Powrót do spisu treści

WIBROSŁOWO

Poszukaj słów, które podnoszą poziom Twojej wibracji (poprawiając np. zdrowie). Ich kompozycja może, ale nie musi, potegować działania. Samo słowo nic nie znaczy. Znaczenie ma wizja, która się w nim zawiera, która buduje określone zrosty w energetyczno-fizycznej przestrzeni człowieka. Często miłe dla ucha i umysłu słowo rodzi w organizmie totalne spustoszenie. Znaczenie ma też wibracja świata jaki człowiek swą obecnością chce utrzymywać. Słaby i chory potrzebuje wsparcia i wiary więc np. słowo "wojownik" i "żywa woda" może go nastroić pozytywnie i wprowadzić okreslone zmiany w strukturze przestrzeni, a nawet przy rytualizacji (forma medytacji, afirmacji i inne techniki energetyczne) może wprowadzić potrzebę zatrzymania chwilowych zmian, co może zostać odnotowane w DNA tworząc nową konfigurację zapisu.

Problem polega na tym, że nie zawsze to co umysł uznaje za właściwe i korzystne, odnosi dobroczynny skutek. Dość wspomnieć o religijnej, społecznej i systemowej mitologii, która stworzyła cały przemysł odwróconych artefaktów i archetypów, których celem jest wyłącznie robotyzacja. Tysiącletnie osiągnięcia na tym polu Ezoteryki, nie mające nic wspólnego z szamanizmem jak mandale, mantry i wiekszość energetycznych zabiegów, utrwala w człowieku sztuczny świat, ale jednak zharmonizowanych niskich wibracji, które zagęszczając pole elektromagnetyczne w strukturach ludzkich ciał, uniemożliwiają zarazem wznoszenie się w wyższe rejestry.

Człowiek, co prawda, wchodzi w stan uspokojenia wewnętrznych energii, traktując to jako potwierdzenie na poprawność zastosowanych technik formujących w nim wibracje, bo przecież się uspokaja i wycisza, ale nawet taki człowiek nie pomyśli o tym, że w ten sposób zamyka się tylko w określonym fragmencie samego siebie - w tej części własnej istoty, którą zawiaduje programowalny umysł pierwszego stopnia (drugi wymiar). Słowo programowalny oznacza iż w niewidocznej i pozawerbalnej przestrzeni podlega on stałej sile kodującej go, a poprzez niego programującej emocje, potrzeby i psychikę, strukturę ruchu, a także strukturę przestrzeni, na wartości uznane za właściwe na ten moment przez siły kontrolujące rozwój ludzkiej cywilizacji, czy tez przez siły będące jakąś konkretną grupą społeczną, a nawet pojedynczym człowiekiem (mającym w tym swój cel).

W grę wchodzi tu nie tylko technologia UFO i coraz bardziej ludzka, ale także istoty niematerialne i egregory, a nawet pozornie nieagresywna część natury np. rośliny, chmury energetyczne czy energetyczne mikroorganizmy. Potrzeba wiedzy i wysiłku by ogarnąć i tak ustawić swój język pojęć by nie używać niebezpiecznych słów i ich do siebie z zewnątrz nie przyjmować. Człowiek nie zdaje sobie sprawy z tego, że Internetowe trollowanie (sztuczne podgrzewanie emocjonalnej atmosfery) czy też medialne dyskusje np. o polityce czy sprawach społecznie męczących oraz wszelkie programy pobudzające emocje, że to wszystko jest prowokacją nakierowaną na zatrucie człowieka wibracją, przed którą on sam podświadomie się broni. Ataki są tak prowadzone, by w podniesionej dyskusji, jak najczęściej padały słowa klucze, które są w stanie zachwiać naszą energetyczną równowagą i zasiać w umyśle ziarna niepewności.

Opartych na socjotechnice, sposobów prowadzenia propagandowych rozmów, jest co nie miara, lecz to nie one są kluczem do wgrania nowego softwaru, ale sama obecność zaangażowanego w obronę swoich racji, człowieka. Sprowokowany (dyskusją) człowiek, sięgając po obronne słowo otwiera swój umysł na propagandowe treści, na informacyjne wirusy śmierci. Katalog słów (działających pozytywnie bądź negatywnie) to prawdziwy spis i fascynująca lektura, która z normalnością nie ma wiele wspólnego. To oniryczny (marzenia senne) stan, w którym dusza może sięgnąć po wibracje jakie ją wzmacniały przed tysiącem lat nawet (nim powstał system, który obecnie niszczy człowieka). To co często wydaje się bezsensowne, a nawet wstydliwe, może stać się potężnym narzędziem do odzyskania mocy i wiary w siebie.

Z ludzkiego słownictwa zniknęły słowa, które odnosiły się do stanów, jakie dawniej decydowały o jakości człowieka, a które nieprzypominane zostały zepchnięte w mrok energetycznej śmierci. To jak z mieszkańcem Grenlandii, który odróżniał sto kilkadziesiąt odcieni śniegu, każdy inaczej nazywając i w sobie odczuwając. Gdy z rejestru słów wymażemy sto tyczących się charakterystyki lodu, zubożony obszar doświadczeń zapisze się w następnym pokoleniu, nie pozwalając na wejście w stany, które były naturalne dla starszych pokoleń. Również degeneracja, czyli spadek wartości słowa, przyczynia się do uruchomienia w sobie innych wibracji niż to miało miejsce dawniej. Np. pogardliwe dziś słowo "kochanek" wzbudzało w naszych przodkach szczególne stany duchowe, które odbijały w sercu obraz drugiego człowieka jako istoty wspaniałej, rozbudzającej w nas same najdoskonalsze uczucia. Dziś jest odwrotnie, to słowo kojarzy się z czymś niewygodnym, odrażającym czy niskośrodowiskowym. Także dawne słowo "wojownik", czyli ktoś dzielnie walczący o utrzymanie godności własnej i innych, współcześnie zastąpiono słowem żołnierz, które dziś ma więcej wspólnego z mordercą i zbrodniarzem niż z człowiekiem honoru.

Jak dźwięczą takie słowa w naszych energetycznych ciałach zależy nie tylko od historii naszego gatunku, ale i społecznego wykształcenia jakie funduje nam określone środowisko. Bankier medytujący ze słowem "giełda" dozna pozytywnych wzruszeń i zmobilizuje się do większego wysiłku, ale człowiek duchowy posmutnieje i popadnie w zadumę. Dlatego każdy człowiek powinien odszukać w sobie swoje własne słowa klucze i powoli, z przerwami, z interwałami dopasowanymi do siebie, je wypowiadać by nie tylko go wzmocniły, ale i nadały nowy sens jego życiu.

Powróćmy jeszcze do słów, których już nie ma, a które dawniej odnosiły się do stanów i obecności jakich dziś nie potrafimy w sobie odnaleźć, a ktore stanowiły kiedyś o wartości duszy akcentując jej udział w tworzeniu obrazu człowieka jako istoty powstałej w świetle. Dziś tego światła, tej wibracji już nam nie staje. Co zrobić, by mimo ubytku słownictwa, mimo też zakodowanych w umyśle słów pułapek np "kościół", "msza", "chrzest" kojarzących się z Bogiem, z którym nie mają owe słowa nic wspólnego, móc wejść w odczuwanie stanów i obecności, które potrafią wyprzeć z nas np. stany chorobowe i obecność systemowego, religijnego i społecznego oprogramowania? Trzeba wejść w tzw. medytację modlitwę, ustawić się na pełny odbiór "halo" (tego co na zewnątrz, w naszym pozawnętrzu istnieje). Nastroić się na odpowiednią falę (by coś korzystnego dla nas zaszło lub na stan równowagi gdzie docenia się stan "jestem"), na dźwięki jądra duszy, która jest powiązana z całością i pozwolić sobie na wystąpienie wizji i stanów bez jakiejkolwiek próby uchwycenia ich logiką czy słowną analizą (tylko obserwacja). Odpoczywasz, śnisz i doświadczasz przy wyłączonym na maksa umyśle tego co zachodzi. Werbalizacja zamknieta. Potrzeby i psychika znajdują się w letargu. Nawet świadomość energetyczna ma pozostać niemym obserwatorem tego jak wygląda kreacja (świat duchowy, który zajmuje się tylko tworzeniem), czyli mówimy o duchowym świecie przestrzeni będącym zapisem naszych wszystkich doświadczeń jak i propozycji pozwalających odzyskać to co stworzył Bóg i Stwórca, a co zręcznie przerobili na swoje kopyto systemowi oprawcy.


Powrót do spisu treści