Powrót do spisu treści

SYN BOŻY A CZARNY HOLOGRAM

Przenieśmy się tam gdzie Duch przemawia do duszy, gdzie można usłyszeć historię o początkach istoty ludzkiej, jak i o tym czym ona jest i w co została przemieniona. Bez tych wyjaśnień nie będzie można ukazać procesów jakie doprowadziły wielu ludzi do tego czym się stali. Będzie to także nauką i przestrogą dla tych, którzy przecząc swojemu sumieniu wciąż wolą wierzyć, że promowanie zła jest korzystniejszym wyborem niż włożenie wysiłku w odnalezienie swego prawdziwego Ja.

Istotę ludzką czyli Syna Bożego (nie duszę czy Ducha) stworzył Bóg na obraz i podobieństwo swoje. By dziecko mogło się rozwijać stworzył dla niego piękny pokój zabaw. W nim (czyli w Raju) doświadczyło ono takiego bezmiaru ojcowskiej miłości i troski, że nasiąknęło nim i swoją wolną wolą przyjęło go jako podstawową strukturę swej istoty. Od tej chwili zawsze gdy uruchamiało w sobie te stany uzyskiwało kontakt z ojcem i mogło go prosić o cokolwiek. Gdy dziecko podrosło i odczuło potrzebę zdobycia wiedzy o tym jak powstał Raj, by taki sam mogło wykreować własnymi rękami, odważnie zerwało owoc z drzewa poznania będącego jednocześnie drzewem dobrego i złego (wyboru) i zeszło w niższe światy. Bóg obdarzył je (czyli czystą świadomość) darem obecności, który pozwolił mu doświadczać życia w wielu wymiarach (głębi) i na wielu poziomach (płaszczyznach). By poznanie siebie i życia było jak najpełniejsze Syn Boży został pomnożony, a wersje światów czyli fragmenty rzeczywistości rozszerzone. Znamy tą historię w zubożonej wersji jako mit o Adamie i Ewie, a w bardziej rozbudowanej jako symbolikę Trójcy Świętej gdzie Bóg i Syn Boży łączą się z sobą w doświadczaniu wielkiej rzeczywistości, której głębią i płaszczyznami jest Duch Święty będący zarazem sumą wszystkich związków Syna Bożego z całością czyli z rzeczywistością.

Tylko ten, który pojmuje zawarte w sobie duchowe archetypy i staje się ostatnim z poszukiwanych artefaktów może w pełni odczuć w sobie powłoki czyli ciała, które stworzono dla Syna Bożego by mógł on za ich pomocą doświadczać życia duchowego, duszebnego czyli energetycznego i człowieczego czyli fizycznego. Powłok tych jest dwanaście choć obejmują zaledwie osiem poziomów głębi. Niektóre z powłok nie są przypisane do określonego wymiaru i stanowią coś w rodzaju spoiny łączącej z sobą inne powłoki, np. ektoplazma łączy duszę z ciałem fizycznym, a Chrystus znany jako wewnętrzny ojciec Ducha ludzkiego z Synem Bożym lub Syna Bożego z Bogiem Ojcem. To ostatnie połączenie jest kluczem do uruchomienia kanału komunikacyjnego z pozarzeczywistością. Uruchomienie tego kanału nie oznacza, że osoba jest już doskonała. Oznacza to, że osiągnęła ona już pewną energetyczną wartość i pewną duchową poprawność, która pozwala jej na pewne manewry. Trzeba jednak się dalej doskonalić by ten kanał na drugą stronę na stałe się otworzył (pełna doskonałość). Chrystus nie uczestniczy w rozmowach duszy czyli umysłu ze świadomością czy świadomości z Jaźnią. On istnieje wyżej. W Duchu, w Jaźni. By tam dotrzeć, by obudzić w sobie Chrystusa trzeba najpierw zapanować nad umysłem, potem stać się świadomością, która jest zespoleniem wszystkich pól psychicznych, a dopiero potem, gdy w Chrystusie podniosą się wody duchowe, dusza - aktywna już Jaźń może pokusić się o kontakt z Bogiem. Bez stosownej wiedzy i doświadczenia nikt nie jest w stanie ocenić czy kontakt z Bogiem jest zwyczajną projekcją umysłu, grą świadomości, czy też prawdziwym objawieniem, któremu patronuje Jaźń. To największy problem współczesnej ezoteryki i każdej religii. Dotychczas nikt poprawnie nie wyłożył jak te sprawy się mają i jak nauczyć się rozróżniać to co dzieje się w wyobraźni od tego co zachodzi w świadomości, a potem jest z niej przerzucane do wyobraźni będącej czymś w rodzaju wspólnego pola komunikacyjno-interpretacyjnego.

Trzeba wiedzieć czym jest umysł, świadomość i Jaźń. Bez tego nie sposób rozpoznać czy ktoś fantazjuje gdy mówi o Bogu czy też doświadcza realnych stanów duchowych, które próbuje opisać językiem znanych nam pojęć. Choć oszust i mistyk doświadczają różnych stanów, to jednak z poziomu znanego nam świata, a więc słów, myśli i emocji, ich relacje mogą wyglądać podobnie. Przed tym błędem ostrzegał Budda nowicjuszy mówiąc o małym i dużym oświeceniu. Uczył, że bez doświadczenia nie można rozpoznać czy się stoi na granicy między umysłem a świadomością, świadomością a Jaźnią, Jaźnią a świadomością boską czyli czystą Jaźnią. Tylko garstka wtajemniczonych wie jak sprawy się mają i w jaki sposób odbywa się ściąganie informacji z najwyższych wymiarów. Pustym gadaniem można nabrać naiwnych, ale nie tych co weszli w doświadczenie. Jednak to właśnie lep pustego gadania przyciąga tych, którzy przedkładają lenistwo i iluzję nad prawdę i poświęcenie, a tych jest większość i to właśnie oni uroczystym marszem podążają wszędzie tam gdzie ich się chwali, wynosi i obłaskawia. Są drugim szeregiem zwołującym do ezoteryczno-religijnych pułapek wszystkich ludzi autentycznie szukających prawdy.

Ezoteryka zatrzymała się na twardej medytacji czyli na próbie przekroczenia granicy między umysłem, a świadomością co człowiekowi i tak nic nie daje jeśli jest zainteresowany rozwojem duchowym, a nie tylko zapanowaniem nad ruchem wewnętrznych energii. Problem w tym, że takie praktyki najczęściej doprowadzają do opętania, do trwałych zaburzeń psychicznych czy też do uzależnienia się od programowych pasm, które stale emitują hologramy, pod które masowo podłącza się na kursach osoby pracujące z umysłem. W tej chwili w Polsce organizuje się kursy tzw. rozwoju duchowego w 132 miejscach, przy czym tylko w kilku z nich prowadzący je opiekunowie w miarę dobrze orientują się w sprawach energetycznych dzięki czemu swoją niefachowością nie narażają uczestników na podobne niebezpieczeństwa. Reszta organizatorów świadomie żeruje na ludzkiej niewiedzy i ostro eksperymentuje z uzależnieniem ich od siebie. Tak prowadzą zajęcia by rzekome podróże w zaświaty były wyprawą w jedną stronę. W stronę światła projektorów systemowych lub w stronę ich własnych latarni. Na naszej planecie moc projektorów w ostatnim czasie została tak mocno spotęgowana, że ludzki umysł nie jest w ogóle zdolny do wyrwania się z pod ich wpływu. Właściwie to on sam stał się ich częścią. To przez niego wszystko co jest emitowane przez projektory oddziałuje na ludzkie myśli i emocje, które roboczo nazywamy psychiką. A ten który steruje psychiką kształtuje ludzkie postawy, ścieżki losu i dzieje całej cywilizacji.

Ludziom trudno uwierzyć w to, że ich psychika spoczywa w oceanie wielkiego energetycznego hologramu i że większość ich myśli i emocji nie powstała w ich własnym umyśle. Nie mogą bo zostali wyposażeni w kody uniemożliwiające zerwanie takich blokad jak i pełne odczuwanie zachodzących w nich zjawisk energetycznych. Dopóki takich blokad się nie zdejmie nie ma co marzyć o wolnej woli i świadomym postrzeganiu rzeczywistości. Samo usunięcie kodów (przez kogoś) nie załatwia sprawy bo przyzwyczajony do starych nawyków człowiek zwyczajnie pozostaje w starych stereotypach. Woli funkcjonować według dawnych schematów niż zmienić swoje zachowanie i zapanować nad umysłem, a więc i nad całą modyfikującą go chmurą programów. Jezus i Budda określili warunki jakie musi spełnić człowiek by uwaga została skupiona na jednej myśli, na jednym oddechu - na tzw. punkcie śmierci, kiedy to człowiek może na chwilę odciąć się od obcych krwiobiegów energetycznych i wypłynąć ponad wody hologramu. Ale by do tego doszło trzeba obudzić w sobie kontrolujące cały proces pasma duchowe, a tego warunku bez prawdziwego samozaparcia człowiek nie jest w stanie spełnić.

Gdy nagle pojmuje, że zabawa w duchowość jest poważną grą, na szali której stawia dawne przyzwyczajenia i międzyludzkie układy, to najczęściej się z niej wycofuje. Potrafi przerosnąć go najprostsza formuła nakazująca mu pracę nad sobą - utrzymanie czystości w myśli, słowie i czynie, a to przecież dopiero początek całej przemiany. Czasami bywa jeszcze gorzej. Wycofanie się z pracy nad sobą przeradza się w atawistyczną niechęć do całej duchowości i organiczną wrogość do wszystkiego co duchową mistykę przypomina. Pojawia się przy tym silna potrzeba udzielania się w organizacjach antyduchowych np. poprzez uczestnictwo w różnorakich kursach ezoterycznych lub przez powrót na łono Kościoła. To zabija tęsknotę za utraconym rajem dając złudną namiastkę spełnienia. Porażka przekształca się w pozór zwycięstwa - w moherowy festyn udawanej świętości. To od nas zależy czy z przyzwyczajenia będziemy posługiwać się starymi wzorcami zachowań, które łączą nas z energetycznym matrixem czy też wybierzemy łącze ze światem duchowym, które omija narkotyczne uzależnienie od hologramu. Wymaga to oczywiście pewnej wytrwałości w kształtowaniu nowej postawy, ale po odzyskaniu utraconej cząstki samego siebie nie ma już powrotu do starego wzorca. Świat i człowiek zmieniają się raz na zawsze. Naszą kondycję energetyczną i duchową możemy sprawdzić na skali rozbicia zapisów w archiwum zrodzenia czyli w macierzy. Każde odstępstwo od normy oznacza, że dane przez Stwórcę wzory zachowań zostały przez nas porzucone. Czy to z powodu popełnionych przez nas błędów czy też z powodu manipulacji naszą energetyką przez siły nam przeciwne, co w przypadku UFO już omówiliśmy.

Na tą planetę schodzą dusze, które dość mocno sprzeniewierzyły się Stwórcy co widać po 70% rozbiciu zapisów w macierzy zrodzenia. Nie dziwmy się więc, że czystości w myśli, słowie i czynie żaden z nas nie utrzymuje choć było to kiedyś przyjemne i proste. Tak bardzo nasiąknęliśmy negatywnymi wzorcami w poprzednich wcieleniach, tak nisko upadliśmy, że możemy się wzmacniać już tylko na mrocznych planetach, gdzie obok światła istnieje ciemność, a więc siły na nas polujące. Ziemia należy do grona takich planet - i nie jest to wesołe stwierdzenie. Co prawda światłość raz po raz zsyła ludzi, którzy potrafią wyprowadzić innych poza hologram, ukazując to co się naprawdę dzieje, ale jak dotąd niewielu przetrwało takie zejścia czego przykładem niech będzie historia z ukrzyżowanym Jezusem, którego nauki tak wypaczono i zarobaczono, że zostały nawet wpisane w czarny hologram. Także Ciemność przygotowała szereg pułapek na wszystkich co odczuwają silną potrzebę walki ze swoimi słabościami. Dla nich wyprodukowano Kościół jako atrapę świątyni i stworzono ezoterykę jako substytut pracy z umysłem.

Dużo i głośno mówi się o nowym porządku świata jak i o wejściu w wyższe wymiary, ale nic nie mówi się o tym, że ten tort nie zostanie pokrojony dla obecnie pokutujących tu dusz. Czarna chmura spowiła Ziemię ukrywając cały mechanizm prowadzący ludzi na zatracenie. W tym samym czasie obce cywilizacje zawładnęły planetą na planie materialnym i kosztem energetycznej padliny starają się przetrwać w jak najdoskonalszej formie. Skarmianiem ludzi nieprawdą o ich losie, wmawianiem o nadejściu lepszego jutra, umiejętnie utrzymują w biomaterii cały proces energetycznej samodestrukcji. Jeśli obecnie żyjący duszoludzie nie przebudzą się na czas to na trwałe zmieni się rzeczywistość energetyczna tej planety, a oni sami staną się martwym mięsem już za kilka dziesięcioleci. Jeśli człowiek na czas nie uruchomi w sobie miłości do wszystkiego i wszystkich to na pewno nie zdąży kupić powrotnej wizy do domu (nie biletu, bo trzeba najpierw dostać zezwolenie).

Ja wiem, że system, że hologram ma już przygotowane definicje kochania, duchowości, dobra i budzenia świadomości, ale są to formułki czcze i zwodnicze. My uczący się w mieście Orin bez problemu zrywamy wszystkie związki z hologramem, ale niewiele daje to tam gdzie oczyszczeni ludzie już pierwszą swoją myślą i pierwszym odruchem na powrót kotwią się w czarnym schemacie upadku popełniając te same błędy i po staremu wychwalają znieprawienie. By nie pozostawać pod wpływem czarnego hologramu, który filtruje nawet naszą biologię i łańcuch genetyczny, trzeba utrzymać określony reżim energetyczny i duchowy, a to wymaga samozaparcia, jest bolesne i naraża na konflikty we własnym środowisku, które tonie przecież pod warstwą niskich wibracji.

Wiedza o tym jak rzeczywiście sprawy się mają nawet dla nas jest trudna do przyjęcia, dlatego często wielokrotnie wchodzimy w to samo doświadczenie by tylko być pewnym, że nie tracimy zdrowego rozsądku. Czasem dopiero po jakimś czasie umysł przyjmuje to co potem staje się proste i oczywiste. Jednak mówienie o tym jak wyglądają związki człowieka ze światem energetycznym jest niebezpieczne choćby dlatego, że to czego uczy nas "Góra" innym wydawać się może czystym absurdem. Lepiej już radzimy sobie z własnym dziećmi, które dorastając pod ochroną naszego energetycznego parasola często same widzą lepiej i lepiej sobie radzą niż my na początku drogi. Z człowiekiem tak już jest, że to czego sam nie doświadczy będzie budzić w nim wątpliwości i wpływać na ocenę słów i postawy drugiego człowieka. Wiedza jest tu kluczem do sukcesu (wiedza ochrania), ale ta prawdziwa, nie ta podrzucona przez system i będąca niczym stęchłe ziarno dla ślepych kur. Gdybyśmy setki lat temu starali się wyjaśnić tamtejszym naukowcom czym są wirusy i bakterie wyśmiano by nas i odprawiono z kwitkiem. Gorzej, nasze zapewnienia, że są to krążące we krwi małe organizmy zostałyby uznane za herezję. Stosy jaśnieją takimi dostawcami informacji do dziś utrzymując świat w ciemności i upadku podczas gdy ci co stosy rozpalają mają się dobrze i są przez system nagradzani. To oni wciąż święcie wierzą w to, że Ziemia jest plackiem, poza krawędzią którego, spada się do piekła. To oni wciąż urządzają ezoteryczne spędy i kościelne festyny szukając ofiar do rąbania kasy i egzystencjalnego podporządkowania. Dzisiejsza duchowość i ezoteryka jest takim samym ogłupianiem mas jak dawniej i tak samo jak dawniej tworzą ją zręcznie ustawione programy, które poprzez wspólny hologram utrzymują ludzką świadomość w energetycznej hipnozie, pozwalając pod jej nieobecność rozrabiać umysłowi do woli.

A ponieważ umysł sam jest programem bardzo łatwo jest zarazić go dowolnym wirusem lub tak zmienić jego ustawienia sterujące myśleniem i emocjami, by tylko jemu były podległe. Tak oprogramowany człowiek na zawsze traci kontakt ze świadomością i dożywotnio staje się niewolnikiem własnego umysłu (pozostają dwa czakramy, a reszta zanika). Będąc ofiarą swojej niewiedzy uznaje, że wszystko jest w należytym porządku i w bezrefleksyjnym myśleniu podąża przez życie ani podejrzewając, że miało ono zupełnie inaczej wyglądać. Gdy się mu sygnalizuje, że jest coś nie tak, ma to za nic, bo na samą myśl, że musiałby zmienić swoje ustawienia z ludźmi i ze światem, jak i siebie przebudować, ogarnia go zmęczenie, strach i lenistwo. Wtedy natychmiast przypomina sobie o wygodnej kościelnej wizji Boga oraz o ezoterycznym zachwycie nad swoją wspaniałością. By się z tego zaklętego kręgu słabości wyrwać i przestać oszukiwać należałoby się uzbroić w niebywałą odwagę. Ale jak to zrobić skoro system pozbawił człowieka wartości zastępując jego imię numerkiem, rangą i emblematem? Jak odzyskać moc i akceptację bez wchodzenia w kolejną iluzję, skoro system (poprzez emblematy i hierarchię) upośledza wiarę człowieka we własne siły do 30%, a "gwiazdka na mundurze policjanta" hamuje właściwe postrzeganie (nosiciela owej gwiazdki) roli w społeczeństwie aż do 50%.

System uczynił obywatela słabym i anonimowym, nakazał mu podążać fałszywą drogą cudzych ideałów i cudzych sukcesów. Już Budda przyznawał, że ludzie śnią nie swoim życiem, a gdy któryś się budził to ujrzawszy prawdę wolał sam wrócić do snu niż z innymi przemierzać ugory. Dlaczego? Bo świat nie przygotował mu nowego domu (sarkastycznie). Każdy z nas musi odczuwać jedność ze światem i ludźmi. Przejście z pustki w pustkę nic nie zmienia. Nic nie daje poza bólem i odczuciem zawodu. Rzadko się zdarza by obudzeni w prawdzie ludzie mieli okazję wziąć się za ręce i rozpocząć nowe życie. By temu zapobiec, by to im się nie udało przygotowano szereg drastycznych rozwiązań. Dość wspomnieć o dwóch tysiącach heretyckich organizacji, które Kościół sprzątnął z powierzchni ziemi gdy ruchy reformatorskie zagroziły jego pozycji. Ogniem stosów, mieczem inkwizycji, ideologicznym zacofaniem i politycznym terrorem zdławił wszelki opór opozycji na stulecia sprowadzając na świat ciemnotę, strach i wszelkiego rodzaju zarazy. Bez stworzenia nowej przestrzeni, nowej enklawy, w której nowy gatunek człowieka mógłby zapuścić duchowe korzenie, wszelkie wysiłki zmierzające do utrzymania ładu bożego w ludziach i tak spełzną na niczym. Czarny hologram czyli systemowe prawo, poprzez bliższą i dalszą rodzinę, każdego ośmieszy i zdepcze. Kościół zarzuci ci przynależność do sekty, mafia ezoteryczna ogłosi cię fałszywym prorokiem, a bliscy się odsuną i będą z ciebie szydzić.

Czarny hologram też ma swoich nauczycieli i wytrawnych emisariuszy. Oni używają tych samych słów i mają na dodatek ułatwione zadanie bo wspiera ich sam "Pan system". Kościelne inscenizacje, tantryczny dotyk, energetyczne przeładowanie DNA połączone z przeprogramowaniem umysłu i już jesteś ich. Modne jest to co przynosi korzyść w pięć minut, a nie to do czego dochodzi się latami. Nie dziwmy się więc, że w nowy "wymiar" wejdzie zaledwie 150 tysięcy z obecnie żyjących dusz. Reszta, choć trudno w to uwierzyć, stanie się paliwem dla ciemności lub skrzynią części zamiennych dla UFO. Wróćmy do naszej przerwanej opowieści o stworzeniu czystej świadomości. Syn Boży zszedł w dół by poznać stworzony dlań świat i nauczyć się go utrzymywać w doskonałości. Chciał też poznać samego siebie i swoją moc, która z czasem miała dorównać potędze stwórczej, a potem potędze boskiej i boskiej kreacji. Jako Świadomość nie potrafił nic poza trwaniem w pozarzeczywistości czyli Raju, ale dzięki darowi obecności mógł wejść w przygotowane dla niego powłoki. Takie skafandry, które umieszczono w przestrzeni duchowej, energetycznej i fizycznej. Jako czysta świadomość wszedł w duchową powłokę, a jako Duch w duszę, po czym ta zamieszkała w ciele fizycznym uformowanym przez biologię na wielu płaszczyznach i na trzech poziomach głębi. I tak nastał dzień, kiedy Syn Boży otworzył swoje oczy na poziomie materii doświadczając radości z używania swych zmysłów fizycznych (dotyk, węch.) i energetycznych (myśli, emocje, marzenia).

Jako duszoczłowiek doświadczał dwóch światów jednocześnie. Nie mógł z tego doświadczenia zrezygnować ponieważ potrzeba odczuwania jedności ze światem i z ludźmi jest zaworem, którego nikt nie potrafi zakręcić. Ludzie muszą się wzajemnie tworzyć choćby charakter tych relacji nie wszystkim odpowiadał. Mogą się wzajemnie wyrazić w prawie wolnego wyboru jak i w prawie totalnego podporządkowania. Mogą też tworzyć wzory powiązań będących mieszaniną obu tych praw jednocześnie. Rzecz w tym, że prawo zawarte w duszy, którą powołuje Stwórca, nie obowiązuje Ducha, którego z kolei tworzy Bóg Twórca. Duch jest tu jednostką nadrzędną. Ogólnie obowiązuje jedna zasada wg której wszystkie powłoki istoty ludzkiej stwarza się w jednym prawie. Dzięki tej jednorodności Syn Boży dużo łatwiej podróżuje przez rzeczywistość składającą się z wielu światów zbudowanych przez Stwórców (przez istoty poniżej Boga Twórcy). Mimo to czysty Duch doskonale wyraża się w obu prawach i oba wykorzystuje do ojcowskiego prowadzenia podległych sobie dusz, dla których stara się być siłą inspirującą. On nie ma ograniczeń. Nie składa się bowiem z energii ani materii, nie towarzyszy mu też potrzeba myślenia, bo wszystko wie, ani potrzeba poznania bo wszystko już ujrzał i wszystkiego doświadczył. Jego unosi tylko jedno pragnienie (to nie potrzeba tylko stan duchowy). Ustawiczne kreowanie nowych form znanej sobie całości i opiekowania się nią (miłosierdzie).

Inaczej ma się rzecz z duszą, od której energetycznych wyborów zależy czy utrzyma ona związki z przypisanym do niej Duchem, czy też zacznie podlegać nowemu prawu co oznacza nieodwracalne odcięcie się od Stwórcy. Gdy mówimy, że Duch prowadzi jakąś duszę w prawie totalnego podporządkowania, to mamy na myśli ojcowską rękę, która nie pozwala dziecku osunąć się w przepaść. Ale gdy to samo prawo zaczyna stosować wobec innych dusza, którą stworzono w prawie wolnego wyboru, to ze względu na swą niedoskonałość, taki układ zawsze będzie miał charakter łamania woli drugiego człowieka, podporządkowania go sobie oraz narzucenia mu własnych rozwiązań bez względu na to czy będzie to się komuś podobało czy też nie. W odstępowaniu od prawa pomysłowość duszy nie zna granic. Kłamstwo, oszustwo, zastraszanie, zwodzenie, technika kija i marchewki, przymuszenie, osaczanie, pomawianie, zabijanie itd. Opisy pozostałych stu innych sposobów dławienia ludzkiej wolności możemy sobie odpuścić. Ich długą listę mamy wkodowaną we własne struktury DNA o czym stale przypomina sumienie.

Wszystkie te wrogie działania, to energetyczne znieprawienie przebudowuje ludzką duszę, kształtuje postrzeganie świata i na nowo modeluje jej postawę. Myśli i emocje układają się w nowy wzór, który utrwala DNA. To co złe niszczy powołaniowe DNA, to co dobre je odtwarza. Zapis tej walki, wynik tych zmagań z samym sobą, ta prawda o nas jest właśnie zarejestrowana w macierzy. Zajrzeć do niej potrafi każdy Duch lub dusza zdolna do takiego wysiłku. Każda dusza za czasów trwania w ciele fizycznym w mniejszym lub większym stopniu spaja swoje losy z siłami ciemności i z czarnym hologramem, jak i z siłami światła i białym hologramem. Układ tych sił łatwo dojrzeć na skali białego i czarnego kryształu. Ponieważ duszę trzyma przy życiu prawo w jakim została stworzona, odejście od prawa w czasie życiowych wyborów oznacza dla niej autentyczną śmierć. Ona to przeczuwa bo została wyposażona w sumienie, ale w czasie duchowych doświadczeń odczuwa też wolność Ducha i mylnie bierze je za własne uniesienie, a czasem i nią - ducha wolnością - na własną zgubę nasiąka. Wydaje się jej, że jest wielka i że jako król, jako prezydent, kierownik, sportowiec, głowa rodziny może robić wszystko co zechce od rozkazywania poczynając, a na zabijaniu kończąc.

Bywa i tak, że podłość duszy, jej odstępstwo od prawa jest tak wielkie, że Duch sam zrywa z nią więzy co przypomina odcięcie gnijącego palca u dłoni. A że dusza sama istnieć nie potrafi podłącza ją Duch, który swoją podróż rozpoczynał w światach zrodzonych w prawie totalnego podporządkowania. Dla niego, zwłaszcza gdy przynależy do gromady istot niszczących światy stworzone w prawie wolnego wyboru, to gratka - taki szczęśliwy traf, bo oto bez wysiłku pozyskuje słabnącą duszę, co dla niej ma fatalne skutki, bowiem umieszczenie jej w innym od powołaniowego prawie, przysparza jej ogromnych cierpień. Palenie żywym ogniem jest niczym wobec bólu jaki ją wtedy na zawsze ogarnia. Tego co musi ona znosić po zaprzeczeniu samej sobie żadnym słowem opisać nie sposób. Na szczęście żywot duszy jest określony i po jakimś czasie ginie ona tak samo jak i umiera starzejące się ciało fizyczne. Cała więc historia o naszym, czyli dusz wzrastaniu, polega na takim doświadczaniu ludzi i świata, by w kochaniu, by w wybaczaniu, by we współodczuwaniu i współtworzeniu tak się ugruntować, aby przed czasem naszej energetycznej śmierci, Duch zechciał nas połączyć z sobą na zawsze. Przynajmniej do czasu gdy on sam będzie spoglądał w oczy Synowi Bożemu, starając się wybadać czy ów go przyjmie, czy też odtrąci. To jest największy sekret energetycznej przemiany, największa tajemnica jaką mistrzowie ukryli w symbolice świętego Graala.


Powrót do spisu treści