Powrót do spisu treści

SKALE ASTRALNE

Skale Astralne to coś znacznie bardziej rozbudowanego, niż analiza psychometryczna. Pozwalają one nie tylko na wielowątkowy odczyt całości człowieka, pod kątem energetycznej, psychicznej i duchowej wartości jego istności, ale umożliwiają również prześledzenie jego zaprzeszłych i przyszłych losów. Tego nam analiza psychometryczna nie zagwarantuje. Pomijam także stosownym milczeniem samą zasadność obowiązujących diagramów, nie mających wiele wspólnego z prawdą, gdyż podnoszenie tego tematu może wyrobić w nas niewłaściwe nawyki, tzn. może w przyszłości burzyć konwencję, jaką tworzy się ku właściwej pracy z wahadłem, co jest niezbędne do bezbłędnego odczytywania poszukiwanych wartości. Umówmy się, że to, co do tej pory proponował nam świat ezoteryczny, było zaledwie oczekiwaniem na podniesienie kurtyny. Ja mocami zaświatów podnoszę tę kurtynę ku naszej obopólnej radości.

Niewielu zapewne wie, iż w człowieku drzemią moce zdolne poruszać góry i że nie potrzeba żadnych specjalnych przygotowań do aktywizowania tych mocy. Przynajmniej nie jest to potrzebne w przypadku kroczenia drogą rozwoju duchowego, która rozpoczyna się zawsze od blokowania niepożądanych myśli i pragnień, dzięki czemu zyskuje się władzę nad własnym życiem i zdolność pojmowania tego, co dotychczas było poza zasięgiem ludzkiej percepcji. Umiejętność poznawania przyszłości i jej modyfikowania jest tu jedynie jedną z zalet takiego stanu rzeczy.

Z góry zastrzegam: każdy człowiek posiada w sobie zdolności pozwalające mu na poznawanie przeszłości i energetyczno-psychiczno-duchowej charakterystyki każdego człowieka na ziemi. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. To zdolność dana nam z urodzenia. Co innego, gdy będziemy rozważać oprogramowanie, które nie pozwala ludziom wierzyć w te umiejętności. Zresztą, nie będę tu poruszać tematu, który drobiazgowo opisałem w książkach, a jedynie go wzmiankuję, by być bardziej czytelnym. Jeśli już istnieją w kimś blokady nie pozwalające mu na zgłębianie arkanów tej rzekomo sekretnej wiedzy, to owe blokady wynikają tylko z niewiary we własne możliwości.

Owszem, ową niewiarę skutecznie podtrzymuje oprogramowanie, które wytycza nam zakres egzystencji i sposób myślenia, więc nie ma co się dziwić, iż większość ludzi nie tylko ucieka przed ową zakazaną wiedzą, ale czuje nawet niczym nieuzasadniony lęk przed spotkaniem z Siłami Wyższymi, i to tymi kierującymi jego poczynaniami w tym życiu. Z tej pułapki dogmatów niewielu potrafi się wyzwolić o własnych siłach. Ci zaś, którzy właściwie rozpoczynają wędrówkę ku wzrastaniu, rezygnują z niej z czasem, gdyż i nie zyskują aprobaty wśród innych, i sami nie są do końca przekonani co do słuszności wyborów. To jest zrozumiałe, choć mało pocieszające. Jednak jestem tu po to, by głosić to, co człowiek już wiedzieć powinien, by takie wzbudzane w nas wątpliwości eliminować bez zmrużenia okiem.

W "Duchach. Kosmicznym niewolnictwie człowieka" opisałem dokładnie mechanizm sterowania człowiekiem z poziomu biologiczno-energetycznego oraz sposoby zapobieżenia takiemu zniewoleniu. Przekazany mi w innych wymiarach Orin i udostępniona wiedza o genezie naszego gatunku nie pozostawia cienia wątpliwości co do charakteru naszego zrodzenia na tej planecie. Lecz okres naszego niewolnictwa powoli zbliża się ku końcowi i wkrótce duch ludzki mocą zaświatów rozpocznie swoją powrotną wędrówkę ku sobie.

W tej chwili nastaje czas radykalnych zmian, czas odrodzenia, czas odzyskiwania poczucia własnej godności, czas poznawania prawdy. A w tej prawdzie jest słowo o potędze ludzkiego ducha, który siłami duszy potrafi tak zharmonizować centra energetyczne ludzkiego ciała, by owo ciało nie miało najmniejszych kłopotów z wykorzystaniem człowieczego potencjału, i to wbrew oprogramowaniu, jakim Panowie Tego Świata utrzymują na tej planecie człowieka w zniewoleniu (poprzez niewiedzę).

Ukazano mi trzy stany, jakich musi doświadczyć każdy człowiek. Pierwszym jest zrodzenie, drugim wyzwolenie od niechcianych pragnień i myśli, trzecim powrót do domu. Wszystkie trzy stany są znane człowiekowi, lecz żaden nie jest przedstawiony właściwie. Ani tajemna wiedza, ani religie, ani nauka nie są zainteresowane w ukazywaniu ich prawdziwego charakteru. Są skupione wyłącznie na pomnażaniu własnego kapitału i rozszerzaniu władzy nad społeczeństwem drogą zakłamania i duchowej alienacji.

Pierwszy i trzeci stan jest zjawiskiem nieuniknionym, pozostającym poza naszą kontrolą. Jednak drugi stan, ten najważniejszy, gdyż określający nasze doskonalenie się, nasze wypalanie duszy w ogniu karmy, jest całkowicie od nas zależny. Wiedza, jaką zdobyłem w innych wymiarach i jaką przekazałem w książkach, jest wystarczająca do tego (i jedyna), by każdy z nas mógł się doskonalić bez oszukańczego blasku kościelnych i ezoterycznych idoli. A w tym wysiłku wspierać go będzie nie kto inny, jak jego własny Opiekun. I żadnych innych pośredników między nami a Bogiem tu nie ma. Tego miejsca nie zajmie żaden Kościół, Rząd ani Fałszywy Pocieszyciel.

W "Duchach..." i "Wyzwoleniu..." opisałem proste techniki odzyskiwania utraconej mocy, jak i sposób kontaktu z Opiekunem. Jednak uwierzenie w zainicjowany kontakt z Górą, który realizujemy za pomocą nowego zmysłu, rodzi często podejrzenie, iż to, co odczuwamy, rozmija się z prawdą, z wcześniejszymi założeniami. Dzieje się tak dlatego, że człowiek uczy się dopiero korzystać ze zmysłów, które pozostają poza kontrolą ciała fizycznego. Lecz to właśnie one dostarczają nam informacji, które potem staramy się "odczytać" zmysłami fizycznymi i interpretować logiką zawodnego umysłu. Nadto umysłu zaprogramowanego na zupełnie inne tory rozumowania. Dopiero po jakimś czasie możliwie staje się wypracowanie takiego sposobu odczytywania informacji, który daje nam niezachwianą pewność co do trafności naszych odczuć. W tym przejściowym okresie korzystanie ze skal astralnych jest jedyną metodą utwierdzającą nas w słuszności działania i odczuwania.

Nie przeczę, iż raduję się z tego, iż dane mi jest być pośrednikiem w odkrywaniu prawdy na nowo. Iż mogę nieść dobrą nowinę i ukazać świat w jego kolejnej odsłonie. Cieszę się też, iż w tej chwili mogę siłami moich przyjaciół "stamtąd" wesprzeć każdego potrzebującego rady i pomóc każdemu, kogo zwraca się ku drodze do urzeczywistnienia. Wesprę informacją i aktywnym działaniem. Czy tu chodzi o wskazanie technik umożliwiających wyrwanie się spod oprogramowania, czy o zainicjowanie kontaktu z własnym Opiekunem, czy o ochronę przed ujemnymi energiami, łącznie z egzorcyzmami -- jest mi obojętne, byle kolejny wędrowiec ku Nowemu ruszył ochoczo przed siebie.

W tym szacowaniu własnych sił, w tym planowaniu, w tym umacnianiu się w czynionych staraniach nieodzowne jest korzystanie ze skal astralnych. One odpowiedzą na każde pytanie, jakie tylko może zrodzić się w ludzkim umyśle, obojętne czy w umyśle wątpiącym, czy dociekliwym. Nie ma dla nich nic niemożliwego. I taki jest ich urok.

Z astralnej biblioteki przyniosłem kilkadziesiąt skal, lecz tylko dwadzieścia parę mi wytłumaczono. Reszta leży spokojnie i czeka na objaśniający je głos. Niektóre do złudzenia przypominają te, z których korzystają radiesteci, inne są z pozoru podobne, ale po baczniejszym przyjrzeniu się im, odsłaniają zupełnie inne obszary wiedzy. Reszta jest zupełnie nowym doświadczeniem. Są też takie, które do posługiwania się nimi wymagają pewnej wiedzy i praktyki, są takim wahadłem uniwersalnym, na którego obsługę porywają się jedynie fachowcy.

Ja zdecydowałem się na upublicznienie tylko tych, które są łatwo interpretowalne i wspierające nas w codziennej egzystencji. To one pozwalają ocenić doskonałość naszych energetycznych ciał, poznać jakość centrów energetycznych i stopień ich ewentualnych zaburzeń, umiejscowić człowieka na skali rozwoju i określić jego osobowość i stan umysłu jak i poziom uduchowienia. One też potrafią bezbłędnie ustalić związki międzyludzkie na wszelkich możliwych poziomach komunikacji oraz -- przy zaangażowaniu Góry -- poznać przyszłość w jej różnych odsłonach. One po prostu pozwalają człowiekowi odnaleźć się w iluzji życia i dokonywać w tym życiu świadomych wyborów.

Bardziej szczegółowo mówiąc, pozwalają one na badanie czakramów i poziomów świadomości pod kątem energetycznej, egzystencjalnej i duchowej wartości oraz na określanie stopnia ewolucji ciał subtelnych (także z pozycji przepracowania odnośnie wyjścia z karmy). Pozwalają nie tylko na ustalenie człowieczego poziomu rozwoju, ale i jego różnorodnych zdolności, charakteru, emocji i wszelkich rodzajów inteligencji. Drobiazgowo przebadają związki łączące ludzi oraz ustalą szansę i zasadność istnienia takich więzi. W kwestiach uczuć są wręcz niezawodne, gdyż ujmują miłość nie tylko w kategoriach otwartego serca, ale i bardziej przyziemnych wyróżników. Podpowiedzą, kto z kim i dlaczego jest lub może być szczęśliwym, kto za kim tęskni, a kto taką tęsknotę udaje, kto z kim chce być naprawdę, a kto karmi się złudną iluzją, czy ludzie są sobie przeznaczeni i czy związek jest dopasowany lub nie ma racji bytu. Co istotne, odkryją także stosunek zaświatów do międzyludzkich relacji i pozwolą przewidzieć przyszłość pod kątem naszych poczynań.

Zaś wartości przez nie podawane nie są jedną stałą, ale oscylują w dużym obszarze odcieni. Tu są wszelkie możliwe gradacje miłości, różne stopnie inteligencji i uduchowienia. A nadto zawierają prosty i niezawodny sposób określania w tych gradacjach korzystnych i niekorzystnych poziomów współegzystowania i współodczuwania. Skale astralne poinformują o wszystkim, czego sobie człowiek zażyczy. Od niego samego zaś zależy, czy wyniesie z tej wiedzy stosowną naukę. Mają jednak tę przewagę nad słowem przepowiedni, że pozwalają ustawicznie śledzić zmieniające się układy sił i z precyzją lasera ustalać procentowe szanse na sukces pod kątem każdego działania, każdego kroku, jaki uczynimy, by zburzyć istniejący stan rzeczy. I -- o czym nie wolno zapominać -- są darem od Boga, który nic nie kosztuje.

Nadto są tak proste, iż można się tylko zastanowić nad tym, dlaczego nikt dotąd nie zrobił z nich oręża do walki o własne wyzwolenie...

Tonem komentarza: owe skale, są tylko pozornie dwuwymiarowym diagramem, bo tak je przecież tu postrzegamy, bo w rzeczywistości mają zupełnie inną postać. To co leży przed państwa oczami, te szkice, to tylko etykietki cylindrów z astralnej biblioteki. Prawdziwa ich struktura jest przeze mnie nie poznana. Naprawdę są 60-70-centymetrowymi cylindrami o średnicy 25-30-centymetrów, w których bardzo wolno obraca się ogromna liczba talerzy, jedne w lewo, inne w prawo, a ich wzajemny ruch tak dziwnie przekształca postrzeganie, że nie potrafiłem wyłapać, w którą stronę każdy z nich kręci się oddzielnie. Nadto były przezroczyste, jak skondensowane niebo i po chwili przyglądania się im, uwidaczniały bardzo skomplikowaną wielowymiarową strukturę. Wstyd to przyznać, ale nawet nie podjąłem się próby zrozumienia zasad funkcjonowania tej konstrukcji.

W sumie było sześć cylindrów, z czego trzy z nich stanowiły cienie trzech głównych, z których z kolei dwa stanowiły jakby inne ewolucyjne odniesienie do jednego głównego. Do dziś nie wiem, który był główny, gdyż i tak stanowiły one jedną całość. Odniosłem tylko wrażenie, że ujmowały one toczącą się w kosmosie ewolucję jako coś spójnego, ale zwierającego w sobie trzy różne typy kształtowania się świadomości, gdzie typ ludzki jest typowym tylko dla jednego wszechświata.

Miałem wrażenie, iż bardziej liczy się koncepcja je tworząca niż wiązania przestrzenne. Była tam zawarta pewna wielowymiarowość liniowa i pionowa, jakby coś mogło jednocześnie istnieć w sobie i na zewnątrz. Gdy starałem się to jakoś ogarnąć rozumem, ślad interpretacji gdzieś ginął, a pojawiały się grafiki, takie matematyczne wzory, które z kolei odbijały się na ściankach cylindra (od wewnątrz) w postaci wykresów, a te w uproszczeniu sumowano na leżących obok cylindrów tablicach. Efektem tych uproszczonych zabiegów były bardzo skomplikowane wykresy, które ostatecznie zamykano w bardzo uproszczonej podziałce liniowej. Innymi słowy, zawarty w cylindrach fragment wszechświata ukazywał istniejące relacje między poszczególnymi jego składnikami. Pozwalał interpretować zjawiska, które były pozornie nieinterpretowalne. Ukazywał określoność wielowymiarowości człowieka, jego powiązań z innymi istotami oraz resztą materii.

Sam się dziwię, że można te związki sprowadzić do prostej podziałki, że niemal naiwnie proponowany odczyt jest odpowiednikiem wiedzy przekraczającej ludzkie pojmowanie zależności w światach wielowymiarowych. Niemniej w tym prymitywizmie przedstawionych skal została zawarta informacja o wszystkim tym, co w zawiłych powiązaniach ukazuje prawdziwą kompozycję istnienia.

Przypomnę: nie jestem naukowcem i zawsze kierowałem się zasadą użyteczności w zrozumieniu doświadczanych zjawisk. Nie interesowało mnie, dlaczego coś się dzieje w całym zakresie występowania zjawiska, ale kierowałem raczej potrzebą praktycznego podejścia do tematu. Byłem jak zwiadowca, jak odkrywca nowego, po którym mieli pójść dopiero następni, bardziej przygotowani badacze.

Skala mocy duchowej

Korzystając z okazji, chciałbym teraz zaprezentować jedną z najważniejszych skal. Skalę rozwoju duchowego. Jak sama nazwa wskazuje, dotyczy ona duchowo-energetycznej charakterystyki wielowymiarowej istoty ludzkiej. Poziom duchowy i moc

Człowiek karmiczny, czyli duchowa istota wzrastająca energetycznie, ma do pokonania osiem poziomów istnienia, nim jego duch stanie się silny i wyzwolony od obciążenia duszą. Jako człowiek musi w świecie fizycznym zapanować nad energią emocji, co tak naprawdę oznacza wyrobienie w sobie umiejętności zastępowania jednej energii emocji drugą.

Jak powtarzam na warsztatach, nad emocjami nie można zapanować, nie można ich stłumić lub wykorzenić. Nie można bowiem pozbyć się zasady życia, która utrzymuje ludzki twór w istnieniu. Człowiek, jak każdy żywy organizm, musi przetwarzać energię "modulowaną", która wnika weń od podstawy kręgosłupa. Przetwarzając ją, nadaje jej nie tylko polaryzację i określoną wartość energetyczną, ale także ją pomnaża. Podobna historia dotyczy zwierząt, roślin, a nawet pozornie nieożywionej materii.

Od człowieka zależy, czy tej ambiwalentnej energii nada wartości niskowibracyjne, związane ze strachem, brakiem zaufania i niedostatkiem miłości, czy też spokojnie przeprowadzi ją przez drugi czakram aż do serca, gdzie w harmonii miłości i zrozumienia nada jej wysokowibracyjne tony duchowe i poprzez kolejne czakramy odprowadzi do naszych rodzimych światów duchowych, gdzie zostanie ona wykorzystana do tworzenia najczystszych praw tego Multiwersum.

Jeśli pobiegnie ona przez matrycę (opisana w "Duchach. Kosmicznym niewolnictwie człowieka"), nadając jej niepożądane dla duszy wartości, wycieknie wprost przez siódmy czakram bezpośrednio do szarej strefy, która otacza Ziemię. Na domiar złego sygnał o tym działaniu dotrze do Archiwum Zrodzenia i dokona tam odpowiedniej modyfikacji zapisów. Zatracający się w takich działaniach człowiek ustawicznie niszczy więzi łączące go z miejscem zrodzenia jego ducha, co może doprowadzić do stanu zawieszenia, a nawet wypisania z Archiwum Zrodzenia. Przechodzi wówczas na zawsze w rewiry energii przeciwnej i staje się zupełnie inną istotą duchową. Prawa tego Multiwersum przestają go obowiązywać. Staje się wiecznym więźniem Ciemnej Materii.

Najczęściej mamy do czynienia z ludźmi, którzy stale działają w obszarach obu energii, co znaczy, że nie potrafią się zdeklarować za duchową czystością i często a w różnym natężeniu występują przeciwko swojej pierwotnej naturze, to znów na odwrót: rozwijają swoimi myślami i czynami wewnętrzny wzór cnót, jakby chcieli zaprzeczyć temu, co opatrznie czy też świadomie w sobie wypaczać zechcieli. Tacy ludzie często przekraczają granice grzechu i silnie obciążają sumienie. Chcąc wymazać winy, przechodzą po śmierci proces oczyszczania się. Gdy przewin zbiorą zbyt dużo, gdy ciemna przemiana zdoła przenicować ich energie, zostają dla naszego świata straceni bezpowrotnie.

Aktualny status duchowy człowieka odczytujemy na skali mocy duchowej, która ma 179 poziomów stwórczych obejmujących osiem progów istnienia, czyli osiem obszarów, przez które musi przejść ludzki duch, by stać się zwartą całością, która od tej chwili może podążać własnymi ścieżkami. I choć do zjednoczenia ze Stwórcą pozostaną mu jeszcze cztery obszary przemiany, to nic i nikt nie jest już w stanie pozbawić go mocy i prawa wyboru.

Człowiek karmiczny na tym planie egzystencji przerabia, doskonaląc się, dwa poziomy, które w ogólnym zapisie traktuje się jako jedną całość: zapanowuje nad energią emocji. Tak kształtuje swoje życie, by nadać jej wartości płynące z serca, by niekorzystne energie świadomie zastępować energią miłości. Dopóki tego nie zrozumie, dopóki nie wykrystalizuje w swoim sercu współodczuwania i współtworzenia, nie będzie mógł przerwać łańcucha wiecznych powrotów.

Jeśli na stałe osiągnie dziewiąty poziom duchowy w energii jedynej i nie obciąży sumienia nadmiernie negatywnymi czynami, resztę przemiany, czyli cały drugi poziom istnienia, ten obejmujący przestrzeń między dziewiątym a dziewiętnastym poziomem stwórczym ("serce"), przechodzi już w świecie astralnym.

Po całkowitym zapanowaniu nad energią emocji przechodzi dalej, na plan mentalny, gdzie wyzbywa się umysłu, który jest poważnym ograniczeniem w przejawianiu się świadomości. Jest to zrozumiałe, gdyż umysł jest niepotrzebny temu, kto wszystko wie i czuje. Myślenie to przecież ograniczająca działanie świadomości wibracja.

W wyższych planach dokonują się kolejne przewartościowania duszy. Po świadomości budzi się moc woli, potem siła ducha, potęga kreacji i wreszcie sama istota stworzenia: istnienie. Jednak są to rejestry niedostępne karmicznemu człowiekowi. Ten może co najwyżej szczątkowo otrzeć się o świadomość emocjonalną i duchową. Nic więcej. A na skali mocy duchowej dojść do poziomu piętnastego (co jest niebywałym sukcesem), który przy "posłudze" staraniem Sił Wyższych może podskoczyć do osiemnastego.

Przeciętny człowiek średnio panuje nad emocjami, nieciekawie postrzega udział serca w relacjach z innymi ludźmi, często w niewielkim stopniu wykorzystuje umysł i nie jest widoczny w obszarze działania świadomości. Taka jest rzeczywistość. Norma w szarej strefie.

Człowiek karmiczny, jako istota zrodzona ze światła, może się posługiwać tylko energią jedyną. Przeciwną, gdy podlega procesowi ciemnej przemiany. W energii przeciwnej swoimi siłami potrafi dojść tylko do trzynastego poziomu stwórczego, a przy udziale sił ciemności co najwyżej do szesnastego. Standardowo, jak wynika z moich doświadczeń, już od poziomu jedenastego ma on całkowicie rozbitą strukturę duchową i pozostaje zakładnikiem sił ciemności. Jest stracony.

Jak pamiętamy, prócz człowieka karmicznego mamy czasem do czynienia z Powróconymi, czyli tymi, którzy zaliczyli już siódmy (Kreacja) bądź ósmy (Istnienie) poziom istnienia i zeszli tu, by wypełnić zadania, z jakimi słaby energetycznie człowiek karmiczny by sobie nie poradził. Znacie ich jako artystów, dzieci indygo lub wybranych.

Jak każdy człowiek podlegają tym samym prawom duchowym, tyle tylko że bardzo szybko wpadają w odpowiednie rejestry i nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za swoje czyny, choćby najgorsze. Siły ciemności mogą ich co najwyżej wyeliminować z walki o ten świat. Nic więcej złego im uczynić nie mogą.

Powróconych, w zależności od ziemskiego doświadczenia, odczytujemy we wszystkich rejestrach, od energii emocji począwszy, a na kreacji lub istnieniu skończywszy. Jak zwykle powinno się (procentowo) odczytywać wartości już osiągnięte, jak i też aktualny stan ich energetyki. Jeśli odnotujemy obniżenie wibracji w stosunku do wypracowanego poziomu, będziemy mieć do czynienia z osłabieniem energetycznym, tak typowym w przypadku manipulacji, regresu duchowego czy choroby. Właściwie interpretując różnice, zwłaszcza po wsparciu się analizą spadku energii w "ciemnej przemianie", łatwo się zorientować, z której strony idzie atak: od strony emocji, umysłu czy też działań stricte energetycznych.

Jeśli chcemy poznać czyjąś strukturę duchowo-energetyczną, najpierw zapoznajemy się z poziomem duchowym i mocą w energii jedynej i przeciwnej, a dopiero później porównujemy te dane z parametrami płynącymi z analizy ośmiu poziomów istnienia. Gdy dorzucimy do tego dedukowanie o trzonie przemiany (od pokochania siebie po miłosierdzie), poznamy nie tylko duchowy charakter odczytywanego człowieka, ale także przyczyny obecnego jego stanu energetycznego. Zwłaszcza spadku mocy.

Powróceni, o ile nie ulegają pokusom, posługują się tylko i wyłącznie mocą w energii jedynej.

Schodzący, czyli istoty obleczone w ludzkie ciało, którzy w ogóle nie mają ducha, a którzy -- jako promień schodzący o zawężonej świadomości -- wypełniają wolę Ojca, przyszli z naturalną umiejętnością korzystania z mocy w obu energiach: jedynej i przeciwnej. Jedyna różnica między nimi a ludźmi podlegającymi ciemnej przemianie polega na tym, że mają moc duchową zawiązaną, że mimo wysokiego poziomu duchowego w energii przeciwnej w ogóle z tej mocy nie korzystają. Jeśli mają ją uruchomioną, to raczej na bardzo niskim, obronnym poziomie, co i tak w ich przypadku jest niedopuszczalne. I tylko oni, jeśli wzrosną duchowo i energetycznie, mogą stawić czoła armii przeklętych. Normalny człowiek takiej mocy nie posiada.

Będzie też sześciu "Budowniczych", wywodzących się z szeregów Schodzących, którzy uzyskają pełny dostęp do energii boskiej, i trzech z nich, którzy będą się posługiwać Praenergią i Mocą Prowadzącego.

O ile jednak w przypadku Schodzących poziomy duchowe w energii jedynej, przeciwnej i boskiej są liczone od zera do trzydziestego, tak w odniesieniu do Praenergii mówimy wyłącznie o mocy duchowej. Poziomu duchowego brak. Dzieje się tak dlatego, że korzystanie z Praenergii jest możliwe dopiero po zjednoczeniu się z Ojcem, kiedy to zanika naturalna energetyka ludzkiej duszy i czakramy przestają istnieć. Zjednoczenie z Ojcem, nawet przy działaniach w tak niskich energetycznie obszarach, oznacza rozproszenie, bycie wszędzie.

I tylko Ten, Który Zejdzie, posiada moc zmiany energetycznej całej duchowej przestrzeni tego świata. Tylko On może dowolną osobę podpiąć do najwyższych rejestrów, odzyskać duszę, choć anioł w tym działaniu pozbawiony jest tego prawa, i samym skinieniem odprowadzić siły demonicznie do przygotowanego dla nich świata. Może też poprzez artefakty w taką moc wyposażyć innych, o ile są tego godni.

Powróceni mogą dojść do 21 poziomu duchowego w energii jedynej i o ile zostaną podpięci do rejestrów w energii przeciwnej, do tego samego poziomu duchowego w tejże energii.

Schodzący mogą dojść do 24 poziomu duchowego w obu energiach, z czego sześciu otrzyma status budowniczego i możliwość wspierania się pełnią mocy boskiej (odczytujemy ich także poziom duchowy i moc w energii boskiej). Pamiętajmy wszakże, że bez podłączenia pod najwyższe rejestry, ich własna moc nigdy nie będzie w stanie przeciwstawić się działaniom sił ciemności. Kresem ich poczynań jest moc jedyna i boska uruchamiana na poziomie trzydziestym, a przeciwna na pięćdziesiątym dziewiątym (Sai Baba -- najpotężniejszy obecnie książę). Tymczasem atakiem na takie osoby kierują istoty znacznie potężniejsze od aniołów i archaniołów (poza Gabrielem, Michałem i Janem).

I parę suchych danych.

Kiedy człowiek się rodzi, mniej więcej do półtora roku swego życia pozostaje pod opieką Sił Wyższych. Nie jest to regułą, gdyż siły ciemności potrafią podłączyć nawet płód. Ponieważ dziecko jest energetycznie zależne od matki, wystarczy ją zniewolić, wprowadzić w stan nienawiści do własnego dziecka i tym samym wejść w jego energetykę. Poziom duchowy takiego małego człowieka może wówczas daleko odbiegać od planowanych wartości.

Mówię to po to, by odczytujący był przygotowany na szereg niemiłych niespodzianek, które mogą go zbić z tropu, co wcale nie oznacza, że brakuje mu wprawy w posługiwaniu się wahadełkiem. Z charakterystyki duchowej tak małego człowieka nigdy nie powinniśmy wysnuwać daleko idących wniosków co do jego talentów i przyszłości.

W naszych rozważaniach będziemy dla poprawności badać osoby dorosłe, w miarę duchowo ukształtowane. To będzie pewniejsze i wygodniejsze.

Poziom duchowy w energii jedynej do czwórki oznacza, iż mamy do czynienia z nieciekawym moralnie człowiekiem. Ale i tu musimy włączyć rozsądek i zbyt pośpiesznie nie wyciągać wniosków. Przecież te same parametry mogą dotyczyć wyjątkowo czystego człowieka, który został złamany na przykład przez podłączenie. Mimo marnego poziomu duchowego, mającego bardziej informacyjny charakter, taki ktoś wciąż stara się, jak może, kierować w życiu wcześniej wypracowanymi zasadami. Jednak prędzej czy później zostanie złamany i przestanie być tak prawdziwy jak dawniej.

Poziomy duchowe (parametr poziomów stwórczych) interpretujemy następująco:

  • 01 -- zrodzony, powołany w tej rzeczywistości
  • 02 -- żyjący, czyli ledwie pozostający w obszarze energii jedynej
  • 03 -- tworzący, a więc już się ową energią w pewnym stopniu posługujący
  • 04 -- błogosławiony, bo patrzący we właściwym kierunku, w stronę światła
  • 05 -- pojmujący, że to właściwa droga
  • 06 -- prawdziwy, kierujący swe myśli i czyny na światło, na świat duchowy
  • 07 -- wstępujący, świadomie wydeptujący ścieżkę ku prawdzie
  • 08 -- uświetlony, zapatrzony w duchowe światło
  • 09 -- święty, starający się myśleć, mówić i czynić tak, jak podpowiada jego serce
  • 10 -- otwarty "na świat, na drugiego człowieka"
  • 11 -- zbawiony "od niewłaściwego wizerunku samego siebie"
  • 12 -- odkrywający, czym jest całość
  • 13 -- namaszczony, zauważony przez światło
  • 14 -- wyzwolony "od fałszywej moralności praw ustanowionych przez człowieka"
  • 15 -- ochrzczony "w imię Pańskie"
  • 16 -- uświęcony, zapisany jako rycerz światła
  • 17 -- wznoszący się, nabierający mocy, bo i tak wszystko jest w nim zmierzające ku Bogu"
  • 18 -- doskonały (nic dodać, nic ująć)
  • 19 -- Powrócony, dotyczy tych, co zawrócili z drogi, by wspierać w walce swoich braci w czasie wielkiej przemiany
  • 20 -- Powrócony żyjący, aktywny
  • 21 -- Powrócony umarły
  • 22 -- ten, który przyszedł, obudzony Schodzący
  • 23 -- ten, który zmienia, Schodzący w działaniu
  • 24 -- ten, który zapisuje, Schodzący skutecznie wypełniający wolę Ojca
  • 25 -- budowniczy oceniający, bezpośredni promień Jana, który przymierza się do zadania
  • 26 -- budowniczy działający, cząstka Jana przekształcająca tę rzeczywistość w postaci schodzącego
  • 27 -- budowniczy odpoczywający, promień schodzący u końca swej działalności
  • 28 -- istniejący, cząstka Boga w tej rzeczywistości działająca z i obok Jana, złoty Schodzący zjednoczony z Ojcem
  • 29 -- rozproszony "w całej przestrzeni działania"
  • 30 -- Ten, Który Zejdzie, istota, której zamiary zmieniają rzeczywistość w całym Multiwersum (był nim też Jezus); posłany przez Boga; prorok

Ustalenie poziomu duchowego nie oznacza jeszcze, iż owa osoba w pełni w tym obszarze funkcjonuje. Umiejscowienie w określonym punkcie nakreśla tylko zarysowane możliwości duchowe takiego człowieka. By się one w pełni w nim przejawiły, musi nastąpić zjednoczenie tych parametrów w poziomie duchowym i mocy duchowej. Najczęściej moc pozostaje daleko w tyle, co oznacza, iż przed adeptem jeszcze dużo pracy nad pokonaniem własnych słabości. Gdy oba parametry zestawią się w jednej linii, pozostaje już tylko uruchomienie stosownych do nich zdolności. Niemniej dwie osoby o tym samym poziomie w mocy i duchowości mogą się znacznie różnić w odbiorze świata, umiejętnością walczenia o własne szczęście i charakterem działań na rzecz przebudowy otaczającej ich rzeczywistości. Wynika to z różnic istniejących w psychice i umyśle, a także kulturowych, społecznych itd. Kształtowane jest rozmiarem posiadanej wiedzy i umiejętnością jej wykorzystania. Jest korelacyjne ze środowiskiem, a przede wszystkim z energetyką ludzi, którzy wywierają wpływ na ich działania.

Ważne jest jedno: ludzie pozostający we władzy energii jedynej od poziomu dziewiątego zawsze się wspierają. Całą swoją istotą odczuwają współbrzmienie i jedność w pozornie różnej pracy. Stanowią jedną wielką rodzinę przekształcającą ten świat dla dobra swego i innych. To współbrzmienie.

W energii przeciwnej spotykamy się na zupełnie odmiennymi mechanizmami. To obszar stałej konkurencji i podporządkowania wszystkiego wszystkiemu. Każda rzecz, każdy argument jest źródłem nacisku, orężem, którym toruje się drogę do zwierzchnictwa, do formalnego wywyższania się. Każda metoda jest dobra, o ile skutecznie pozwala zapanować nad słabszym konkurentem. Dyplom, mięśnie, władza, układy, agresja, nienawiść itd., cokolwiek, co prowadzi do zwycięstwa, jest godne zabiegów. Interes ogółu to mrzonka, historyjka, którą skarmia się naiwnych po to, by ich efektywniej uzależniać od siebie i wykorzystywać. Miodopłynne słowa o braterstwie, o prawie moralnym, o Bogu i cnocie sierotki Marysi są ujęte na kształt mitu, którym się łamie wolę poddanych. To obszar działania całego oprogramowania matrycy, i kto je przyjmie za swoje, natychmiast uruchamia potężne moce, dzięki którym bez problemów ujarzmia się ludzi kierujących się głosem rozsądku i sercem, czyli zakotwiczonych w energii jedynej, tej mającej nałożone progi.

Ten świat nie zna kompromisów, układy są wyłącznie próbą sił, gdzie w każdej chwili mogą nastąpić przetasowania. To pole ustawicznej walki, stałych nieporozumień i nagonek na przeciwników. A im większe zezwierzęcenie, im bardziej zaawansowana ciemna przemiana, tym większa moc energetyczna i programowo wymuszone większe uznanie w oczach społeczeństwa. Także większa skrzynia skarbów. Tyle tylko, że tutaj iluzja goni iluzję. Bolesne niespełnienie powoduje stan napięcia, który każdy stara się stłumić stałym podnoszeniem poprzeczki dla własnych dążeń, by w tym nadmiernym wysiłku zagłuszyć jęk własnej duszy. Im więcej wyzwań, im więcej zysków, im więcej partnerów, im więcej czegokolwiek, tym większe zatracanie się w pracy i coraz mniejsza wiara w osiągnięcie spokoju. Zdobycie kolejnego szczytu niczego już nie potrafi zmienić. Jak bumerang powraca napięcie i znów topi się lęk w pogoni za dobrami, miłością i władzą. Byle zagłuszyć samego siebie. I tak w kółko Macieju.

Interpretację nazw poziomów duchowych w energii przeciwnej znajdą Państwo w zapiskach. Dodam tylko, iż od poziomu szóstego, kiedy zostaje uruchomiona prawdziwa moc grzeszna, człowiek z wolna się zatraca, staje się zły, coraz bardziej występny, wyraźnie antyludzki. Szóstka, to pierwsze przekleństwo, to chory egoizm. Taki człowiek pozostałych ludzi traktuje instrumentalnie, podmiotowo, jak narzędzie do spełniania zachcianek.

Od dziewiątki mamy do czynienia z autentycznym zezwierzęceniem, istotą świadomie wykorzystującą ludzi i czerpiącą z podporządkowywania ich sobie niebywałą radość. To pan stworzenia, to najwspanialszy i najpiękniejszy okaz na tej ziemi.

Od jedenastki postrzegamy bezkompromisowe niszczenie ludzkiej egzystencji. Człowiek to "nic", to "odpad", który ma budować świat według ich planów i zachcianek.

Przy trzynastce do akcji wkraczają ciemne siły i poprzez człowieka aktywnie przebudowują ten świat tak, by nadal utrzymywał formę kazamatów, by serce łamała nieprawość. To zło w ludzkiej postaci. I proszę nie dać się zwieść wystudiowanemu uśmiechowi. To mistrzowskie aktorstwo, gra o waszą duszę.

Szesnastka jest kresem tej drogi. To mag, prawdziwa potęga zła, która potrafi zapanować nad każdym umysłem. Zresztą, z tej umiejętności skutecznie korzysta każdy nieprawy od poziomu jedenastego. Stykając się z takim człowiekiem, jest się narażonym na wielkie niebezpieczeństwo: na całkowite podporządkowanie, na przenicowanie umysłu pod kątem jego chorych aspiracji. Uchwycicie to na skali jako "ograniczenia". Takim magiem jest też Sai Baba.

Sprawdźcie ograniczenia (zaprogramowanie), jakim podlega wielu ludzi po spotkaniu z nim, a raczej z siłami wokół niego zgromadzonymi, a bardzo się zdziwicie.

Moc duchowa w walce na energie ma zasadnicze znaczenie. Zawsze zwycięża ten, kto znajduje się na jej wyższym poziomie, bez względu na rodzaj energii. Tak jak ilość nici decyduje o osiąganiu życiowych celów, tak moc o dominacji nad drugim człowiekiem. Wykształcenie, siła mięśni, władza itd. nie budują tej mocy, mogą co najwyżej być jednym z jej przejawów.

Wielu z was nieraz w życiu znalazło się w niezręcznej sytuacji, gdy próbowaliście przekonać zwyczajnego egoistę do swoich racji. Okazywało się to niemożliwe z tej prostej przyczyny, iż natura zła posługuje się potężniejszą energetyką. Żadne argumenty, choćby najsłuszniejsze, żadne zastraszenia, choćby żywcem wyjęte z kryminałów, nie są w stanie złamać woli złego człowieka.

Ponieważ światem rządzą przede wszystkim ludzie korzystający z mocy przeciwnej, nie ma co się dziwić, że ich zwierzchnictwo w pracy daje się solidnie we znaki. Gnieceni energetycznie podwładni dają się bezwzględnie wykorzystywać, poniżać i okradać. Oprogramowani, uważają to za naturalny stan. Jednak to nie autorytet zwierzchników ich przytłacza i pozbawia argumentów, ale ich przytłaczająca przewaga energetyczna.

Ten sam schemat funkcjonuje między ludźmi o wątpliwej reputacji, czego kryminaliści są wzorcowym przykładem, oraz masowo w religii i ezoteryce. To zresztą doskonale współpracujące z sobą małżeństwo. Rzekomi przywódcy duchowi, którzy z wystudiowanym uśmiechem wszystkowiedzącego mistrza tulą was do swej piersi podczas afirmowania oklepanej prawdy, samą swoją wolą kodują w was uzależniające programy. Potem bez sprzeciwu przyjmujecie ich wzorce zachowań, spełniacie zachcianki, służycie osobą i pieniędzmi. Popadając w ruinę egzystencjalną, niszcząc więzy rodzinne i dotychczasowe wyobrażenie o świecie, zdajecie się na łaskę tych, dla których znaczycie dokładnie tyle, na ile się dacie wycyckać.

Jedną trzecią osób przyjeżdżających do mnie na konsultacje stanowią właśnie energetyczne kaleki, ludzie z wkodowanymi programami uzależnienia. A działanie programów jest tak totalne, iż wielu nie wierzy w ich wykasowanie. W obawie przed odwetem ze strony podłączeniowców płaczą, wiją się i błagają o pomoc, wcale jej nie oczekując. Wielu straciło rodziny, wielu popadło w środowiskowe zapomnienie, wielu zaprzepaściło dorobek swojego życia i stoczyło się na samo dno, ale ich łamana przez diabelskie programy wola jakby nie wierzyła w cud ocalenia.

Proszę tego źle nie odebrać, bo nie o idee tu chodzi, ale o posługujących się nimi ludzi, lecz największy odłam pokaleczonych przez programy ludzi, z którymi mam do czynienia, stanowią uczestnicy kursów reiki. Choć samo praniczne uzdrawianie zasługuje na szacunek, to prowadzący kursy są najczęściej energetycznymi wtyczkami ciemnych sił. Za ich pośrednictwem wstawiane są kursowiczom kotwy, które czynią z nich egzystencjalne zombie.

Pokazywana w amerykańskiej telewizji audycja o inicjacji uzdrowiciela przez mistrza reiki, który wypalił w umyśle adepta program uzależnienia widoczny jako czarny punkt w środku głowy, nie jest atakiem medycznego establishmentu na tę formę leczenia, lecz smutną rzeczywistością.

Także w Polsce zagnieździła się i doskonale działa grupa wszelkiej maści nauczycieli uzdrawiania, którzy żerują na ludzkiej naiwności. Nie tylko pobierają stały haracz za pracę swych uczniów, sięgający nawet połowy dochodów, ale licencją okładają taki a nie inny rytuał uzdrawiania. Głoszą, że akurat ta konkretna technika jest z woli Góry ich osobistą własnością (w rzeczywistości kopiują ją z wielu dostępnych źródeł), więc za korzystanie z niej należy się im odstępne.

Dla wielu to bzdura, niemniej sami zainteresowani bardzo cierpią z tego powodu. Nie mówię o nieoficjalnym bandytyzmie, ale o niepokoju, o ustawicznym stanie zagrożenia, który chwyta umysł, gdy tylko pojawiają się myśli o boskiej sprawiedliwości, o uwolnieniu z koszmaru, o zaniechaniu uzdrawiania.

Osobiście rozmawiałem z kilkoma osobami z tzw. palestry ezoterycznej, które na wystawnych bankietach szydzą z rzeszy naiwnych. Nie tyle drwią z ich ignorancji, co za sprawiedliwy uważają układ, gdzie istoty "wyższe", za jakie się uważają, mają prawo wysługiwać się istotami "niższymi" z tej prostej przyczyny, że świat właśnie tak został skonstruowany. O Bogu nie zwykli rozmawiać, uważając Go za uniwersalną energię, na której robi się kokosy.

Podobnie funkcjonuje oprogramowanie. Samą reiki tak rytualnie ustawiono, by zamknąć ucznia w niemocy, by uwierzył, że tylko zaliczenie wszystkich szczebli wtajemniczenia da mu prawdziwą moc uzdrawiania. Rozumiecie? Od początku wierzy, że moc znajdzie dopiero po zaliczeniu ostatniego wtajemniczenia. O długości i kosztowności takich kursów, o błędności pojęć i tworzeniu rytuału tylko po to, by wyłudzić jak najwięcej pieniędzy, nie będę wspominać. Po co? Niemniej sama idea uzdrawiania jest słuszna, tyle tylko że powinna zostać okrojona w treściach o 98%. Ale wówczas za mało by się na tym zarabiało.

Wracając do mocy. Im wyższy poziom mocy, tym skuteczniejszy wpływ na osobę o słabszej energetyce. I nie ma zmiłuj się aniele. Poziom duchowy świadczy o charakterze, o moralności, o postrzeganiu Boga w drugim człowieku. Moc oznacza stopień tej moralności. Proszę zauważyć, że Schodzący, bez względu na wielkość duchową w energii przeciwnej, w ogóle nie korzystają z energii w tym obszarze. Taką moc Góra nazywa "zawiązaną". Co oczywiste, ich poziom duchowy w energii jedynej jest również bardzo wysoki, podczas gdy ludzie nikczemni są tu co najwyżej odnotowani w mocy powstałej i przeciętnej. W ten sposób łatwo się dowiedzieć, czy mamy do czynienia z kimś wyjątkowym, czy też z pospolitym łajdakiem.

Reasumując: zwyczajowo sprawdzamy poziom duchowy i moc w energii jedynej, przeciwnej i boskiej, przy założeniu, że z mocy w energii przeciwnej

Skala wyzwolenia.

W szacowaniu rozwoju człowieka istotnym czynnikiem jest zbadanie jego poziomu doskonałości, który w jednej ze swoich odsłon bardzo dobrze określa stopień wyzwolenia się człowieka od wpływu pragnień, myśli i obciążeń karmicznych. Te ostatnie mówią wprost o naszej umiejętności budowania uczciwych relacji międzyludzkich, które nie pozwalają długami zadośćuczynienia obciążać naszego sumienia. Jak mówi stare porzekadło: kto stale zabiera, ten się w piekle poniewiera. Należy to rozumieć dosłownie, a piekło odnieść do oczyszczających płomieni własnego ducha.

Wartości mieszczące się na poziomie przeciętnym mówią wyraźnie, iż taka osoba znajduje się w duchowym żłobku. Rzecz w tym, że w naszych współczesnych czasach takich osób jest niewiele. W większości ludzie znajdują się na poziomie dobrym lub pozakarmicznym; oczywiście gdy odczytu dokonuje się u schyłku życia osoby badanej. Wiadomo bowiem, że im młodszy człowiek, tym większa praca nad sobą go czeka.

Prawdziwa zabawa zaczyna się wówczas, gdy mamy do czynienia z osobami, u których pragnienia, myśli, wyzwolenie od karmy i wolność duchowa znajdują się na różnych poziomach, co oznacza zawsze duchową niezborność. Nie jest to wada, ale na pewno ma to swoje przełożenie na zachowanie w życiu.

Pozwolę sobie dla przykładu podać jeden z ostatnich odczytów, jakich dokonywałem, który doskonale nadaje się jako lekcja poglądowa. Pan w wieku 43 lat, wyzwolenie od pragnień - 2,5, wyzwolenie od myśli na poziomie 5,5, wyzwolenie od karmy 4, wolność duchowa - 3. Co to oznacza? Nie trzeba się wspierać innymi skalami, by widzieć mękę, jak ten pan toczy w swoim życiu. Ponieważ jego przygoda z życiem na tej planecie dobiega końca, ponieważ ma intuicyjny kontakt ze sferą duchową, ponieważ czuje całą swoją istotą, że musi uwolnić własną duszę z koła ponownych wcieleń, bardzo się stara udoskonalić sam siebie, o czym świadczy wysoki stopień wolności duchowej. Męczy go świadomość ulegania pokusom tego świata, które stara się intelektualnie zagłuszyć, do czego zachęca go duchowa dojrzałość przejawiająca się w formie aktywnej intuicji. Ten człowiek wyraźnie cierpi, nie mogąc zapanować nad emocjami, co potwierdziły inne skale. I rzeczywiście. Mężczyzna ten przyznał, iż od lat medytuje i prosi Boga o wybawienie go od pokus tego życia. Możemy się tylko domyślać, jakiego rodzaju to pokusy, lecz nie to jest tu istotne, ale fakt, iż człowiek ten usilnie dąży do pokonania własnych słabości, którym ulegał i w poprzednich wcieleniach. Doświadczanie własnych ułomności i doskonałości w tym samym czasie musi być doprawdy deprymujące. Na pocieszenie należy dodać, że uporczywe dążenie do zrozumienia energii emocji i zapanowania nad nimi przyniesie w końcu efekty i za 6-7 lat mężczyzna ten znajdzie ukojenie.

Może też się zdarzyć sytuacja odwrotna, kiedy ktoś doskonale radzący sobie z myślami i pragnieniami nie potrafi wspiąć się na duchowe wyżyny. Może to oznaczać tylko jedno: dług karmiczny albo zaprzeczanie istniejącemu w sobie pierwiastkowi duchowemu. A jak wielu się domyśla, można opuścić ten świat dopiero po wypaleniu się wyjątkowo ciążących zobowiązań i po odkryciu w sobie nici łączącej nasze serce z duchem multiwersum.

Jeśli ktoś nie jest w temacie lub nie czytał moich książek z pewnością ma trudność z poprawnym odczytaniem znaczenia skali wyzwolenia. Przypomnę więc ku dbałości o szczegóły, że wyzwolenie od pragnień oznacza nasze panowanie nad emocjami, umiejętność hamowania tych pragnień, które nie służą naszemu i innych wzrostowi. To podstawowa lekcja życia, którą się ustawicznie przerabia. Im doskonalsi jesteśmy w selekcji pragnień, tym bliżsi jesteśmy dnia, w którym uwolniony od nich umysł skupi się na energiach zawartych w sercu i przejawi się w nich, odnajdując duchową nić.

Wyzwolenie od myśli symbolizuje naszą walkę z jarzmem hierarchii, ze strukturami, które pochłaniają naszą indywidualność, a zarazem niszczą naszą duchowość, dzieląc nas nieustannie na obce, wrogie sobie kawałeczki. Im wyższy poziom, tym właściwsze pojmowanie naszej roli w życiu, która nie ogranicza się do nieustannego powielania narzuconych nam wzorców, ale ma też wymiar osobisty, który powinien coraz wyraźniej stanowić o postrzeganych zależnościach. Prościej ujmując - skala wyzwolenia od myśli tłumaczy, w jakim zakresie jesteśmy świadomi wpływu na nasz umysł myśli i idei nie pochodzących od nas samych, mających źródło zewnętrzne. Określa poziom naszej samoświadomości i samodecyzyjności (odpowiedzialności i duchowej siły).

Wyzwolenie od karmy należy rozumieć dosłownie. I nie trzeba ustalać, jaki jest tu udział przerobienia lekcji "pragnień" i "myśli", a jaki wynika ze szlachetności serca, które nie uwikłało się w zależności z rodzaju tych dotyczących wybaczania.

Wolność duchowa to nie tylko potwierdzenie wysokiego poziomu duchowej inteligencji, ale na dodatek ustalenie koherencyjności serca z wibracjami wyższych wymiarów. To energetyka i umysł zjednane we wspólnym brzmieniu duchowej harmonii, co jawnie podpowiada, iż rozkwitającej w człowieku potrzeby miłości i miłosierdzia nic nie jest w stanie zagłuszyć. To także stempel po aktem odczuwania związków z duchowością gatunku w obszarach energetycznych. Pośrednio potwierdzenie istnienia połączenia z własnym duchem.

Skala zazdrości

Tej chyba nikomu tłumaczyć nie trzeba. Dziwić raczej powinien fakt, iż nikt z podobnych skal nie korzysta na co dzień, co z pewnością uchroniłoby nas od wikłania się w przykre zależności z różnymi ludźmi. Tonem komentarza dodam tylko, iż zazdrość jest emocją poważnie obciążającą naszą energetykę, jest nadto uczuciem o różnorodnym zabarwieniu, w której taka składowa, jak miłość i nienawiść, są ledwie jednym z tworzących ją elementów. Lecz nad tym nie trzeba się zastanawiać, bo każdy posiada czujnik informujący go o nakładaniu tego uczucia na czyjeś wyobrażenie. To samo można odwrócić i zmierzyć identyczne uczucie żywione w stosunku do naszej osoby. Charakter tego uczucia jest przez wszystkich zrozumiany i nie trzeba się nad nim rozwodzić. Każdego z nas przecież matka uczyła, by unikać osób, które są zazdrosne, gdyż w swojej zazdrości nie są one w stanie kontrolować własnego zachowania, przez co tym samym stają się niebezpieczne, zarówno w obszarze myśli, jak i działań. Wystrzegajmy się więc zazdrości ku naszemu obopólnemu dobru.

Skala wiary

Skala wiary wraz ze skalą zaangażowania mówią wprost o sile woli, która kształtuje rzeczywistość podług ludzkich zamysłów. I jest to rozumowanie zasadniczo poprawne, z jednym wprawdzie zastrzeżeniem: siła woli nie oznacza silnej osobowości, choć najczęściej obie te rzeczy dzielnie się wspierają. Silna osobowość, a bardziej poprawnie mówiąc "harmonijna", zależy przede wszystkim od pierwiastka duchowego, który scala niejako w jedną całość wiele powłok świadomości. Nie mylić tego z literackim pojęciem silnej osobowości, którą przypina się osobom upartym, a nawet uciążliwym dla otoczenia.

Natomiast silna wola jest aktem działania i wiary, który praktycznie toruje drogę w życiu w konkretnych, zamierzonych działaniach. Nie jest ona stałą wartością i dotyczy raczej konkretnych celów niż staje się ogólnym modelem ekspresji. Zawsze w jedne sprawy jesteśmy bardziej zaangażowani niż w inne. I zawsze to zaangażowanie możemy świadomie, z wolnego wyboru ograniczyć lub zintensyfikować.

Silna wola wraz z silną (harmonijną) osobowością mówi już wprost o mocy duchowej, która stanowi o wartości człowieka i którą odczytujemy na skali przepracowania ciał subtelnych. Im bardziej rozwinięte ciało duchowe (przyczynowe), tym większą moc duchową posiadamy i w tym większym stopniu naszym przedsięwzięciom patronują Siły Wyższe.

Można też skorzystać ze skali "Mocy duchowej", która w tym przypadku jest praktyczniejsza.

Powtórzymy: chcąc prawidłowo poznać nasze szanse na przekształcanie rzeczywistości wielowymiarowej w jakimś konkretnym działaniu, odczytujemy to na skali wiary i zaangażowania, które roboczo nazywa się siłą woli. Gdy interesuje nas aspekt twórczy, duchowy, bo akurat wnikamy w kwestie czysto duchowe, warto wspomóc się odczytem na skali mocy duchowej, która prawidłowo ukaże nasze "profesjonalne" karmiczne przygotowanie.

Przy pracy ze skalą wiary proszę dokładnie zrozumieć znaczenie "punktu uwierzenia", którego przekroczenie oznacza, iż od tej pory człowiek już z łatwością potrafi wytrwać w podjętym zamierzeniu. To, co już stworzył swoim gorącym przekonaniem, zaczyna na niego silnie oddziaływać, zachęcając do jeszcze większego wysiłku. Zmiany zaszły tak daleko, iż tworzona nowa rzeczywistość w swym zaistnieniu wymaga już stałego potwierdzania uczestnictwa, siły motywującej, jaką jest ludzkie pragnienie (przyzwolenie).

Skala zaangażowania

Tłumaczyć jej nie trzeba. Tu też istnieje punkt, którego osiągnięcie jest przełomowe w naszych wysiłkach. Od tej chwili jest z górki, choć do sukcesu jeszcze kawałek drogi.

Ciekawym określeniem podsumowano dziesiąty stopień, nazywając go teatrem, w którym człowiek jak na scenie ustawia siły chaosu podług wyreżyserowanego przez siebie spektaklu. Tu można być i widzem, i aktorem, i sceną jednocześnie, jeśli na skali wiary osiągnęło się podobną wartość.

ŹRÓDŁO

Powrót do spisu treści