poziomów. Stwórca Lenarii przystąpił również do tworzenia własnych poziomów stwórczych. Stworzył trzy poziomy stwórcze: pierwszy, zawierający 3 miliony poziomów, drugi, zawierający jeden milion poziomów oraz trzeci – nasze multiwersum ze wszystkimi światami, jakie się w nim zawarły – zawierający 389000 poziomów. Stwórca Lenarii w swoich przestrzeniach musi się doskonalić i ewoluować tak, aby skutecznie nauczyć się wyrażać sobą Prawo Wolnego Wyboru poprzez odpowiedzialność, troskę, opiekę i miłość. Może to uczynić na dwa sposoby: indywidualnie – wtedy, gdy sam na swoich planetach będzie żył kolejno jako Kowalski, potem Nowak, następnie Wesołowski itd. lub zbiorowo – gdy wykorzysta model, który wprowadził Bóg Twórca, czyli ewolucję poprzez ducha ludzkiego. Model ten polega na tym, że może On, w jednym i tym samym czasie, doświadczać życia wielu ludzi. Stwórca rozczłonkowując się bowiem na cząstki ducha ludzkiego, w jednym i tym samym czasie doświadcza życia każdej istoty ludzkiej żyjącej w jego multiwersum, przez co znacznie skraca czas swojego rozwoju (ewolucji). Wzrastanie poprzez ducha ludzkiego polega na tym, że rodzi się Kowalski – człowiek karmiczny, istota duchowa oddzielona częściowo od Boga, mająca wyodrębnioną indywidualną wolę oraz ograniczoną świadomość. Duch ludzki jest doskonały, gdyż został stworzony na obraz i podobieństwo Boga-Twórcy. Duch ludzki, tak samo jak Bóg-Ojciec, doświadcza życia poprzez duszę i ciało Kowalskiego. Dopóki się jednak nie przebudzi, nie ma pojęcia, że jest takim ekranem telewizora, przez który sam Bóg-Ojciec doświadcza życia (tzn. życia Kowalskiego) oraz ekranem, przez który również Stwórca doświadcza życia i się doskonali.

Jak ewoluuje człowiek

Tak naprawdę ewolucja człowieka jest ewolucją jego ducha, będącego cząstką samego Boga. Co ciekawe, duch ludzki musi ewoluować w przestrzeniach materialnych, bo tylko one, dzięki swojej gęstości, są w stanie utrzymywać energię emocji, nad którą uczy się on panować. Duch ludzki, jak sama nazwa wskazuje, jest istotą duchową i nie posiadając cząstek energetycznych, nie może bezpośrednio pojawić się w przestrzeniach materialnych zbudowanych w oparciu o określone rodzaje energii. Duch tylko dzięki umiejętności uruchamiania energii może się przejawić (ukazać) w świecie materialnym. Duch ludzki schodzi w rejony nisko wibracyjne (na planety), wydzielając z siebie duszę i fizyczne ciało, by w ten sposób móc doświadczać energii emocji i uczyć się jej przekształcania zgodnie z Prawem Wolnego Wyboru. Aby powstał człowiek, jego ciało fizyczne musi zawierać odpowiednie (właściwe) kody, czyli tzw. wzorce energetyczne. Kody te zawarte są w Macierzy, a powiela je ludzkie DNA. Jeśli zatem w przyszłości będzie można stworzyć (sklonować) biologicznie drugiego człowieka (np. w zamyśle pozyskania organów ludzkich potrzebnych do przeszczepów), mimo że fizycznie będzie to ten sam człowieka, jego dusza będzie należała do innej istoty. Pozyskiwanie w ten sposób organów ludzkich zawsze będzie musiało odbywać się poprzez morderstwo (w sprzeczności z Prawem Wolnego Wyboru). Człowiek ewoluuje od samego dołu (patrz początek skali poziomów stwórczych na rysunku 3). Z Łona rodzi się człowiek – duch ludzki (Kowalski), otwiera oczy i zaczyna poznawać ten świat. Jest to początek poziomów stwórczych (punkt 0). Od poziomu zerowego do dziewiątego mamy na skali energię emocji. Człowiek przychodząc na ten świat, musi nauczyć się przekształcać tę energię. W tym miejscu cały czas toczy bój z siłami ciemności, które na tym poziomie opanowują ludzką duszę (znieprawiają człowieka), a poprzez przejęcie jej, potrafią nieodwracalnie (raz na zawsze) zniszczyć ludzkiego ducha.

Człowiek karmiczny, wzrastając w świecie fizycznym oraz przebywając czasowo w astralnej poczekalni (pomiędzy wcieleniami), zalicza kolejno trzy poziomy istnienia (skala poziomów stwórczych nr 2 góra): poziomy energii emocji (od 0 do 9), poziomy serca (od 9 do 19) oraz poziomy umysłu (od 19 do 29). W praktyce oznacza to, że człowiek musi nauczyć się w Prawie Wolnego Wyboru tak przekształcać energię emocji, aby nadać jej wartość serca. Oczywiście korzysta przy tym umiejętnie ze swojego umysłu (uczy się odpowiednich technik), a mając kontakt ze swoim Opiekunem (człowiek pierwotny miał zawsze taki kontakt), pojmuje „o co w tym wszystkim chodzi” i staje się cudowny. Energia, która wpływa od dołu do człowieka, jest neutralna (ambiwalentna). Od człowieka zależy, czy przepuści ją przez jeden z dwóch ośrodków umieszczonych w jego ciele: ludzką matrycę, w której mieści się ośrodek energii przeciwnej (posługuje się nią człowiek, gdy działa w Prawie Totalnego Podporządkowania) czy ludzkie serce. Gdy dokonujemy w swoim życiu właściwych wyborów (zgodnych z Prawem Wolnego Wyboru) – opartych na miłości, braterstwie, tolerancji i poszanowaniu innych ludzi – odczuwamy wtedy na poziomie serca jedność z drugim człowiekiem. Taki stan nazywamy otwarciem ludzkiego serca. Gdy człowiek osiągnie poziom trzynasty, nie musi się już więcej wcielać, a jego dalsza ewolucja przebiega w świecie astralnym. Tam zapina wszystko „na ostatni guzik”, tak aby jego serce było w pełni otwarte. Nie można przerobić energii emocji w świecie astralnym, gdyż jej doświadczanie w stanie duchowym (przez dusze ludzkie w astralu) powoduje całkowite pochłonięcie ich świadomości, czyli wykasowanie umysłu.

Ciekawe są odczucia ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną, a zatem – po chwilowym wyjściu z ciała – byli krótko w świecie astralnym. Nie są bowiem oni w stanie zapomnieć pewnego stanu miłości, jakiego tam doświadczyli. Dzieje się tak dlatego, że w świecie astralnym istnieje sztuczne promieniowanie energią miłości, które ma za zadanie oczyszczać dusze i nie dopuścić do wybuchu w nich negatywnych emocji. Bowiem energia emocji jest tak potężna, że gdyby nie to światełko miłości, wejście duszy w nieprzepracowane do końca negatywne emocje (np. złość), pochłonęło by ją na zawsze. Czwarty poziom istnienia na skali poziomów stwórczych obejmuje poziomy świadomości emocjonalnej (intuicji) i świadomości duchowej (jasnowiedzenia). Tutaj istota ludzka uczy się odrzucać umysł, gdyż staje się on coraz bardziej bezużyteczny. Człowiek, który wszystko wie, nie musi bowiem myśleć... Człowiek karmiczny potrafi jedynie szczątkowo doświadczyć intuicji i jasnowiedzenia. Istnieje niewielka grupa ludzi, którą umownie nazywamy artystami. Na skali rozwoju duchowego znajdują się oni powyżej poziomu 550. Ludzie należący do tej grupy potrafią w stanie weny, wejść w obszary abstrakcji i pojmować coś, czego nie da się pojąć umysłem. Wszystko, co uda im się wtedy ściągnąć z tamtych obszarów, jest później postrzegane jako cudowne i doskonałe. Nawet oni sami – gdy „schodzą na ziemię” i patrzą na swoje dzieła – dziwią się, że potrafili tego dokonać, gdyż przeważnie przekracza to poziom pojmowania ich własnego umysłu, czyli tzw. percepcję człowieka karmicznego. Artyści ci stanowią prawdziwą reprezentację naszego gatunku. To oni siłą własnej duchowej kreacji tworzą na innych planach przyszłość całej ludzkości. Oni też posługują się otwartym sercem, gdyż są kwintesencją ludzkiego wzrastania. Wyznawane przez nich prawo moralne – choć przeczące prawu zwyczajowemu – jest bardzo uniwersalne, a ich życie wyraża prawdziwą miłość, akcentując jej duchowy wymiar. Artyści, posługując się wrodzoną intuicją, potrafią błyskawicznie pojmować zachowanie innych ludzi. Walczą też o zniesienie wszystkich barier między ludźmi oraz głoszą, że każdy człowiek ma prawo do wolności, równości i niezależności. Szanują każdego – niezależnie od jego pochodzenia czy koloru skóry.

Piąty poziom istnienia (od 49 do 79) nazywamy wolą. Człowiek na tym poziomie ewolucji nie musi już wiedzieć, w jaki sposób ma coś stworzyć oraz jak to coś ma wyglądać. On po prostu tego chce i to się staje. Oczywiście nie jest to „ludzkie chcenie”, jest to zupełnie inny mechanizm działania. Kolejny, szósty poziom istnienia to poziom ducha, na którym człowiek kasuje wolę na rzecz sił duchowych. Następnie, na siódmym poziomie, kasuje on ducha na rzecz kreacji. Na ósmym poziomie istnienia człowiek wchodzi do Oceanu Ducha Świętego, gdzie kreacja nie ma już znaczenia, bowiem tam istnieje wszystko. Nie ma wówczas żadnej potrzeby tworzenia, bowiem gdy tylko się zechce, ma się wszystko, co kiedykolwiek było, jest i będzie. Po zaliczeniu ósmego poziomu istnienia (179 poziomu stwórczego) duch ludzki zalicza jeszcze poziomy: dziewiąty, dziesiąty i jedenasty, aby wreszcie jako Stwórca osiągnąć poziom dwunasty. Duch ludzki, pokonując te kolejne cztery poziomy istnienia, dorównuje już samemu stwórcy. Osiągając taką samą moc i doskonałość jak stwórca, trafia na koniec do pokoju zabaw, gdzie siedzą inni stwórcy. Wówczas dostaje od Boga Twórcy 13 promień i zostaje Bogiem Stwórcą. Może od tego momentu tworzyć swoje własne światy i w ten sposób dalej wzrastać, aby kiedyś – po osiągnięciu doskonałości – towarzyszyć Bogu- Ojcu w doświadczaniu pełnej radości. Na 79 poziomie stwórczym, gdzie kończy się wola, dusza ludzka przestaje istnieć (łączy się z duchem). Od tej chwili istota ludzka staje się wyłącznie duchowa, chociaż posiada jeszcze pasma duchowo-energetyczne. Dopiero gdy człowiek w trakcie swojego rozwoju przekroczy 8 poziom istnienia (zatem osiągnie co najmniej 179 poziom stwórczy), zanika w nim ostatnia cząstka energetyczna i staje się niezniszczalny. Dopóki to się jednak nie stanie, zarówno człowieka, jak i jego ciało energetyczne oraz duszę i ducha można zniszczyć. Jest to poważny problem, który zostanie omówiony w dalszych rozdziałach.

Zło– niebezpieczeństwo czyhające na drodze rozwoju człowieka

Opisany wyżej idealny model ewolucji człowieka jest niepełny, gdyż nie zawiera przeciwieństw niezbędnych do jego prawidłowego rozwoju. Aby bowiem istota ludzka nauczyła się w miarę szybko dokonywać właściwych wyborów, musi stykać się na swojej drodze rozwoju z przeciwieństwami, które pełnią rolę swoistego katalizatora jej wzrostu. Gdyby ludzie wzrastali na ziemi cały czas w atmosferze miłości, nie umieliby właściwie funkcjonować (czyli utrzymać wibracji miłości) w ekstremalnych warunkach, np. w koncentracyjnych obozach zagłady. Jednego z dwunastu Arlonów nazywamy Panem Przeciwieństw. Jest on bowiem twórcą mającym za zadanie tworzenie przeciwieństw, czyli pewnych przeciwstawnych Prawu Wolnego Wyboru sytuacji, które uczą dokonywać właściwych wyborów. Gdyby zasady budowy całości wszechświatów były zbyt proste, zabawa w życie nie miałaby większego sensu. Pan Przeciwieństw wydziela z siebie cząstki (promienie), które działają w przestrzeniach stwórczych i nazywają się siłami lucyferycznymi. Siły lucyferyczne rozbijają się na jeszcze mniejsze cząstki, które nazywają się Szatanami. Szatan to Pan Przekształceń Planetarnych. Schodzi on na każdą planetę, na której ewoluuje człowiek. Należy jednak cały czas pamiętać, że Szatan, Lucyfer i Pan Przeciwieństw to cząstki Boga. Są one obdarzone przez Boga pełną kreacją oraz wolną wolą. Są również niezniszczalne. Dodatkowo prawdą jest, że Pan Przeciwieństw przeszedł na stronę sił ciemności. Zanim przejdę do opisu sił ciemności oraz prowadzonych przez nich działań, które niszczą planety i zamieszkujące je istoty, omówię inną, bardzo ważną kwestię. Wyjaśnię mianowicie znaczenie cierpienia, które jest przeciwieństwem szczęścia. Cierpienia, które z założenia miało przyspieszyć podążanie ludzkości do Ojca (czyli życia w szczęściu i miłości), za sprawą sił ciemności stało się programem – narzędziem do zniewalania i niszczenia ludzkości.

Pierwotnie człowiek został stworzony tak, aby żyjąc – przykładowo na Ziemi, w świecie materii – mógł mieć cały czas kontakt z siłami duchowymi. Wtedy posiadając u swojego boku opiekuna, tzw. „anioła stróża”, mógł cały czas świadomie podejmować wybory w taki sposób, by funkcjonować w Prawie Wolnego Wyboru. Polegało to na tym, że na własnej skórze doświadczał cierpienia tylko wtedy, gdy jego wybór był zły, czyli oparty na Prawie Totalnego Podporządkowania. Kontakt z własnym opiekunem minimalizował jednak złe wybory, bowiem człowiek – posiadając uruchomione jasnowidzenie, jasnosłyszenie i jasnowiedzenie – nie ulegał iluzji umysłu (czyli tzw. ego) i mając świadomość konsekwencji, starał się nie popełniać błędów. Nastały jednak czasy, kiedy siły ciemności – czyli lustrzana rzeczywistość oparta na przeciwnym do ludzkiego Prawa, Prawie Totalnego Podporządkowania – najechały Ziemię i zaczęły siłą przenosić do swoich światów ludzkie dusze. Obecnie, co siódma dusza ludzka, która doświadcza życia na Ziemi, jest rozbijana i – trafiając do światów Morrra – nigdy już nie będzie miała szansy podążać ku Ojcu. Mechanizm ten nazywa się ciemną przemianą i zostanie przeze mnie dokładnie opisany w dalszych rozdziałach. Innymi słowy, zamysł cierpienia człowieka był pozytywny, gdyż poprzez owo cierpienie mógł się on doskonalić. Droga ewolucji była trochę podobna do doświadczeń nabywanych przez małe dziecko, które, ucząc się życia, ponosi zasłużone konsekwencje, gdy coś źle zrobi. Potem przestaje płakać, gdyż wie, że jego czyn był zły i z dziecięcym zapałem dalej uczy się życia. Gdyby rodzic, np. z powodu źle pojętej miłości, trzymał własne dziecko pod „kloszem ochronnym”, wyręczając je we wszystkich pracach i obowiązkach życiowych oraz chroniąc przed potencjalnie niebezpiecznymi sytuacjami i cierpieniem, w rezultacie wychowałby „życiową kalekę” niezdolną do samodzielnej egzystencji, niezaradną i przez to nieszczęśliwą.

Ten maksymalnie uproszczony przykład ilustruje pożądany wymiar słusznego cierpienia, które w konsekwencji prowadzi do szybkiego odnalezienia w życiu szczęścia i radości. Siły ciemności wykorzystały jednak (i wykorzystują w coraz większym stopniu) cierpienie, by niszczyć i degradować ludzką rasę. Zmodyfikowały bowiem programowo ideę cierpienia, w taki sposób, by prowadziła ona nie do duchowego wzrostu, ale do jego zaprzeczenia, czyli Prawa Totalnego Podporządkowania. Prawo to wprowadza dominację jednego człowieka nad drugim i uczy wzajemnej agresji. Skutkuje całkowitym zatraceniem duchowości oraz wiedzie ludzkość do społecznego wynaturzenia. Zakodowany w nas program cierpienia – podobnie zresztą jak inne oprogramowanie polityczne, społeczne i religijne – posiada tak doskonałą budowę, iż człowiek wierzy, że działanie owego oprogramowania służy jego dobru. W konsekwencji człowiek sam je tworzy i powiela. Wierzy w to tak mocno, że mordowanie braci na wojnach nazywa bohaterstwem, że codziennie zabiega i konkuruje o iluzoryczne nagrody, że z byle powodu nienawidzi własnego brata, a wypełnianie niszczącego go prawa systemowego (nazywanego niewinnie prawem moralnym, kościelnym lub zwyczajowym) uważa za swój obowiązek. Dodatkowo – aby działania sił ciemności pozostawały niezauważalne – programowo wpaja się ludziom, że zło nie istnieje (jest wyłącznie iluzją ludzkiego umysłu), albo że jego źródłem jest sam człowiek będący z natury grzeszny i niedoskonały. Z kolei Kościół ubarwił postać szatana oraz wypromował piekło, głosząc przy tym, że każdy człowiek to proch marny, niegodny zwrócenia swojego spojrzenia w stronę Boga. Konieczny jest zatem pomiędzy Nim a ludzkością pośrednik umożliwiający ten jakże pożądany kontakt, który może zakończyć się z łaski Boga zbawieniem grzesznego człowieka. Oczywiście tym pośrednikiem ma być Kościół, który za pomocą strachu przed potępieniem (czyli piekłem) zmusza swoich wyznawców do ślepego poddaństwa oraz wiary w zewnętrznego Boga, by w ten sposób mieć władzę nad swoimi wiernymi. Wszystkie te mechanizmy i programy, stojąc po stronie zła i działając w oparciu o Prawo Totalnego Podporządkowania, uniemożliwiają człowiekowi przynależny mu z woli Ojca wolny wybór – są więc występkiem przeciwko Prawu Wolnego Wyboru.

Aby nie było to dla nas takie oczywiste – w celu zniewolenia człowieka i opóźnienia lub wręcz uniemożliwienia jego rozwoju – celowo zaciemnia się Prawdę oraz wprowadza zagubienie i dezinformację. Zacytuję teraz fragment pewnej książki ezoterycznej, która w sprytny sposób „urabia” czytelnika, by ten nie mógł w końcu połapać się, co tak naprawdę w jego życiu przybliża go, a co oddala od wyzwolenia: (...) Opis procesu, zwanego życiem, zależy od punktu odniesienia, przyjętego do analizy. Gdy analizę przeprowadzimy z pozycji współczesnego człowieka, to dostrzegamy siły i zjawiska, które sprzyjają naszemu codziennemu istnieniu oraz te, które nam nie sprzyjają. Pierwsze nazywamy Dobrem, a drugie Złem. Widać tu, że Dobro i Zło ma jak najbardziej subiektywny charakter – co dla jednych jest dobre, dla drugich może być złe. Stwierdzenie niby logiczne, ale zawiera pewien niebezpieczny kruczek, wykorzystywany przez niektórych do usprawiedliwiania zła. Człowiek jest bowiem istotą, którą Bóg powołał do istnienia w Prawie Wolnego Wyboru i jego obowiązkiem jest żyć w radości oraz szczęściu, kochać i być kochanym. Nie ma tu więc żadnej względności. Faktem jest bowiem, że zaprzeczenie przez człowieka Prawa Wolnego Wyboru – czyli życie zgodnie z Prawem Totalnego Podporządkowania – prowadzi do cierpienia i wynaturzenia, a w konsekwencji powoduje degradację, czyli rozbijanie ludzkiej duszy oraz ducha. Niektórzy, postrzegając wolność jako całkowity brak ograniczeń, zaczynają z czasem żyć czyimś kosztem. W ten sposób, odbierają wolność drugiemu człowiekowi i przechodzą powoli do Prawa Totalnego Podporządkowania. Siły ciemności przejęły Macierz, dzięki czemu mogły w ludzkie ciała wprowadzić kody blokujące doskonałość człowieka, czyli wypaczyć jego pierwotny perfekcyjny wzór. Dlatego ludzie, którzy ewoluują na planetach, nie są obecnie w stanie dojrzeć w sobie Boga. Mają bowiem zablokowaną komunikację z siłami duchowymi (Górą).

Pan Przekształceń Planetarnych, który tworzył kiedyś dla dobra ludzkości cudowne przeciwieństwa – umożliwiające człowiekowi dokonywanie wyborów zgodnych z Prawem Wolnego Wyboru – obecnie opowiedział się po stronie ciemności i niszczy ludzi po to tylko, aby byli źli, czyli stosowali w swoim życiu obce ich prawdziwej naturze Prawo Totalnego Podporządkowania. Człowiek, który nieświadomie zatraca się w przeciwieństwach, gubi właściwą drogę. Aby dać mu szansę na świadome dokonywanie poprawnych wyborów, Stwórca powołał pewien mechanizm podpowiedzi. Polega on na tym, że gdy człowiek ma otwarte kanały łączące go ze światem duchowym, zawsze stoi przy nim Opiekun i zawsze słyszy on jego głos podpowiedzi. Gdy te kanały nie są otwarte, ludzie z reguły nie mają pojęcia, że istnieje świat duchowy i dają się przez to wyprowadzać złu na manowce. Stwórca wydziela z siebie promienie. Te główne tworzą Cherubinów. Następnie z podziału głównych promieni tworzą się Archaniołowie. Gdy promienie Stwórcy dzielą się dalej, powstają Aniołowie. Wygląda to z pozoru na pewną hierarchę, lecz hierarchią nie jest, gdyż są to istoty zejściowe. Przy każdym człowieku stał kiedyś anioł, który wyraźnie podszeptywał mu, jak powinien zachować się w danej sytuacji, aby postępowanie jego było zgodne z prawem duchowym (czyli Prawem Wolnego Wyboru). Kiedyś człowiek mógł więc – wysłuchawszy Opiekuna oraz istoty od zaprzeczeń (Szatana) – dokonywać właściwych wyborów. Obecna cywilizacja ludzka ma zablokowane kanały łączące człowieka z Opiekunem, może więc on słuchać jedynie podszeptów strony „od zaprzeczeń”, czyli sił ciemności. Jak do tego doszło i dlaczego ludzkość niszczona jest przez Prawo Totalnego Podporządkowania.....


Powrót do spisu treści